
- Ale jesteś
pewny?
- Nie raz jechałem na
motocyklu… Musisz się tak przejmować?- Ale pierwszy raz jedziesz w tak długą podróż. Uważaj na siebie.
Podeszłam do niego i ucałowałam w policzek. Chłopak odwrócił się w moją stronę i uścisnął mnie, cały czas trzymając pod pachą kask. W końcu odsunęłam się trochę, a on puścił mi oczko i łobuzersko się uśmiechając założył kask. Wepchnął niesforne loki do środka i pokiwał mi głową. Uśmiechnęłam się i skrzyżowałam ręce na piersi. Był zimny, sierpniowy poranek. Godzina czwarta trzydzieści. Kto normalny o tej porze stoi w cienkiej koszuli nocnej i wełnianym swetrze, boso na trawie pokrytej rosą? Ja. Tak, zakochani ludzie są dziwni, jakby na to nie patrzeć. I nie ważne, czy mają 60 lat czy 16, i tak będą dziwakami.
Ale czy to dziwactwo nie jest urocze?
Pomachał mi i włączył silnik. Zaczął bawić się gazem, na co ja szybko uciszyłam go dłonią. Debil, jeszcze by go tata usłyszał. Gestami dałam mu do zrozumienia, że tata ma pistolet pod poduszką. Pomachał mi po raz ostatni i przesłał buziaka. Powtórzyłam jego ruchy i machałam do momentu, w którym nie zniknął na drodze prowadzącej do miasta. Ziewnęłam i skierowałam się do domu. Uchyliłam drzwi i przemknęłam się przez hol cichaczem. Szybko pokonałam schody i chciałam wślizgnąć się do swojego pokoju, gdy…
- Ekhem.
Odwróciłam się w stronę chrząknięcia. Zauważyłam mojego dziesięcioletniego brata, który stał na końcu korytarza i mierzył mnie wzrokiem.
- Czego chcesz…?
- Mam powiedzieć rodzicom, że się włóczysz z samego rana?
- Grrr… George, czego chcesz?
- Jutro, a w zasadzie dzisiaj, jedziesz do miasta, prawda?
- Śledzisz mnie?
- Kupisz mi nowy numer „Spiderman’a”?
- Ale buzia na kłódkę.
- Jasne.
Schował się w swojej dziurze, a ja wskoczyłam pod cieplutką pierzynę. Przymknęłam oczy i usnęłam.
Gdy się obudziłam, była już dziesiąta. Podniosłam się z łóżka i zeszłam na dół, cały czas przeciągając się i ziewając. Nasypałam płatków do miski i nalałam zimnego mleka.
- Cześć, mamo.
- Hej, Hunter. Wracam dzisiaj o 17. Mam nadzieję, że się będziecie z George’m dobrze bawili.
- Yhym.
Jadłam płatki i patrzyłam się na codzienną krzątaninę mojej mamy. W końcu poprawiła sobie tusz i wyszła, trzaskając drzwiami. Taty już nie było, pewnie od rana na rybach. Znając życie, gdy ja wskoczyłam do łóżka, on wtedy wstał.
Podniosłam się z krzesła i odłożyłam miskę do zmywarki. Spojrzałam się w tył do salonu, gdzie na kanapie leżał George i oglądał jakieś swoje chińskie bajki. Prychnęłam pod nosem i poszłam na górę. Rzuciłam okiem na szafkę nocną, na której leżał mój telefon. Dioda świeciła się na niebiesko. Odblokowałam ekran i odebrałam wiadomość.
Usiadłam na łóżku. Nogi nie pozwalały mi na ustanie w pozycji pionowej. Rzuciłam telefonem o ścianę, ale on upadł na fotel bujany. Rzuciłam się na łóżko, a z mojego gardła wydobywał się histeryczny szloch. Czułam się taka bezsilna. Nie wiem, ile tak leżałam, lecz po jakimś czasie wstałam i podniosłam aparat z fotela. Przeczytałam jeszcze raz tego przeklętego SMS’a.
‘Wypadek. Harry w śpiączce. Szpital przy ulicy…’
Wyjęłam spod szafki baleriny i wyrzuciłam je na środek pokoju. Podeszłam do szafy i złapałam pierwsze lepsze ciuchy. Z naręczem ubrań i butami poszłam do łazienki, gdzie odbyłam niezwykle szybką poranną toaletę. Wyskoczyłam z toalety i krzyknęłam do brata, że ma się sobą zająć przez najbliższą godzinę, może dwie. Wybiegłam przez drzwi i truchtem skierowałam się na przystanek autobusowy. Wskoczyłam do busa, a pół godziny później byłam już na miejscu. Wysiadłam z pojazdu i udałam się do wejścia głównego. Podeszłam do jego mamy. Podniosła na mnie zapłakane oczy. Jedynym dobrym wyjściem wydawało mi się przytulić ją. Uścisnęłam kobietę i zapytałam, co się stało.
- Wypadek na obwodnicy. Osobówka w niego wjechała. Dobrze, że Charlie jechał z przodu, bo kierowca uciekł z miejsca wypadku. – zobaczyłam Gemmę, która niosła dwa kubki z kawą.
- Ale będzie żył?
- Tak, tylko nie wiedzą kiedy się z tego wyliże. O ile w ogóle. – głos dziewczyny się załamał – Lekarze mówią, że najważniejsze są pierwsze trzy miesiące.
- Trzy…?
Nie pozwolono mi do niego wejść. Był po ciężkich operacjach. Gdy patrzyłam się na niego przez szklaną szybę izolatki miałam ochotę go przytulić. Wyglądał jak małe, bezbronne dziecko pod plątaniną kabli i rurek. Nie był tym samym chłopakiem, którego znałam. Teraz to ja byłam tą silniejszą, a on był tym słabszym. Sytuacja zmieniła się i będzie trwała przez długi czas. Ale ja sobie postanowiłam, że będę silna. Dla Hazziątka.
***
- Młoda jesteś, niedługo o nim zapomnisz.
- Tato. 10 tygodni i się nie wybudził. Nie zapomnę o nim.
Tata spojrzał się na mnie. W jego oczach dostrzegłam… Złość? A może frustację? Był zły, że jego najukochańsza córeczka myślami od dwóch i pół miesiąca była w szpitalu. Zakazywał mi wychodzić. Zakazywał mi dowiadywać się o jego zdrowie. Gdy Gemma przyszła do mnie, zobaczyć, jak się trzymam, on zamknął jej drzwi przed nosem i wyklął. Nie wiedziałam, na ile jest go jeszcze stać.
- Richard, daj spokój… Ona jest zakochana, jej chłopak jest na krawędzi życia i śmierci.
Podniosłam głowę, wzrokiem dziękując mamie za jej wyrozumiałość.
- Nie! – tata trzasnął dłonią w stół. – I od dzisiaj, moja droga, masz zakaz wychodzenia z domu! Nie będzie eskapad do szpitala!
***
Na pewno. Żebyś się nie przeliczył, staruszku.
Spakowałam do torby butelkę wody mineralnej i perfumy. Zasunęłam ją i poklepałam po wierzchu. Pomodliłam się w duchu i podniosłam do góry okno. Spojrzałam się w dół. Jakby tak zeskoczyć… Nie, połamałabym nogi. Geniuszu! Podeszłam do szafy i nachyliłam się w jej głąb. Grzebałam dłuższą chwilę i przeklinałam pod nosem, gdy moje palce trafiały na pilniczki czy pinezki. Co ja mam w tej szafie? Jak zwykle nie to, co potrzeba. Nagle poczułam szorstki materiał. Szarpnęłam. Tak, to była ta lina, którą Harry kiedyś holował mój samochód. Zostawił ją u mnie, mówiąc, że kiedyś mi się przyda. I się przydała.
‘Dziękuję.’
Zrzuciłam linę na dach i umocowałam jej koniec przy krawędzi łóżka. Sprawdziłam, czy mocno się trzyma i powoli spuściłam się po niej. Wylądowałam na metalowym daszku i obejrzałam się dookoła, czy nie zrobiłam zbyt dużego hałasu. Zeszłam po rynnie i biegiem puściłam się w kierunku przystanku.
***
- Och, Hunter, jak miło Cię widzieć!
Zobaczyłam Anne. Przez ostatnie dwa miesiące postarzała się. Na jej twarzy pojawiły się zmarszczki, a na głowie pierwsze siwe włosy.
- Zostawię was samych.
- Dziękuję.
- Do zobaczenia, kochanie.
Gdy tylko zamknęły się za nią drzwi, ja doskoczyłam do łóżka i otworzyłam torbę.
- Cześć skarbie. Coś u ciebie nowego?
Cześć Hunter. Stęskniłem się za tobą. Haha, dobry żart. Jak widzisz, nie mogę się ruszyć…
- Wybacz. U mnie po staremu. Tata nadal się wkurza… A ja nadal uciekam.
Niegrzeczna dziewczynka. Lubię takie.
- Heh. – z torby wyjęłam perfumy i popsikałam sobie po nadgarstku. Podstawiłam chłopakowi pod nos.
Ow. Malinowe. Jak ja lubię ten zapach, wiesz?
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Pamiętałam, zobacz.
Szpitalne drzwi uchyliły się. Odwróciłam się, w pełni przygotowana na Anne. Jednak to nie była ona. Tam stał mój ojciec.
- Jak mogłaś?! Wiem, że to nie był pierwszy raz!
- Tato, ciszej, jesteś…
- Wiem doskonale gdzie jestem. A Ciebie tutaj, moja damo, nie powinno być.
Podszedł do mnie parę kroków, przygotowując rękę, by mnie uderzyć. Ja osunęłam się z krzesła, cały czas trzymając Harry’ego za dłoń. Ojciec sterczał nade mną i już przygotowywał się do zadania ciosu.
- Niech. Pan. Jej. Nie. Bije.
Poczułam, że mój uścisk jest odwzajemniony. W moich oczach pojawiły się łzy i nieważne było w tej chwili, czy ojciec mnie uderzy, czy nie. Wstałam z kolan.
- Bo widzi pan, prawdziwa miłość ma moc uzdrawiania, a pan chyba takiej nie przeżył.
Mówił z zachrypniętym głosem, bo w końcu nie używał go od dawna, ale był pewny swoich słów. Chłopak spróbował się podnieść. Za pierwszym razem mu się to nie udało. Kazałam mu leżeć, ale on był uparty. W końcu usiadł, opierając się na wyprostowanych rękach. Pociągnął mnie za spodnie i opadłam obok niego na łóżko. Poczułam, że obejmuje mnie ramieniem i próbuje zejść z łóżka. Spuścił swoje nogi i mimo moich uwag, żeby przestał, wstał. Stał, trochę niepewnie i mierzył się wzrokiem z moim ojcem. Byłam przerażona. Albo on upadnie albo… Jak zareaguje ojciec?
- To miłość pańskiej córki mnie obudziła. Pana też powinna.
Ojciec spojrzał się na mnie. W jego wzroku nie zauważyłam już złości, frustracji czy nienawiści. Tam były tylko łzy. Uścisnął Harry’ego. Podszedł do mnie i przeprosił. Powiedziałam mu, że porozmawiamy później, a sama położyłam Harry’ego do łóżka i po uprzednim ucałowaniu go, pobiegłam do pielęgniarki.
Powiedzieć, że wydarzył się cud. Cud miłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz