piątek, 29 marca 2013

★35 Liam

Pisałam to o drugiej w nocy... Wybaczcie błędy stylistyczne i powtórzenia :)

Muzyka <3



Wbiłem szpadel w glebę. Grudki ziemi przełożyłem z boku. Złapałem sadzonkę wierzby płaczącej i wsadziłem ją w dołek. Spojrzałem się w górę. Helen siedziała na parapecie. Uśmiechała się promiennie. Nie ruszyła się od momentu, w którym ją tam posadziłem. Pomachałem jej, a ona podniosła rękę, by mi odmachać… I upadła. Po prostu wypadła z okna. Rzuciłem się do biegu. Nie dotarłem na czas. Nie zdążyłem jej złapać. Upadła na chodnik przed naszym domem, twarzą do betonu. Odwróciłem ją. Twarz była zmasakrowana. Nie przejmując się tym sprawdziłem, czy oddycha. Na szczęście, oddychała. Zadzwoniłem po karetkę.
Siedziałem przy oddziale intensywnej terapii. W czasie transportu do szpitala stan Helen pogorszył się. Przestała oddychać. Bałem się jak diabli. Ostatni raz czułem się tak, gdy potrącił ją samochód. Straciła władzę w nogach, nie czuła nic od pasa w dół. Dlatego siedziała na tym cholernym parapecie. Dlatego nie poczuła, że jak podniesie rękę, to na drugiej się nie utrzyma. Byłem głupi. Nie zostałem z nią, tylko poszedłem sadzić to głupie drzewko. Zawsze mi powtarzała, że chciałaby mieć wierzbę w ogródku… Uległem. Posadziłem ją na tym parapecie i zszedłem na dół. I wykopałem dołek. Jakby dla niej.
- Może pan wejść. Tylko szybko.
Założyłem fartuch i ochraniacze. Wpadłem na tą salę, gdzie leżała ona. Przyciągnąłem stołek i usiadłem na nim. Nadal była nieprzytomna, ale serce biło równo. Wsłuchiwałem się w delikatne pikanie aparatury. Ująłem jej dłoń i delikatnie głaskałem, ostrożnie, by nie wyrwać wenflonu. Była taka blada, taka bezbronna… Miałem ochotę wyjąć ją z tego łóżka i zanieść do domu. Nie dopuścić nikogo. Ona była tylko moja. Moja mała, piękna Helen.
Nagle na wyświetlaczu pojawiła się ciągła kreska. Wybiegłem na korytarz wołając lekarza. Odepchnęli mnie i wpadli na salę. Zostałem wyprowadzony przez pielęgniarkę z oddziału. Pod drzwiami rozpłakałem się. Zacząłem błagać Boga, by stał się cud. W życiu nie modliłem się tak gorliwie jak wtedy. Wyobrażałem sobie życie bez Helen. Bez jej codziennego uśmiechu. W zasadzie… Próbowałem sobie wyobrazić…
Wyciągnąłem telefon. Jedyną osobę, do której mogłem teraz zadzwonić był Chris. Odebrał po pierwszym sygnale.
- Stary, hej. Co się dzieje?
Opowiedziałem mu, co się dzieje. Powiedział, że zaraz przyjedzie. Dwadzieścia minut po tej rozmowie czułem, że podtrzymuje mnie silne ramię. Tylko dzięki niemu nie zszedłem z tego świata. Zza oszklonych drzwi wyszła pielęgniarka. Szepnęła mi na ucho, że chyba nie odratują Helen. Za mało szans. Drugi raz nie wykręci się śmierci. Po pierwszym wypadku miała w sercu rozrusznik. Oparłem się o ścianę. Zrobiło mi się słabo, a czułem, że mój świat się kończy. Każdy oddech Helen był dla mnie promieniem słonecznym, a jak wiadomo, człowiek bez słońca długo nie pociągnie…
Minęły minuty, może godziny. Wyszedł lekarz. Powiedział, że wszystko jest dobrze i będzie coraz lepiej. Kazał mi iść do domu. Stwierdził, że wyglądam jak siedem nieszczęść. Chris przytaknął mu i pociągnął mnie do auta.
W domu przez kilka tygodni siedziałem jak na szpilkach. Chris był jeszcze w szpitalu. Lekarz powiedział mu, że jeśli będzie możliwość zobaczenia się z Helen, to powiadomi nas. Nie mogłem się doczekać tego jednego telefonu. W domu wszystko przypominało mi ją. Każdy ręcznik, każda książka, każda poduszka. Nie mogłem dłużej wysiedzieć w tych 4 ścianach. Wyszedłem z domu i skierowałem się do parku. Był początek wiosny. Minąłem kiosk. Moją uwagę przykuły nagłówki gazet.
Czy Liam Payne zdradzał swoją narzeczoną?
Czemu Helen rzuciła się z okna?
Czy ta dziewczyna była zdradzana przez gwiazdeczkę?
Zabolało mnie to. Złapałem parę gazet i zapłaciłem za nie. Prawie biegiem rzuciłem się do domu. Zamknąłem drzwi i usiadłem w kuchni. I czytałem. Czytałem te wszystkie bzdury o domniemanych zdradach, powodach ‘próby samobójczej’ Helen, a nawet o tym, że to ja wypchnąłem ją z okna, by pozbyć się ‘problemu’ jakim była niepełnosprawna narzeczona. Każde słowo wbijało się w moje serce jak sztylet. Chris znalazł mnie zwiniętego w kłębek pod stołem. Powiedział mi, że Helen wybudziła się, a ja… W ciągu 3 minut byłem zwarty i gotowy do drogi. W czasie podróży zastanawiałem się skąd w tych ludziach tyle nienawiści…
Przenieśli ją na oddział pooperacyjny. Wszedłem na salę z ciężkim sercem. Nie byłem pewny, co tam zobaczę. Helen spała, lecz gdy tylko usłyszała moje kroki podniosła powieki. Jak miło było widzieć ją wśród żywych! Podszedłem do niej i ją przytuliłem. Nie chciałem jej puszczać, trzymać cały świat w ramionach to takie wspaniałe uczucie. Nagle ona wysunęła się z moich objęć.
- Kochanie, nie gorączkuj się tak. Będziesz miał masę czasu do przytulania… I jedną dodatkową osobę.
***
- Wiesz, że się bałem?
- Czego?
- Że cię stracę.
- A zyskałeś syna.
- Tak.
Odchyliłem się w bok i pocałowałem Helen w policzek. Siedzieliśmy pod wierzbą, którą zasadziłem 13 lat temu. Dzisiaj patrzyłem się na mojego nastoletniego syna, całowałem piękną żonę i trzymałem na rękach trzymiesięczną córkę. Życie potrafi ci dokopać, a potem wynagrodzić tak, że nie będziesz miał pojęcia jak dziękować. 

czwartek, 28 marca 2013

OGŁOSZENIA PARAFIALNE :D

Dobra. Ja wiem, że jestem dopiero od wczoraj... Ale dziękuję za 109 wyświetleń! ;***
Mam jedną, małą prośbę... Komentujcie :D Bo ja czasami nie ogarniam, czy tematyka dobra, czy coś dobrze ujęłam, czy nie... I jakby wystąpiły jakieś błędy merytoryczne to przepraszam .______.
Czyli w skrócie... MACIE MNIE POPRAWIAĆ :D

środa, 27 marca 2013

★34 Niall

O Boże. Na serio nie wiem jak dziękować moim przyjaciołom i ten blog wydaje mi się jedyną formą przekazania tego, że was kocham, i że obiecuję się poprawić :')
Żadne opowiadanie nie byłoby napisane bez wsparcia Asi... a od pewnego czasu również Patrycji. I mimo że celują do mnie z wieeeeeeeeeeelkiej i wymalowanej armaty... Wy mnie trzymacie! Dziękuję :*
_______________________________

Z uśmiechem na ustach wyszłam z domu. Miałam ochotę się przejść, a padający wokół śnieg sprzyjał spacerom. Gdy łaziłam w tę i z powrotem po parku nagle do mojej nogi przypałętał się jakiś szczeniak. Był to labrador. Na jego szyi była zielono-żółta obroża, ale kartka chyba pieskowi wypadła, lub mało przezorny właściciel jej tam nie umieścił. Cóż miałam zrobić? Wzięłam czworonoga do domu z obietnicą, że z rana zrobię ogłoszenie.
Nazajutrz rano latałam jak szalona po mieście z ulotkami. Przyczepiałam je dosłownie wszędzie. Koło 13 poszłam do domu. Wyprowadziłam pieska na dwór i wróciłam. Gdy weszłam, mama od razu mi powiedziała, że przyszedł ktoś po psinę. Byłam zadowolona, że moja akcja przyniosła rezultat. W kuchni siedział chłopak z burzą loczków i blondyn. Gdy blondyn zobaczył psa od razu poderwał się z miejsca. Szczeniak też depnął w jego stronę. Zaczęli się witać z wielkim entuzjazmem. Nagle blondyn podniósł swoje niebieskie oczy na mnie.
- Cześć. Dzięki, że znalazłaś mojego pieska. A że nagroda się należy, czy zechciała by się panienka umówić ze mną na kawę? – ukłonił się nisko jak paziowie w tych błazeńskich filmach.
- Jasne. Kiedy?
- Niespodzianka. Zapisz mi swój numer.
Dałam mu numer do siebie. Już następnego dnia wysłał mi smsa, żebym wyszła przed blok. Wyleciałam z domu nie mówiąc nic nikomu. Pod klatką stał blondyn. Wtedy sobie uprzytomniłam, że nie znam nawet jego imienia!
- Cześć! Zgubiłeś psa?
- Hej! Nie do końca. Został w domu. Jak masz na imię, milady?
- Char. A Ty?
- Niall.
Przez godzinę łaziliśmy w tą i z powrotem po parku. Tak jak wtedy, gdy znalazłam jego psa. Nagle pojawił się z nie wiadomo skąd kolega Nialla.
- Hej kochani, mogę wam coś powiedzieć?
- Dajesz, ale szybko!
- Otóż, mam na imię Harry…
- Jezu, mieszkam z Tobą, wiem to…
- Ale Twoja koleżanka nie wie!
- Dobra, co się urodziło?
- Otóż. ‘Zgubiłem’ tego psa specjalnie…
- Coooo?!?!
- Daj dokończyć, człowieku. Bo Niall się w Tobie, Charlotte podkochuje, wiesz? I jak zobaczyłem Ciebie w parku, to sobie pomyślałem ‘Czemu nie?’. No i wypuściłem psa, a pies pobiegł…
- Ty idioto…
- Sam byś w życiu nie zagadał. Spotykał Cię codziennie na przystanku, potem wyczaił Twoje imię, a my w nocy słyszeliśmy tylko ‘Charloooooooooooooootte’. Dobra, to ja lecę, bo się z Liamem na gokarty umówiliśmy. Bye, gołąbeczki! – rzucił się biegiem w kierunku, z którego przybył. Chyba się bał trochę Nialla.
***
Spotykaliśmy się codziennie. Długo ze sobą rozmawialiśmy. Przymknęłam oko na jego zauroczenie. Ale kiedy miesiąc po tej historii z psem zapytał mnie o chodzenie, bez wahania się zgodziłam. Też się zakochałam.



☆/★33 Zayn (z małymi przeskokami czasowymi xd)


Nie wiedziałam jak oznaczyć, ponieważ pojawia się samo wspomnienie współżycia, ale bez opisu :P
A to dla wszystkich ludzi z którymi piszę i będę pisać :D
Czyt. rozmawiać xd

*słodziutki, czternastoletni Zayn :3*
Założyłem na uszy słuchawki. Włożyłem płytę do napędu i zamknąłem wieczko. Z głośniczków popłynęło delikatne uderzanie o struny gitary. Potem w tle słychać było uderzenia w bębny. Rozkoszowałem się delikatnym głosem wokalistki. Ślicznie śpiewała…
Wtedy weszła mama. Zawołała mnie na obiad. Wyłączyłem odtwarzacz i poszedłem do jadalni.
***
*tak samo słodki Zayn, tylko 6 lat starszy xd*
Denerwowałem się. To był kolejny koncert, ale i tak się denerwowałem jak nigdy. Wiedziałem, że na trybunach siedzą Oni. Chcą z nami nagrać duet zespołowy. To po to poszedłem do XFactora. Dzisiaj nie byłem niczego pewny.  Spojrzałem na Louisa. Nie tylko ja miałem cykora. Ale wyszedłem. Śpiewałem najlepiej jak umiałem.

Udało się! Mieliśmy nagrać z Nimi jeden numer. Podnieciłem się jak nie wiem. Byłem tak uradowany, że skakałbym po londyńskich ulicach i całował każdego, kto przechodziłby obok. Moje marzenie z dzieciństwa się spełnia!

Nadszedł ten dzień. Mieliśmy się z nimi spotkać na zobaczenie tekstu, który miała napisać Lily-Grace. Siedzieliśmy u Harry’ego. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Niall poderwał się, by otworzyć drzwi. Do środka weszło troje ludzi. Pierwsza do przedpokoju weszła Lily-Grace. Zdjęła szpilki i płaszcz.
Jej tekst opowiadał o miłości. Zdziwiło mnie to. Zazwyczaj pisała o przyjaźni, potrzebie drugiego człowieka… Och, pewnie się zakochała! Mina mi zrzędła. Teraz nie miałem u niej żadnych szans. Równe ZERO, a może nawet na minusie. Tyle lat czekałem!

Nagraliśmy piosenkę. Dzisiaj był ostatni dzień naszej wspólnej pracy. Siedziała w swojej przyczepie, mieliśmy półgodzinną przerwę. Co mogłem zrobić? To, co powinienem już dawno. Zapukałem do drzwi. Usłyszałem ‘Proszę!’. Westchnąłem i z walącym sercem wszedłem do środka. Zobaczyłem Lily-Grace na prowizorycznym łóżku. Siedziała po turecku, a na kolanach spoczywała książka. Zauważyłem, że po piersiach spływają jej kabelki od słuchawek.
- Cześć. – nie mogłem z siebie wydusić nic więcej. A chciałem jej tyle powiedzieć!
- Hej, Zayn. Co tam? Coś się stało, że przyszedłeś? Klapaj sobie. – poklepała miejsce obok siebie. Usiadłem. – Unikasz mnie, coś ci zrobiłam?
Prawda. Nie mogłem się na nią patrzeć. Wtedy, gdy chłopaki śpiewali z nią karaoke, grali w Scrabble, czy po prostu gadali, ja się zwijałem. Czemu? W gardle stawała mi gula, a w mózgu miałem mętlik. Teraz też to czułem.
- Nie. Tak. To nie tak jak myślisz! – ukryłem twarz w dłoniach
- Zaaaayn. Co się dzieje? – odłożyła książkę i podciągnęła się do mnie. Objęła mnie ramieniem, a ja poczułem zapach jej kasztanowych włosów.
- Powiem szybko. Zakochałem się w tobie jako czternastolatek. Minęło tyle lat, ja nadal słuchałem twoich płyt. I mimo, że miałem kupę dziewczyn… Ja nadal cię kocham.
- Ja ciebie też.
Oparła nos o mój policzek. Czułem, jak ciepłe łzy spływają po moim policzku. Płakałem z radości. Położyła rękę na moim  torsie. Ująłem jej twarz w dłonie i pocałowałem. Ona położyła się. Byłem nad nią. Zaczęła przygryzać moją wargę. Zdjąłem jej koszulkę. Nadal się  całowaliśmy. W samym staniku wyglądała prześlicznie.
- Moja bogini – mruknąłem jej na ucho.
- Mój bóg…
I mimo, że po raz pierwszy robiłem to w tak dziwnym miejscu jakim jest przyczepa, zapamiętam to do końca życia. No i ze stu innych powodów. A każdemu na imię ‘Lily-Grace’.
***
-  Nie odwracaj się. Ja ci ją opiszę. A więc… - i tak Harry opisywał mi wygląd mojej przyszłej żony.
- Zaaayn. – złapał mnie za ramię. – Mówiłem ci, że nie możesz się odwracać! To przynosi pecha!
Ojciec podprowadził ją pod sam ołtarz. Uparła się na ten ślub w kościele katolickim. Jak jej tak bardzo zależy…
- Lily-Grace Malik. Ślicznie brzmi, czyż nie? – szepnąłem jej na ucho.
- Śliczniej brzmi Zayn i Lily-Grace Malikowie, kochanie. 

★32 Louis

Oh Jesus. BIBI <3 Ja kocham takie zjarane imiona, przyzwyczajać się :'D

Po raz kolejny siedziałam w tej kawiarni. Podniosłam nieśmiało wzrok i zobaczyłam jego. Znowu zajmował to samo miejsce, zresztą ja również. Pomieszałam łyżeczką w herbacie. Nie miałam żadnej szansy u niego, no chyba że zauważyłby mnie. Prawdopodobieństwo jest równe… Jeden do miliona. Ale dopóki tu przychodzi… Nie zaszkodzi popatrzeć. Może kiedyś… Może.
- Hej! Haaalo? – przyjaciółka pomachała mi przed oczami ręką. – Ziemia do Bibi!
- Oh. Cześć. Co tam? – natychmiast się wyprostowałam i spojrzałam na Candice.
- Ach ty nierozumny stworze. To ten? – odwróciła się i wskazała palcem na „mojego” nieznajomego.
- Taak.
Zaczęłyśmy rozmawiać o codziennych sprawach, o sytuacji na uczelni i o wszystkim. Temat „mojego” nieznajomego omijałyśmy szerokim łukiem. Spostrzegłam, że moja przyjaciółka zaczęła się wiercić. Poderwała się z miejsca i pociągnęła mnie za sobą. Rachunek zapłaciłyśmy trochę wcześniej. Wtedy dostrzegłam, czemu tak mnie ciągnie! On też wychodził! Głupia jędza… Szłyśmy za tym chłopakiem, a ja się modliłam, by nie posądził nas o jakąś chorobę psychiczną. W końcu skręciliśmy do parku. Tam koleś spotkał swojego znajomego i zaczęli rozmawiać. Candice nie mogła przegapić takiej okazji.
- To ta bluzka? Czy może o inną ci chodziło? Chociaż to paski i to paski… Uroczy nawet. Już wiem czemu tak całe dnie o nim pieprzysz! Przystojniaczek…
Moja mina była pomieszaniem ‘Zamknij się’ z ‘O Boże, z kim się zadaję’. Nagle on się odwrócił. Myślałam, że się zapadnę pod ziemię, bo Candice zwiała. No po prostu rzuciła ‘Hej’ i zwiała. W pierwszym odruchu miałam się rzucić za nią, ale „mój” nieznajomy spojrzał się w moją stronę i… roześmiał się.
- Musisz mieć na moim punkcie niezłego fioła, co? Koleżanka ma cię chyba dość. – wskazał głową na oddalającą się sylwetkę Candice.
- Nie mam. – zaczęłam hardo.
 - To jak wytłumaczysz…?
- Oj no parę razy cię widziałam…
- I opowiadałaś o mnie przyjaciółce? Czymżem pannę ujął? – dygnął.
- Paskami.
- Paskami?
- Paskami.
- Czemu paskami?
- Lubię paski.
- Powiedz mi, że marchewki też, to cię poproszę o rękę!
- Lubię marchewki, czemu nie?
Jego mina wyrażała istną euforię. Złapał mnie pod rękę i poprowadził na ławkę.
***
- Hej Harry.
- Hej Bibi. Louis siedzi u siebie i wywalił połowę ciuchów z szafy, bo się bał, że się nie zmieścisz…
- I tak pewnie będę na pół w walizce… Połowa jego ciuchów to strasznie mało.

☆31 Harry part 2

Minimum +18... Na życzenie Asi to +18 XD

*zielonymi oczami*
Siedziałem w salonie z moją kuzynką i jej przyjaciółką. Chłopaki podniecali się małpą w kapeluszu, którą pokazywali w wiadomościach. No bez jaaaj! Nie myślałem, że mieszkam z takimi idiotami. Ale ich kocham. Tak samo, jak kocham Josephine. Nie udało mi się. Nie dochowałem wierności. Byliśmy razem już dwa lata, ale… Tak, poszedłem do łóżka z przyjaciółką kuzynki. Tak, jestem debilem. Tak, jeśli to wyjdzie na jaw… Jestem jebanym trupem. Jebanym. Jak mogłem..? Nie wiem, co sobie myślałem, ani co sobie myślę, siedząc tutaj, zamiast z Jozzy. Nagle do domu wpadła ona. James złapał ją za nadgarstek, gdy wpadła do przedpokoju. Spojrzała się na mnie jak na zabójcę Bogu ducha winnych króliczków (a może i gorzej) a potem zaczęła rzucać we mnie niezłymi wiązankami. W końcu James obkręcił ją i przytulił do siebie. Za nimi wpadła spółka.
- No Harry. Teraz powinniśmy wyjść przed domu i jeden na jednego załatwić to jak mężczyźni, a nie jak tchórze, dla których tylko seks się liczy. – zbladłem strasznie.
Byłem w połowie drogi do nich. Chłopaki patrzyli się na to oniemiali. Nie ogarniali o co chodzi. Jak to powiedział później Lou: „Myśleliśmy, że ją zgwałciłeś czy coś…”. A było dużo gorzej. Oj, bardzo.
Wtedy Matt zagrodził mi drogę.
- No tak. Wiedzieliśmy, że tak będzie. – wycofali się z domu. – Wiesz co? Mówiłem Jozzy, że jesteś tylko kolejnym wytworem tej pierdolonej machiny show-biznesu. Ale ona mówiła, że jesteś jedynym! A ty jesteś po prostu zwykłym kutafonem. I tyle. A spróbuj się do niej zbliżyć, to ci zęby będą latały aż do San Francisco.
Czyli się wydało. No nie wiedziałem, co mam zrobić. Zwłaszcza, że po godzinie od tego zamieszania dostałem smsa o treści ‘Daj mi tydzień.’. Okej.
---
Minął ten tydzień. Boże, jaki ja byłem głupi! Bez niej moje życie nie ma sensu. Nie mogłem powiedzieć chłopakom, co zrobiłem. Wyśmieli by mnie, a potem zaczęli prawić morały. Chociaż sami lepsi nie byli. Czekałem na ten dzień. Liam z Niallem wyszli z domu. Mogłem do niej zadzwonić. Co ja bym zrobił, żeby znów usłyszeć jej śliczny głosik wypowiadający moje imię bez cienia nienawiści!
Dzwoniłem. Z 50 razy. Nie odbierała…
*niebieskimi oczami*
No co mieliśmy zrobić? Nie wiedzieliśmy o co chodzi i czemu Jozz się tak strasznie wkurwiła na Harry’ego, ale nie mogliśmy się bezczynnie patrzeć, jak z Hazzy wypływa życie! No ludzie… Co ta miłość potrafi robić z człowiekiem! Zapukałem w drzwi. Usłyszałem ‘No pędzę, się nie roztroję’. Ach, ta Rebekah. Otworzyła nam drzwi.
- No heeej. Jest Jozzy?
- Siema. Wejdźcie. Jest, ale nie w najlepszej kondycji. Wiecie, najpierw odszedł Sherr. Teraz Harry. Ona chyba nie wyrabia.
- Ale wiesz co się między nimi…?
- O to samo się chciałam zapytać! Joseeephine!  C’mon here!
Z pokoju wywlokła się Jozzy. W zasadzie jej cień. Oparła się o framugę w bluzie Harry’ego, nieskładnym koku i jeansach. No wyglądała jak siedem nieszczęść.
- Możemy pogadać? – zapytał Liam.
- Jasne. Wejdźcie. – ręką odsłoniła pokój.
No to to było już.. Nie umiem znaleźć odpowiednich słów na opisanie tego, co zobaczyłem. Na narożniku leżały zdjęcia Jazz z Harry’m. Dalej jego rysunki. Na ścianie wisiał nadal wyblakły już z lekka plakat Muse. Na biurku zobaczyłem 7 zużytych strzykawek. Nie wierzyłem. Ona wróciła. Dwa lata wolności…
Spojrzałem się na Joseph. Ona wiedziała, że już wiemy. Zgarnęła strzykawki w kąt biurka, a na jej palcu dostrzegłem pierścionek. Ten, co Harry dał jej.
- Co wy wyprawiacie? Co tutaj się dzieje?
- Nie powiedział wam? Tchórz. – ostatnie słowy zabrzmiało jak przekleństwo. I nim było.
- Co miał nam powiedzieć?
- Taa… Cindy… Czy pies wie jak jej tam… On się z nią pieprzył na London Eye!
- Coooo?! – no wszyscy troje byliśmy w takim szoku, że… Harry?!
- Tak. Ja go kocham! Ale jeśli on będzie takie rzeczy odwalał… Ja się boję!
- Dzwonił?
- Telefon za oknem.
- Rebekah?
- Kiedy byłam w pracy.
- Ile razy?
- Około 6 na półgodzinę.
- O matko…
- Ludzie, wy się musicie pogodzić! Jesteście dla siebie stworzeni!
Nagle do pokoju weszła Elizabeth. Mieszkała z nimi. Była tą trójką.
- Jozzy. No chodź. – przytuliła ją, a nas olała. – Pamiętasz Ethan’a?
- Wróciliście do siebie?
- Taaak. No widzisz, facetom trzeba różne rzeczy wybaczać. Wiesz czemu? Bo jeśli znajdziesz takiego, za którego możesz stracić życie, kiedy tylko odejdzie… Kochana, nie wiem, czy on jest tego wart, ale na pewno ty zasługujesz na to szczęście. Wierzę, że będzie rozsądny i nie zostawi cię, skoro dałaś mu szansę.
*zieeeeeeeeeeeeeeeelonymi oczami*
- Hey you, crazy kid.
- Jozz?!
- Tak. Chciałam ci powiedzieć, że cię kocham i że nawet daruję ci to, że bzykałeś się z jakąś laską na London Eye.
- O Boże, nawet nie wiesz, jak cię kocham! Jak za tobą tęskniłem! Kochanie, nigdy więcej! Przepraaaszam… - rzuciłem się na kolana i objąłem nogi Jozz. Jaki byłem szczęśliwy!
---
Siedzieliśmy i słuchaliśmy płyty Morning Parade. Ona zawsze coś nosi w tej swojej wielkiej torbie. Przy kawałku ‘Headlights’ nie wytrzymałem. Zacząłem całować ją jak oszalały.
- Kochany, pozwól sobie na więcej…
- Na pewno chcesz?
- A więc… Tak, ja, Josephine Bellamy, chcę stracić dziewictwo z Harry’m Stylesem. Wystarczy? – zamknęła mi usta pocałunkiem.
Położyłem ją na plecy. Opierała się łokciami o łóżko. Loki spływały delikatnie po plecach. Zacząłem ją rozbierać. Całowałem jej piersi. Rozebrałem ją, a ona mnie. Przeszliśmy do rzeczy. Gdy tak taktowo wchodziłem i wychodziłem, zobaczyłem, że ją to boli. No tak, pierwszy raz…
- Nie przestawaj, to wcale tak bardzo nie boli…
Doszliśmy w tym samym czasie. To było cudowne.
***
- Gdy zobaczyłem nagą Jozz śpiąca na nagim Harry’m wiedziałem, do czego doszło w tym pokoju. Jak słodko razem wyglądają! Miałem rację, gdy mówiłem, że są dla siebie stworzeni. Co nie, Dann?


★30 Harry part 1.

To jest taki dwupart XD

Zamknąłem oczy i włączyłem odtwarzacz. Przerzuciłem przez pierwsze 10 piosenek i trafiłem na Blackout. Mój ulubiony zespół. 3 chłopaków i jedna dziewczyna… Ach. Sama słodycz. Nagle do mojego pokoju wpadł Lou i przerwał moją chwilę samotności. Tuż za nim wlecieli Niall, Liam i Zayn. Obsiedli mnie dookoła i zaczęli coś ględzić. O Boże. Co mnie to obchodzi…? Jestem nieszczęśliwie zakochany, tak samo jak miliony dziewczyn we mnie. W życiu jej nie spotkam…
Zadzwoniła do mnie Bekah. Poprosiła mnie o świadkowanie na ślubie. No cóż, zgodziłem się. Przyjaźnie się z nią już bardzo długo, nawet nie potrafimy powiedzieć, gdzie się spotkaliśmy.
Wychodziła za mąż za Stefana, jej długoletniego narzeczonego. A niech się hajtają! Poinformowała mnie, że oprócz mnie i świadkowej będzie jeszcze jedna para drużb. O kurczę, z rozmachem! Miała mnie przedstawić ‘mojej drugiej połowie’ jutro. Uh… Może ona pozwoli mi zapomnieć o Josephine. Strasznie mnie to wkurzało – mogłem mieć każdą, a ja chciałem tej, która była dla mnie niedostępna. Ach, te posrane uczucia.
Stałem w środku śnieżnej zawieruchy na jednej z ulic Londynu. Nagle zobaczyłem zmierzające ku mnie 2 postacie. W jednej z nich rozpoznałem Rebekah, a druga to na pewno była kobieta. Skądś nawet ją znałem… Nie wiedziałem skąd. Podeszły do mnie bliżej.
- Hej, Harry! To jest Jazz. Jazz – Harry.
- Hej. Harry – wyciągnąłem dłoń na przywitanie. Dziewczyna niepewnie, ale podała mi rękę i cichutko miałknęła ‘Cześć’. Zapowiadało się ostro.
Poszliśmy do mieszkania Bekah. Siedzieli tam już Stef, jego brat (który okazał się drugim drużbą) oraz przyjaciółka przyszłej panny młodej. Przywitaliśmy się i zaczęła się kolejna gadka – szmatka. Tym razem o ślubie, o ciuchach, muzyce, oprawie ogólnie. Jazz zdjęła kurtkę i została w samym swetrze. Namawiali ją do zdjęcia tego swetra, ale dziewczyna odmawiała, chociaż w mieszkaniu było piekielnie gorąco. Nadal wydawało mi się, że skądś ją znam…
Minęły 3 miesiące. Nadszedł dzień ślubu. Stefan o mało co nie zszedł przed kościołem, Rebekah wyglądała cudnie, a Jazz… Założyła bolerko z długim rękawem i krótszą sukienkę. Jak na maj było bardzo ciepło.
Po uroczystościach w kościele nadszedł czas na wesele. Zorganizowane z rozmachem, w małym pałacyku z malowniczym ogrodem. Cudo. Pierwszy taniec. Widziałem Stefana. Jako drużby trzymaliśmy za nich kciuki. Kręcili się w rytmie ‘Starlight’. Tuż obok mnie stała Jazz. Trzęsła się. Objąłem ją, zaproponowałem marynarkę. Podziękowała. Nie chciała.
Zaczęły się tańce. Pierwsi po młodej parze mieli tańczyć świadkowie.
- A więc! Proszę na parkiet pana Harry’ego Stylesa z Josephine Bellamy…
Świat zakręcił mi się przed oczami. Czyli Jazz to była Josephine! Ta, do której wzdychałem od paru miesięcy! Nie mogłem jej rozpoznać w tej niepozornej dziewczynce. To było niemożliwe. Chyba zauważyła moje zmieszanie. Blackout nie dawało koncertów od 2 miesięcy. Powodem była śmierć narzeczonego Josephine i jej depresja. Chłopak zmarł na raka, na jej rękach…
Tańczyłem z nią i zobaczyłem, że delikatnie się uśmiecha. Też się do niej uśmiechałem. Prawie nie schodziliśmy z parkietu. Przy którejś wolniejszej piosence Jazz położyła głowę na mojej klatce piersiowej i tańczyliśmy  tak wtuleni w siebie, jakby świat obok nie istniał. Było mi dobrze. Trzymałem w rękach kobietę mych snów!
Jozzy wyciągnęła mnie na dwór. Powiedziała, że jej słabo. Siedziałem z nią w tym ślicznym ogrodzie i trzymałem za rękę. Opowiedziała mi o całym swoim życiu. Rozmawialiśmy nie jako znajomi na jeden wieczór, ale bardzo dobrzy przyjaciele, ten wymarły gatunek, który jest na zawsze. Bardzo zbladła.
- Co się stało?
- Niedobrze mi.
- Może przynieść ci wody?
- Nie, dzięki. To nie od tego.
- To co się stało?
- Eh. Widziałam twoją minę, jak facet powiedział jak się nazywam. Ty mnie znasz. Wiesz, że śpiewa… łam w Blackout. I może kiedyś do tego wrócę. Wiesz pewnie także, że po śmierci Sherry’ego wpadłam w narkotyki po uszy. Obiecałam Bekah, że na wesele przyjdę ‘czysta’. Przez 3 dni nie ćpałam, oto tego konsekwencje. Wszyscy chcą mi pomóc. Chłopaki, Bekah… Nie, nie tego potrzebuję.– to była jej najdłuższa wypowiedź.
- No chodź tu – przytuliłem ją – Mogę ci jakoś pomóc?
- Nie wiem.  To jest ciężkie. – odsłoniła ręce. Całe miała w sińcach po wkłuciach. Odrzuciło mnie to trochę, ale wiedziałem, że nie mogę jej zostawić. Nie teraz. Przytuliłem ją.
Nad nami wisiał księżyc. Tam wysoko Ktoś zaplanował, że to ja mam pomóc Josephine. A tak mi się w tamtym momencie wydawało.
Wesele się skończyło. Jozzy dała mi swój numer. Już następnego dnia chciałem się z nią umówić. Niestety, nie mogłem się do niej dodzwonić. Zadzwoniłem do Rebekah. Ona powiedziała, żebym pojechał do jej mieszkania. Podała mi adres.
Wjechałem w uliczkę pełną małych, zabytkowych domków. Wszedłem pod wskazany numer. Nikt nie otwierał. Znowu wybrałem numer do Bekah. Powiedziała, żebym pod doniczką szukał klucza. Jasnee. Tylko pod którą doniczką?!  Nareszcie znalazłem. Otworzyłem drzwi.
- Haaalo? Jest tu kto?
Rozejrzałem się po przedpokoju. Nikogo nie było. Po prawej był salon. Zajrzałem do środka. A tam,  w kącie siedziała skulona w pozycję embrionalną Jozzy. Tuż obok niej leżała strzykawka. Podbiegłem do dziewczyny. Spała. Delikatnie wziąłem ją na ręce, a wtedy zobaczyłem, że ze zgięcia łokcia leci jej strużka krwi. Położyłem ją na kanapie. Rozebrałem się i trochę się rozgościłem. Zaparzyłem herbaty i patrzyłem jak śpi. A sen miała delikatny jak wiosenny poranek.
Jej oczy otworzyły się. W pierwszej sekundzie przelękła się mnie, ale zaraz rzuciła mi się szyję.
- O Harry, jak się cieszę. Znowu zostałam sama. Oni wyjechali. Zostawili mnie. A ja nie mam z kim…
Nie mogła dalej nic mówić, płacz ścisnął ją za gardło. Przytuliłem ją mocno.
- Josephine. Obiecaj mi. Razem wyjdziemy z tego nałogu.
Kurczowo złapała się moich łopatek. Wbijała paznokcie w moją skórę.
- Dla ciebie, Harry, wszystko.
***
Josephine po pół roku wyszła z nałogu. Teraz Blackout nagrywa płytę. A Harry… No cóż, właśnie stoi pod drzwiami Jozzy, a z tyłu spodni ‘ciąży’ mu pierścionek zaręczynowy. 

★29 Niall

29. opowiadanie. No jestem czasem z siebie dumna. :D

*niebieskimi oczami*
Wjechała na rolkach do dużego pokoju. Mimo, że przyjaźniłem się z Leighton’em już tyle, że wiedzieliśmy o sobie wszystko, to nie znałem zbyt dobrze jego młodszej siostry. Wiedziałem o niej tyle, że na imię ma Lauren  i ma 18 lat. No niezbyt dużo. Ale wiedziałem też jeszcze jedno – byłem w niej zakochany. Zauroczony nią. I kiedy robiła kółka dookoła dywanu na którym grałem z jej bratem w Scrabble wydawała mi się najbardziej urokliwą istotą na świecie.
*brązowymi oczami*
- Leighton! Pamiętasz to, jak założyłam się z Owen’em, że nie prześpi się z tą laską z b?
- No i…?
- Poszedł z nią! Łaziła cały TYDZIEŃ w skowronkach. Powtarzam, TYDZIEŃ.
- Nieee. Żartujesz!
Wiedziałam, że mojemu bratu ta małpa się podobała. Dlatego jeździłam tyłem dookoła dywanu, na którym siedział on i Niall i grałam mu na nerwach. Czemu na rolkach? Bo jeśli przegrałabym zakład (a tak było) to miałam cały dzień jeździć na rolkach. Zaraz miałam wyjść z chłopakami do parku, a nie chciałam wywinąć orła. Chociaż po tych wszystkich przegranych zakładach… Faceci. Nie cofną się przed niczym.
Ale Niall był inny. Był delikatny, wrażliwy i jeśli tylko dałby mi zbliżyć się do siebie… To byłoby piękne!
----
- Zakochana!
- Nie drzyj mordy, głąbie!
- Dobra. Nie będę darł mordy. Ale jak widzisz, kto tu jest geniuszeem?
Nie miałam ochoty z nimi gadać, łazić czy w ogóle mieć z nimi do czynienia. Wiem, że mnie lubią i ja ich też, ale… No wiecie, ja to bym sobie posiedziała w pokoju, odpaliła moje piosenki, a nie rap, którym jestem raczona co 5 minut i mam już jego po dziurki w nosie. Mimo, że kiedyś byłam wielką fanką tej muzyki. No cóż, ludzie i gusta…
- Haaalo? – Owen zamachał mi ręką przed oczami.
- Żyję, żyję!
I znowu spędziłam lipcowy dzień z trójką chłopaków, udając kogoś, kim dawno przestałam być.
*niebieskimi oczami*
- Ley… Kiedy wróci twoja siostra?
- Nie wiem. A co cię zaczęła interesić moja młodsza siostra…?
- Nic!
- Uhuhu. Hahaha. Hehe. O kurde. – demonstracyjnie położył się na podłodze i złapał za brzuch.
- No się nie ryj! – zacząłem go łaskotać. Największe łaskotki miał na brzuchu. Gdy się tak dźgaliśmy, do domu weszła ona. O matko, ale musiałem głupio wyjść!
- Okej, okej. To ja już muszę lecieć. Harry coś ode mnie chciał.
- Zostań. – widziałem, że jej oczy napełniają się łzami. Chyba tylko Ley tego nie zobaczył, bo łapiąc kurtkę wyskoczył z domu w rozwiązanych butach drąc się, że jego dziewczyna złamała nogę. Byczys. On nie miał dziewczyny.
- No to jak? Nadal Harry cię woła?
- Już nie. – byłem jak zahipnotyzowany. Topiłem się w jej kasztanowych oczach.
- Chodź do mnie. – odsłoniła ramieniem drzwi do swojego pokoju, a potem ruszyła w jego stronę.
Szarpnęła za klamkę. Gdy otworzyła, moim oczom ukazał się najśliczniejszy widok, jaki w życiu widziałem.  Z sufitu zwisały papierowe żurawie w najróżniejszych kolorach.
- Sama robiłaś? – naprawdę byłem oczarowany.
- Tak. Siadaj. Jest ich 999. Wiesz, podobno, jak się zrobi 1000, to się spełnia jedno życzenie. I to życzenie ma być tym jedynym, które zmieni twoje życie. – usiadła przy biurku, wzięła niebieską kartkę papieru i sprawnie złożyła ptaka.
- Jakie jest twoje życzenie?
- Może i nie powinnam mówić, ale moim życzeniem jest… eś ty.
***
Starałem się opanować. Boże, nasza pierwsza wspólna konferencja. No myślałem, że zejdę na zawał, a nie mogłem nic zjeść. Koszmar. Jak dla mnie koszmar.
Nie zauważyłem tych obrotowych drzwi. Przywaliłem prosto nosem przy okazji wywracając się na Lauren, którą ciągnąłem za sobą. Drzwi były sterowane automatycznie. Zostaliśmy zaatakowani przez martwą rzecz! Niall, ogarnij się, jesteś facetem. Bo chyba jesteś, nie?
Nareszcie doszliśmy do tego stolika, przy którym mieliśmy siedzieć. Usiadłem obok Harry’ego i pokazałem Laur, żeby usiadła obok mnie.
- Mówiłem ci już, że wyrwałeś niezłą laskę…?
Gdy kopnąłem Hazzę pod stołem, słychać było tylko grzmot jego loczkowatej głowy o stolik.

★28 Zayn

Uwagaaaaa. xd

- Sorry, nie pasujemy do siebie.
Który ja to raz już słyszałem? Nie liczę. Przestałem liczyć po 6. Ale i tak w jej ustach brzmiało to niesamowicie. Odwróciła się ode mnie i zmysłowo kołysząc biodrami podeszła do jakiegoś faceta, który wziął ją pod rękę i oddalili się. Stałem w lekkim otępieniu przez parę minut. W końcu ja też odwróciłem się i ruszyłem przed siebie. Do domu. Przeskoczyłem te parę schodków i popchnąłem drzwi.
- Hej, Nialler. – wychrypiałem.
- ZNOWU?! Jesteś debilem, mówiłem ci już?! – odwrócił się, a talerz z jedzeniem upadł mu na podłogę.
- Tak, milion razy.
-  TO POWTARZAM JESZCZE RAZ. TO. NIE. JEST. DZIEWCZYNA. DLA. Poczekaj. ONA. NA. CIEBIE. NIE. ZASŁUGUJE. Comprender?!
- Nie wiem. – obróciłem się w prawo i szarpnąłem za klamkę. Wszedłem do mojego pokoju i położyłem się na niepościelonym łóżku.
***
- Nie pasujemy do siebie, Zayn.
Odsunęła krzesło, wzięła torbę z oparcia krzesła i ruszyła do drzwi. Popchnęła je, a one zaraz zamknęły się z trzaskiem. Jeszcze przez dobre 5 minut piłem kawę patrząc się tępo w szybę. Byłeś debilem. Jeszcze raz będzie próbowała wrócić, musisz powiedzieć jej nie. Musisz, weź się w garść, jesteś mężczyzną! Wyszedłem z tej kawiarni. Przez te same drzwi. Skierowałem się do Louis’a.
- Hej, Lou. – wychrypiałem.
- ZNOWU?! Jesteś debilem, mówiłem ci już?!
- Tak, milion razy.
- TO POWTARZAM JESZCZE RAZ. TO. NIE. JEST. DZIEWCZYNA. DLA. Poczekaj. ONA. NA. CIEBIE. NIE. ZASŁUGUJE. Capisco?!
- Czyżby znowu to samo? – Harry wyszedł z łazienki z ręcznikiem na biodrach.
- No a jakże inaczej. Weź pacnij tego debila, bo zaraz ja nie wyrobię.
- Zayn, siadaj.
***
- Odkryłam wczoraj, że do siebie nie pasujemy.
- O NIE! NIE ZNOWU. IDŹ W DIABŁY, TY WREDNA MAŁPO! – nie wiadomo skąd pojawił się Liam. W ręku trzymał torbę z zakupami. Danielle trzymała go za rękaw kurtki, gdy ten kierował się w stronę mojej już byłej dziewczyny. Ja wtedy odwróciłem się. Pobiegłem przed siebie. Stanąłem na moście. Spojrzałem się w dół. Woda nie była czysta. Otworzyłem torbę. Zobaczyłem Liama biegnącego w moją stronę. Za nim biegła Nina. Pośpieszyłem się w myślach. Wyjąłem pistolet z przegródki torby. Przyłożyłem do skroni i krzyknąłem w stronę Niny:
- Już nigdy mnie nie skrzywdzisz!
Pociągnąłem za spust, a moje ciało zsunęło się w ciemne odmęty rzeki.

★27 Niall

Nana. Tak, Nana. Takie imię :D


- Nienawidzę ludzi.
- Czemu?
- Bo są zakłamani.
- Ja nie jestem.
- Tylko ty mi zostałeś.
***
Usnęła na moim ramieniu. Nie wiedziałem nawet kiedy. Ułożyłem ją na płaskiej poduszce i przykryłem kocem. Pocałowałem w czoło i wyszedłem. Zbiegłem po schodach, bo winda była zepsuta. Założyłem ciemne okulary, bo był piękny, lipcowy dzień i popchnąłem drzwi. Na moją twarz wylało się słońce, a po nagich ramionach przeszedł dreszcz. Tam naprawdę jest zimno. Wsiadłem do tramwaju i pojechałem do domu. Kolejny dzień. Taki sam. Monotonia wkrada się w moje życie cichaczem.
- Hej, jest tu kto?!
Odpowiedziała mi cisza. No tak, znowu wszyscy wyszli. Podszedłem do lodówki. Zauważyłem 4 notatki. Pierwsza była ‘Zayn u Perrie’, druga ‘Liam z Dan’, trzecia ‘Harry z Jozzy’ i czwarta ‘Lou z El’. Po raz kolejny chłopaki wychodzili ze swoimi dziewczynami, a ja zostawałem sam. Wyjąłem z lodówki parówki i wszamałem na zimno. Stałem opierając się o blat kuchenny i tak na serio nie wiedziałem za bardzo, co ze sobą zrobić. Myślałem tylko o tym, co by było, gdyby Nana nie trafiła tam. Gdyby nie zwariowała. Gdyby nie zaczęła widzieć rzeczy, których nie ma. O Boże, czemu ona…?
---
Siedzieliśmy i graliśmy w butelkę. Oprócz naszej dziewiątki była jeszcze przyjaciółka Jozz. Chłopak ją rzucił… No trudno, możemy razem pograć, czyż nie?
- Niall! Wypadło na Ciebie!
- A idź ty. Zadanie.
- Pocałuj…  Carrie w policzek.
- Osz ty wredna małpo, Liam.
- Co? Aż tak brzydka jestem? – Carrie spojrzała się na mnie z wyrzutem. Szybko cmoknąłem ją.
- Teraz ja!
- Teraz ja. – dopiero w tym momencie zobaczyliśmy postać stojącą w drzwiach salonu. Była to Nana. – Wiedziałam. Kto by chciał dziewczynę z psychiatryka?!
Wybiegła. Pobiegłem za nią. Byłem boso, ale nie przeszkadzało mi to. Goniłem uciekającą dziewczynę przez las. Nagle zobaczyłem że siedzi pod drzewem i pochlipuje. Podszedłem do niej.
- Wierzyłam ci. Wierzyłam, mimo to, że to ty miałeś dostęp do świata zewnętrznego, a ja siedziałam 24 godziny na dobę w klitce. To …
- Kochanie! Ja cię nie zdradzałem! – usiadłem koło niej.
- A ta dziewczyna to kto…?
- To przyjaciółka Jozz. Zostawił ją chłopak i…
- I ty się nią zająłeś…
- Nie. I grała z nami w butelkę. Liam wymyślił mi takie zadanie. Przepraszam. – schyliłem głowę.
- Napędziłeś mi stracha! – pacnęła mnie w sam środek czupryny.
- Ty mi większego.
Pogłaskałem ją po policzku i wtedy nasze usta same się złączyły.
###
- Ty patrz! (Harry)
- Harry, idioto, nie wychylaj się. (Josephine)
- Sorry. (Harry)
- Patrz. Mówiłem, że prawdziwa miłość istnieje? (Louis)
- Nie. (El)
- No to teraz mówię! (Louis)

★26 Niall


Szaaaloooone. :D

„Poznałem tutaj masę fajnych ludzi i dla Ciebie nie mam czasu. Ani siły.  Niall”
Wpatrywałam się jak zaczarowana w monitor i nie mogłam uwierzyć, że był w stanie napisać tych 14 słów. Długo się nie odzywał, nie odbierał na telefony… Mój najlepszy przyjaciel. I mimo to, że się przeprowadził na drugi kraniec Londynu, mieliśmy zostać w kontakcie. Taaa. Nie zesraj się.
Myślałam, że coś się z nim stało. Ale nie. On tylko… Nie miał dla mnie czasu. Od kiedy poszedł do tego programu, zmienił się. Zaczął mnie unikać, teraz się wyprowadził. Nie wiedziałam czemu. Straciłam najlepszego przyjaciela, byliśmy nierozłączni od przedszkola, ja go wypchnęłam do tego programu, bo przecież sam był zbyt nieśmiały… Odpłacił się.
- Masz nauczkę. Nie ufaj ludziom. – mruknęłam pod nosem.
Tamtego dnia byłam padnięta. Wykończyli mnie na uczelni i miałam tego wszystkiego po dziurki w nosie. Myślałam, że zaraz umrę, no ale sama wybrałam sobie medycynę. Już 3 lata nie dawał mi znaku życia. Tak naprawdę to już prawie o nim zapomniałam. Prawie. Śnił mi się po nocach w snach, z których budziłam się z płaczem. Gdybym mu powiedziała, że jest dla mnie wszystkim… Zostałby?
Usłyszałam dzwonek do drzwi. Leniwie sturlałam się z sofy i podeszłam do drzwi. Natężenie dzwonka rosło. Ukatrupię tego kogoś, kto stoi za drzwiami. Nawet jakby był to sam Obama.
Uchyliłam drzwi. W szparę ktoś wsadził but. No szczyt chamstwa! Otworzyłam drzwi szerzej, by zobaczyć, co za dureń wstawia mi giry do mieszkania. Tam był Niall!
- Cześć…
- Cześć…
- Co tam u ciebie? – uśmiechnął się jakby ostatnie 3 lata nie istniały.
- Wydoroślałeś.
- Trochę.
- Czego chcesz?
- Wyjdziesz ze mną…?
- Dobraa. Ale nie widzę sensu po tym jak mnie olałeś.
Szliśmy ulicami nocnego Londynu. W końcu dotarliśmy nad jakiś strumyczek. Przysiadł na trawie, zdjął kurtkę i rozłożył ją obok siebie. Usiadłam.
- A więc…?
- Pamiętasz to, jak cię olałem? Byłem niedojrzały. – spojrzałam się w gwiazdy, dzisiaj były takie wyraźne i piękne – Ale… Bałem się odrzucenia. Bałem się, że powiesz mi, żebym poszedł do diabła. Bałem się stracić ciebie, wspaniałą przyjaciółkę.
- I tak ją straciłeś, jak mnie unikałeś.
- Nie mogłem się spojrzeć w twoje oczy, gdy po nocach śniłem, że jesteś obok mnie i czuję zapach twoich włosów. Nie mogłem przy tobie wykrztusić normalnych słów. Zawładnęłaś moim umysłem całkowicie. I rób co chcesz, ja cię kocham.
- Ja ciebie też, debilu. I byłeś idiotą, gdy przestałeś się do mnie odzywać.
- Wiem. Wybaczysz mi?
Nie odpowiedziałam. Położyłam dłoń na jego policzku i przekręciłam jego twarz w moją stronę. On przykrył moją dłoń swoimi palcami. Pochyliłam się trochę, a nasze usta się złączyły.

★25 Zaaayn :D


Tak na serio to z kim chcecie, ale Zayn mi najbardziej pasuje o.O

Przekręciłem klucz w zamku i popchnąłem drzwi. W całym mieszkaniu roznosił się aromat pomarańczy i panowała tajemnicza cisza. W dużym pokoju paliło się światło. Przeszedłem parę kroków i włożyłem głowę do pomieszczenia. Moja narzeczona siedziała przy laptopie i chyba nawet mnie nie zauważyła. Chciałem to wykorzystać i zaszedłem ją od tyłu. Zakryłem jej oczy dłońmi. Wtedy zobaczyłem, co takiego sprawdzała. Moją pocztę! Znowu…
- Czemu mi to robisz? Nie ufasz mi?!
- Nie, to nie tak jak myślisz…
Tak, to nie było tak… Z Sophie spotykałem się 3 lata, od roku była moją narzeczoną. Gdy jeszcze była moją dziewczyną wszystko było normalnie. Nie sprawdzała mi telefonu, nie patrzyła, co noszę w torbie, czy nie wymieniam e-maili z innymi kobietami, czy się nie umawiam na randki przez internet… Wszystko zmienił ten cholerny pierścionek. Zaczęła się strasznie podejrzliwa, zaborczo zazdrosna. Cały czas pytała się mnie, czy ją kocham, bo dookoła jest tyle piękniejszych dziewczyn od niej… Dla mnie ona była jedyna! Tylko ją kochałem. Nie miałem nawet siły spojrzeć się na inną. Ale Sophie tego nie rozumiała.
- No to jak?! Kobieto, znowu to robisz! Ile razy ci mam tłumaczyć, że jesteś jedyna! Że poza tobą świata nie widzę! – zwaliłem z stołu książki i oparłem się o niego pocierając twarz dłońmi.
- Ale… - zaczęła łkać. – Tyle jest ładniejszych… Tyle jest…
- Ale ty jesteś jedyna w swoim rodzaju! Co mnie obchodzą te z większym biustem czy dupą! Skoro mam ciebie i ty jesteś dla mnie idealna!
- Skąd mam mieć pewność?
- Nie ufasz mi?
- NIE!
Wstała z krzesła i zamknęła laptop. Wywaliłem krzesło. Odeszła trochę i spojrzała się na mnie oczami jelonka. Byłem wkurzony do granic możliwości.
- Kocham cię!
- A ja może ciebie nie, co? Pomyślałeś? I mam w dupie te wszystkie twoje słówka! Nic nie warte, rzucane na wiatr! Pewnie za moimi plecami pieprzysz stado cycatych babek, co?!
Złapała bukiet róż, który niedawno jej dałem. Wazon popchnęła i rozprysł się w kawałeczki, a woda pływała po całej podłodze. Kwiaty złamała na kolanie. Ukłuła się. Zobaczyła czerwoną kroplę. Wpatrywała się w nią jak zahipnotyzowana. Podszedłem i złapałem ją za nadgarstek. Podnosiłem już jej dłoń do ust, kiedy ona wyrwała mi się i podbiegła do kredensu. Na nim stało masa naszych wspólnych zdjęć. Zmiotła je wszystkie.
- Nie ufasz mi? – stałem jak zahipnotyzowany.
- Nie. Od dawna ci nie ufam. Ten związek nie ma przyszłości.
- To czemu tutaj jesteś?
Zmieszała się. Za każdym razem, gdy się kłóciliśmy, mówiła mi, że mnie nienawidzi… Ale zaraz mnie przepraszała. Nie wiem, co ta kobieta do mnie czuła. Bałem się jej. Miała istnego bzika na moim punkcie.
- Bo cię kocham.
- Przed sekundą mówiłaś coś innego. Sophie, ty wiesz, co robisz?
- Nie. Oszalałam z miłości do ciebie.
- Ja też. Ale nie daję tego tak po sobie poznać.
Zrobiłem w jej kierunku dwa kroki. Ona skuliła się. Podszedłem do niej. Zaczęła mnie walić po klacie pięściami. Złapałem za jej nadgarstki.
- Co, koteczku? Nie możesz się ode mnie uwolnić? I wiesz co, nie chcę. – z łobuzerskim uśmiechem objąłem ją. – Tylko obiecaj mi, że to się więcej nie powtórzy.
- Przysięgam ci na nasze dziecko, które urodzi się za 6 miesięcy.

★24 Niall

Urokliwe. Szczerze :D

Okej. Napnij cięciwę. No c’mon, robiłaś to tysięcy razy! Co się z tobą dzieje? Dajesz, dajesz!
★★★
Stałam w tym ciemnym zaułku i kierowałam strzałę w kierunku tego samotnego faceta. Poczuje mały zawrót głowy, a potem będzie już szczęśliwy. Ludzie mijali mnie. No tak – oni nie widzieli ani łuku, ani strzał, ani skrzydeł. Jestem sama jedna i muszę sobie z tym poradzić. Wciągnęłam powietrze. Nagle puknął ktoś mnie w łopatki. Odwróciłam się jak oparzona.
- Cześć. – zobaczyłam blondyna z otwartą paczką pianek. – Jestem Niall – wyciągnął ufajdaną łapę – Czemu celujesz w tego gościa? Coś ci zrobił? Twój były?
Zatkało mnie. Zatkała mnie jego bezpośredniość i to, że widział mój ekwipunek… What the fuck is going on?
- Cześć. – opuściłam łuk – Widzisz mnie?
- Tak. Masz śliczne skrzydła.
- I to cię nie dziwi?
- Dziwi mnie tylko to, że celujesz w tamtego gościa. – skinął głową w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał mój cel.
- Hę?
- Co?
I tak zaczęła się nasza dziwna znajomość. Inni widzieli tylko to, co chciałam im pokazać. A Niall widział wszystko. Moja dusza od teraz stała się kołem, nie było kącika, do którego nie dotarłyby jego niebieskie oczy. Ale jedna rzecz nadal mnie zastanawiała. Czemu ten chłopak mnie widzi…? Myśl ta nie dawała mi spokoju przez dobrych parę dni. Dlatego w końcu zdobyłam się w sobie i poszłam do mojej najlepszej przyjaciółki z tym problemem. Ona jedyna po moim wypadku była w stanie mnie zobaczyć. Może to temu, że jest czarownicą z jednego z najpotężniejszych rodów? Kolejna zagadka, ale mniejsza z nią.
- Ohoh. Wiesz co, myślę, że znalazłaś swoją drugą połówkę.
- To znaczy?
- Wtedy, gdy zginęłaś w tym wypadku i stałaś się… Hmm… Kupidynem – uśmiechnęła się. Wiedziała, jak nie lubiłam tego określenia, ale teraz było mi to obojętne. – to został ci ktoś zapisany. Miał cię znaleźć, a ty cały czas jego szukałaś. Ten ktoś będzie mógł zobaczyć twoje skrzydła (Też chcę – jęknęła) i będzie cię rozumiał jak nikt inny. Taka magiczna miłość. Tylko bez ran postrzałowych.
- I coś w związku z tym? Bo ludzie cały życie szukają swojej wielkiej miłości, a to nie jest nic cudownego…
- Poczekaj, niecierpliwa kobieto! I w momencie, w którym on po raz pierwszy cię pocałuje, to skrzydła ci znikną, a kolejna duszyczka zamiast trafić do nieba, będzie strzelać do niewinnych. I normalnie będziesz żyła, jakby nic się nie stało.
- Babcia?
- Tak. Opowiadała mi kiedyś o aniołach miłości. To jest takie… Urocze. – demonstracyjnie pociągnęła nosem, a ja dałam jej kuksańca.
Czyli jest nadzieja, żebym stała się na powrót człowiekiem? Żebym mogła znowu być widzialna, żebym mogła założyć rodzinę, mieć domek z ogródkiem i psa? Musiałam go pocałować. A wydarzy się to dzisiaj.
- Cześć  Graa… - nie pozwoliłam mu dokończyć, tylko wpiłam się w jego usta. Oderwałam się i pierwsze co zrobiłam, to złapałam się za plecy. Nadal tam były. W dłoni zostało mi tylko pióro. Niall miał minę jakbym co najmniej zjadła mu całą pizzę. Co zrobiłam? Grace, zabiję cię. Odwróciłam się, podbiegłam parę kroków i odbiłam się od ziemi. Głupia ja, co sobie wyobrażałam? Wpadłam do mojego mieszkania i padłam na łóżko. Zaczęłam szlochać. Byłam pewna, że już do końca świata będę musiała wymuszać na ludziach miłość. Było mi ciężko. W końcu usnęłam.
Obudziły mnie kroki. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam Nialla. Chyba nie zakluczyłam… Kurczę. Jednak byłam szczęśliwa, że nie wziął mnie za totalną wariatkę i tutaj jest.
- Grace… Wcześniej byłem pewny, że jesteśmy tylko przyjaciółmi i wiesz… Byłem strasznie zdziwiony, kiedy mnie pocałowałaś. Przepraszam. Ja też cię kocham.
- Szczerze? Też wcześniej tego nie czułam.
- To czemu…?
I opowiedziałam mu historię z moją przyjaciółką. On usiadł obok mnie. Gdy skończyłam mówić, on przysunął się blisko mnie, spojrzał mi głęboko w oczy i pocałował. Nadal miałam skrzydła. Czyli on kłamie!
***
Stałam pod prysznicem. Zmywałam z siebie płyn do kąpieli, gdy nagle zobaczyłam krew w brodziku. A w niej masę piór. Dotknęłam pleców. Były nagie. Zapiszczałam z radości. Wszedł Niall.
- Coś się stało?! – był przerażony.
- Tak, chodź kotku. – zarzuciłam mu ręce na szyję i przyciągnęłam go do siebie. Już nic ani nikt nas nie rozłączy.

★23 Zayn

Hey, hou, Chiyoou :D


Mój idealny świat ostatnio troszkę się zmienił.
Ale zacznijmy od początku. Tworzyliśmy z Zaynem bardzo fajną parę. Wszędzie razem, zawsze porozumienie bez słów… Takie pierdoły z tych amerykańskich oper. Brakowało psa i dzieci. No i ślubu, ale akurat na tym nam nie zależało.
- Chiyoou! Jesteśmy!
Mieszkałam z chłopakami jakieś pół roku... No może trochę dłużej. Ostatnimi czasy Li, Lou, Hazz i Niall pojawiali się w domu znacznie wcześniej niż Zayn. Tłumaczył się, że coś załatwia na mieście, że jakieś sprawy, że chodzi na jakieś zajęcia z emisji głosu. Cuda na kiju, ludzie. Cuda na kiju.
- Co taam? – w drzwiach od mojego pokoju pojawił się Niall. – Gdzie Zayn? Już wyszedł…
- Emisja…
- Wierzysz mu? Kurka, ja bym się dawno wyprowadził!
- Wiesz, czemu nie? A jeśli to prawda, to go urażę! Człowieku, to nawet możliwe. – oszukiwałam samą siebie.
- Okej, jak wolisz.
Tego samego dnia wieczorem, gdy Zayn się kąpał, jego telefon zawibrował. Spojrzałam się na ekran. Sms. Od… O Boże… Cukiereczek? Bitch please… Otworzyłam wiadomość. Brzmiała tak: ‘Kocham cię i czekam na powtórkę naszego seksu. Byłeś baaardzo niegrzecznym chłopcem ;)’. No rozpierdoliło mi mózg. Rozpierdoliło.
Zayn wyszedł z łazienki. Pierwsze co zrobiłam, to rzuciłam w niego tym pieprzonym telefonem. Skulił się. A wtedy przejechałam mu kółkami od walizki po stopach. Byłam z siebie piekielnie dumna. Piekielnie.
-----
Minęło od tego czasu parę miesięcy. 3. 3 i 14 dni. Chiyoou! Masz paranoję!  Z telefonu zaczęła płynąć cicha melodyjka. Spojrzałam na wyświetlacz. To był Harry.
- Hej, co chcesz?
- Hej. Co porabiasz?
- Siedzę, nudzę się… Coś szczególnego do mnie?
- Nic… Siedzimy w szpitalu z Jozzy…
- Co jej się stało?!
- No jej nic, ona tu pracuje, tak? Zayn jest. – zawał gotowy.
- Co jemu?!
- Ma raka… Chi… Mogłabyś wpaść?
Naprowadził mnie do szpitala. Gdy wysiadałam z samochodu, naszła mnie pewna myśl. Czy on zrobiłby to samo dla mnie? Czy jego ‘Cukiereczek’ tam jest? Weszłam do środka. Bez większego problemu trafiłam na oddział.
- Hej! Gdzie on jest?
- Tutaj. Usnął.
Spojrzałam się przez okno. Leżał tam. Łysy. Nie było nigdzie jego dziewczyny. Nagle otworzył oczy. Zobaczył mnie. Machnął ręką, żebym weszła. Co zrobiła Chiyoou? Nie muszę tłumaczyć.
- Hej, Chiyoou.
- Hej, Zayn. Gdzie twój cukiereczek?
- Oj…
- Wolała zdrowego bojsa? Przykro mi. – wpatrywałam się w ścianę.
- Chiyoou. Wybacz mi. Ja umieram. Proszę, jedyne, co chciałbym usłyszeć przed śmiercią!
***
Lou codziennie ciągał mnie do szpitala. W końcu nie wytrzymałam. Wybaczyłam Zaynowi. Znowu byliśmy parą. Jego wyniki po moim przebaczeniu zaraz się poprawiły. Wyszedł ze szpitala.
- Chiyoou… Skończ to pisać… Proooszę…
- Co chcesz?
- Zdjęcie!
Zaraz wokół mnie uzbierało się 5 chłopaków. Weszła Jozzy i cyknęła nam zdjęcie. Oprawiłam je sobie w ramki i dziś tuląc naszego synka uśmiecham się do niego. Czasami warto zapomnieć.


★22 Louis

No i nawet nie wiem... Moim muzom <3

Nie zapomnę tego jak mnie potraktowałeś. I wiesz co? Nawet nie chcę. Może za 3 lata te rany, które mi zadałeś, zabliźni się. Może wtedy będę w stanie z tobą porozmawiać. Teraz nie chcę widzieć cię na oczy. Uspokoję się i zastanowię, czy chcę rozdrapywać blizny. Dziękuję za wszystko,
                                                                                                                         Margaret
***
Tymi paroma linijkami zakończyłam przygodę, która trwała 2 lata. Piękne 2 lata. Mimo, że czasami mieliśmy „ciche dni”, a czasami nasi znajomi mieli dość naszych czułości to jednak kochaliśmy się nad życie.
Tamtego pamiętnego dnia wyszłam rano po pieczywo do pobliskiej piekarni. Po drodze zaszłam do kiosku, by kupić gazetę. Na pierwszej stronie był on. W sumie norma, skoro jest piosenkarzem… Ale tytuł artykułu. Zrujnował mi życie. ‘Czy Louis ma zamiar wrócić do swojej byłej?’. Zdjęcie było z wczoraj… Dosłownie pod naszymi oknami. Wmówił mi, że zostanie dłużej w studiu, bo muszą z chłopakami poćwiczyć jakąś piosenkę. Akurat!
Przemilczałam jednak to. Może to nie była prawda? Gazety kłamią. Naginają rzeczywistość. W tym przypadku też mogło tak być. I chciałam wierzyć, że tak jest.
Sprawa ucichła. Minął tydzień. Wracałam z moją przyjaciółką z uczelni. Przechodziłyśmy koło mojej ulubionej knajpki. Patrzę, Louis siedzi w środku. No to weszłyśmy. Nagle zauważyłam, że mój chłopak nie jest sam. Mimo to nie zrobiłam scen tylko usiadłyśmy w kącie Sali, ale tak, żebyśmy mogły oglądać naszego casanovę. Robił słodkie miny, prawił komplementy… Wyciągnęłam telefon i wszystko nagrałam.
Wieczorem, gdy siedzieliśmy w domu na kanapie, wyswobodziłam się z jego objęć i podeszłam do telewizora. Podłączyłam telefon do wtyczki z tyłu ekranu. Zaraz na plazmie ukazało się menu wyboru. Przeskoczyłam parę okienek i nacisnęłam ‘Odtwarzanie filmów’. Wybrałam ten z dzisiejszą datą. Spojrzałam się na Louisa i szepnęłam, żeby oglądał. Sama wyszłam do naszej wspólnej sypialni i zaczęłam pakować rzeczy do torby. Wyszłam z pokoju w tym momencie, gdy film się skończył, a Louis stał w drzwiach do salonu. Oczami mnie błagał, żebym została. Ja byłam nieugięta. Odwróciłam się i zamknęłam drzwi.
I myślałam, że na tym się skończy. Zostawiłam mu kartkę. Wprowadziłam się do mojej przyjaciółki. Minęło 3 lata od tego zajścia, nie widziałam Lou na oczy. Unikał mnie jeszcze bardziej niż ja jego. Ale nie tego wieczoru. Wracałam tak jak co dzień z uczelni do domu i otworzyłam skrzynkę. Były 2 listy. Jeden do Rose, drugi do mnie. Zdziwiłam się. Otworzyłam na korytarzu. W środku były 2 bilety na koncert One Direction. I karteczka.
‘Wiem, że na pewno nie przyszłabyś sama. Przyjdź z Rose. Proszę, daj mi szansę. Louis.’
Ubrałam się na ten koncert. Ale nie jakoś wystrzałowo, czy za specjalnie. Zwykłe jeansy i  biała koszulka… Na przekór wszystkim, na niej nadrukowany był Green Day.
Weszłyśmy na arenę. Miałyśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Postarał się.
Chłopcy śpiewali. Nagle Louis spojrzał się w moją stronę. Zobaczyłam w jego oczach łzy.
- Oh girl, I see in your eyes this dissapointed…*
Tak, zaśpiewał dla mnie ‘Gotta Be You’.
Całe, bez chłopaków. Jedynie co to śpiewali razem refren. Wzruszyłam się. Pod sam koniec, gdy schodzili już ze sceny, Louis wyciągnął mnie z siedzenia. Pociągnął za kulisy. Przyparł do ściany. Trochę się bałam, nie wiedziałam, co chce zrobić.

- Peggy. Proszę, wybacz mi, zmieniłem się.
- Nie jestem pewna, czy mogę ci zaufać. I puść mnie. – zwolnił uścisk.
- Ale jednak tu przyszłaś. – wprowadził mnie w zmieszanie. Odwróciłam się. – Czego oczekiwałaś? Zrobiłaś mi niepotrzebną nadzieję. Żałuję, że 3 lata temu byłem dupkiem. Ale… To się nie powtórzy. Dojrzałem. Już nie jestem jak czterolatek w sklepie z zabawkami.
- Wierzę ci. – na znak tego, że mu wybaczam, stanęłam na palcach i dałam mu słodkiego buziaka w policzek. On ujął moją twarz w swoje dłonie i nakierował mnie na swoje usta. Trwaliśmy w bezruchu, a ja nie chciałam, żeby ktokolwiek przerwał ten moment.

*tekst pochodzi z piosenki "Gotta Be You" zespołu One Direction, na którą mam caaały czas faaazę :D

★21 Liam

Doczekaliście się! :D



Mieszkałem z  Beatrix już jakieś dwa lata. No nie planowaliśmy na razie ślubu czy czegokolwiek innego (ja ją stopowałem, wiedziałem, że chce mieć dzieci), ale to było coś poważnego. I byłem tego pewny także w tym dniu. Wszedłem do naszego mieszkania. Byłem jakieś półtora godziny wcześniej, udało mi się wyrwać z próby. Po drodze zaszedłem  do sklepu i kupiłem produkty niezbędne do zrobienia makaronu z truskawkami i śmietaną. Uwielbiam to! Przekręciłem klucz w zamku. Popchnąłem drzwi i wszedłem do środka. W domu panowała cisza, co było podejrzane, bo Bex skończyła pracę jakieś 2 godziny temu. No kurczaki. Pewnie znowu gdzieś wyszła z przyjaciółką. A już miałem nadzieję na romantyczny wieczór we dwoje. Dla pewności wszedłem do naszej sypialni. I przeżyłem szok. Moja dziewczyna bzykała się z jakimś gościem na naszym łóżku…! W pierwszym odruchu miałem ochotę go zabić. Ale jedyne co zrobiłem, to rzuciłam w niego truskawkami. Zaraz potem dołożyłem kubkiem śmietany. Przez sekundę patrzyłem na tego faceta upaćkanego owocami. 
- Po rzeczy przyjdę jak skończycie – wysyczałem i wybiegłem z domu.
Nie miałem zbytnio pojęcia gdzie pójść. Chłopaki siedzieli gdzieś ze swoimi dziewczynami (co było oczywiste, mamy piątkowy wieczór!), a ja…? Nie miałem pojęcia co ze sobą poczynić. Usiadłem na ławce w pobliskim parku i wsuwałem truskawki z drugiego pudełka. Patrzyłem się tępo przed siebie. Jest piątek, lipiec… Co można ciekawego robić ze świadomością, że twoja (o mało co) narzeczona pieprzy się z jakimś facetem! On mi kogoś przypominał. To chyba brat jej przyjaciółki. Tak, to stąd go znam. Byłem wkurzony jak nigdy. Tak się nie robi! No ale trudno. Minęło pół godziny. Uznałem, że w tyle czasu powinni się wyrobić i poszedłem znowu do mieszkania. Zastałem płaczącą samotnie Beatrix. Po jej kochasiu nie było ani śladu. Wyminąłem ją bez słowa i zacząłem pakować moje rzeczy, a pod nosem mruczałem jakąś piosenkę. Do dzisiaj nie wiem, co to było. Złapałem za torbę i przerzucając ją przez ramię wyszedłem z tego mieszkania. Raz na zawsze.
Pierwsza myśl, która wpadła mi do głowy, to pojechać do Harry’ego i Louisa. Przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Słuchali, co dziś się wydarzyło, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Podnieśliśmy zdziwieni głowy. Złapałem komórkę i przeciągnąłem zieloną słuchawkę.
- Haloo?
- Liam z tej strony, słucham?
- Liam, tu Beatrix. Chciałam się… - rozłączyłem się. Ostatnią osobą, którą teraz chciałem widzieć, to moja była dziewczyna!
- Jak baba. – Louis zaczął jeździć sobie ręką po twarzy.
- To co niby zrobiłbyś na moim miejscu?
- Nie wiem. Ja na przykład poszedłbym do niej i wygarnął co o niej sądzę? Te! Jak moja była – napisz piosenkę!
- Harry, nie pomagasz.
Znowu rozległ się dźwięk dzwonka. Pierwszy raz przeszkadzał mi. Odebrałem znowu.
- Nie rozłączaj się! Liam, jestem w ciąży!
- Cooo? – chłopaki mieli niezłe miny. Ja swoją drogą też nie byłem gorszy.
- Tak! I to jest twoje dziecko!
- Jaką mam pewność? – Lou odetchnął. Myślał, że Bex prosi mnie o powrót i obiecuje, że nie będzie mnie zdradzać.
- Stuprocentową! Liam, to był tylko jednorazowy wybryk! Nigdy więcej! Błagam, wróć! Błagam!
- Zaraz będę.
Złapałem chłopaków za fraki i wygoniłem ich z domu. Sam nie byłbym w stanie przejść tych 4 czy 5 przecznic. Gdy staliśmy pod drzwiami jej mieszkania, miałem przeczucie, że świat mi się wali. Uchyliła niepewnie. Zza kawałka drewna wyjrzała ta mała, okrągła twarzyczka, którą tak bardzo kocham. Bo ja ją nadal kocham. I nieważne, co by mi zrobiła, kochałbym ją do końca życia i siedem dni dłużej. Taki jestem. Wpuściła nas do środka.
- Udowodnij. – nie byłem zbyt przyjaźnie nastawiony do świata.
- Proszę. – z tylnej kieszeni spodni wyjęła test ciążowy, a na nim widniały dwie kreski. Louis zakołysał się i wylądował na ścianie, a Harry mruknął tylko, że ma deja vu.
Odwróciłem się i złapałem Lou, który wyglądał, jakby podnosił nogę do kopnięcia w kalendarz.
- Bex, przynieś wodę. – posłusznie wykonała moją prośbę. – Dziękuję.
- Okej, okej. Ja się z Louisem przetransportuję na izbę przyjęć, a wy tu sobie pogadacie. – no tak. Szpital był po drugiej stronie ulicy. Minąłem dziewczynę i bez słowa usiadłem w kuchni.
- Słuchaj. Zajmę się tobą i dzieckiem. – oparła się o blat. W jej oczach dostrzegłem iskierki szczęścia. Złapałem za jej biodra i przyciągnąłem do siebie. Posadziłem ją na moim kolanie. – Tylko obiecaj… Nigdy więcej. Proszę.
- Jasne, kochanie. – wtuliła się w moją szyję. A ja chciałem, żeby ta chwila trwała wiecznie.
***
Wracałem z nią od moich rodziców. Mieszkali oni 20 kilometrów od  Londynu. Jechaliśmy przez las. Nagle przed maskę wyskoczył mi jeleń. Nie zdążyłem wyhamować. Zwierzę rozbiło szybę, a ja wjechałem w pobliskie drzewo. Drzwiami od strony pasażera. Zobaczyłem tylko zakrwawioną Beatrix i nie wiedziałem, która krew jest jej, a która rogacza. Wysiadłem z auta. Zakręciło mi się w głowie, ale wyjąłem telefon i zadzwoniłem po służby. Trzymałem za rękę moją narzeczoną i patrzyłem na jej brzuch. Był ogromny, w końcu to już siódmy miesiąc. Odpiąłem ją i wyniosłem na trawę. Położyłem ją i starałem nic jej nie uszkodzić. Jeszcze tyle by mi brakowało, żeby zrobić coś jej albo naszemu dziecku!
- Niestety. Nie dało się uratować… Przykro mi. Jutro zrobimy zabieg, dzisiaj jestem zajęty.
Tego jednego zdania nie powinno być w moim życiu. Wszedłem na salę. To ja musiałem powiedzieć Beatrix, że nasze pierworodne zmarło. Ot tak. Jakby nie wiedziało, że dla rodziców jest prawie świętością. Urządziliśmy już pokój, mieliśmy przyszykowane zabawki i ciuchy. Bex nie mogła doczekać się porodu.  A tu taki… Boże, czemu?
Płakała. Dużo. W nocy budziła się i szukała mnie. Pozwolili mi zostać na tą jedną noc na oddziale. Z rana zostało zrobione jeszcze jedno USG. Tym razem robiła je młoda lekarka, nie ten starszy facet co wczoraj.
- Ależ proszę pana! Dziecko rozwija się zdrowo, kto państwu takich bzdur naopowiadał?
I kolejne zdanie. Takie, które mógłbym nagrać i puszczać zamiast kołysanek. Nie. To nie działo się naprawdę! A jednak. Dwa miesiące później trzymałem na rękach moją własną córkę. Beatrix przyglądała nam się leżąc na łóżku, bo poród był męczący.
- Mogę? – uformowała ręce w kołyskę, a ja włożyłem w nie niemowlaka. Spojrzałem się w kierunku drzwi. Louis dostawał tam padaczki. Teraz na przykład płakał. Kiedy spojrzałem dziesięć sekund wcześniej, to pokazywał Harry’emu, jak się powinno trzymać dziecko. Ja z nimi kiedyś nie wyrobię.
Pocałowałem Beatrix w czoło.
- I nigdy nic nas nie rozłączy, obiecaj. – szepnęła.
- Nigdy przenigdy, nic nie ma prawa ani możliwości. Będę się wami zajmował po koniec świata i nawet wtedy, gdy zaatakują mnie łyżki.



★20 Louis

Dobra, jest Louuuu <3
A tutaj z dedykacją dla wszystkich, którzy mnie trzymają przy życiu... Nigdy was nie zapomnę ;*


 To moja wina. Kłóciliśmy się i godziliśmy. Cały czas. Byliśmy zamknięci w jednym kręgu. Ale niedawno zmieniła się kolejność. Dlatego teraz wpadam na toksykologię z nadzieją, że nie jest za późno.  Nie wybaczyłbym sobie tego. Moja mała…
Podbiegłem do szyby. Przez nią zobaczyłem nią. Leżała pod masą różnych kabelków. Obok była jej matka. Gdy ujrzała mnie, posłała mi pełne nienawiści spojrzenie. Poczułem się winny. Bo nim jestem i temu nie mogę zaprzeczyć.
- Twoja wina, wiesz? – Harry jak zwykle pomocny. – To przez ciebie moja siostra tutaj leży! Lou, ja ci zaufałem, ona też, a ty co wyprawiasz?! Zawiodłem się na tobie. – Odwrócił się i odszedł. Tylko jedna osoba może być na sali.
Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Podpierałem ścianę i wlepiłem gały w aparat, na którym wyświetlały się delikatne uderzenia serca małej. Myślałem, że to ja pierwszy umrę. Wtedy na oddział wpadł Zayn.
- Hej, gadałem z Harry’m. Ona najpierw przedawkowała, a potem rzuciła się z okna. – przełknął głośno ślinę. – On jest na ciebie wściekły. Jak nigdy. Nie wiem, co będzie dalej, ale jeśli ona nie wyjdzie z tego…
- Wiem, Zayn, wiem. Jaki ja byłem głupi. I nadal jestem. Na co ja liczę? Nie mogę jej pomóc!
Rzuciłem się w stronę klatki schodowej. Zbiegłem po schodach, a po policzkach spływały mi łzy. Otarłem je rękawem i wybiegłem na dwór. Był piękny, wrześniowy dzień. Ciepło, słoneczko grzeje, a moje gaśnie. 
***
- Cześć, Lua.
Podszedłem do jej łóżka. Harry wpuścił mnie. Błagałem go całą godzinę. Płakałem, błagałem, przepraszałem. Ach, zniżyłem się do poziomu ścierki. W końcu pozwolił mi. Dobry starszy brat. Wiedziałem, że jest w śpiączce i wiedziałem, że słyszy mnie. Dlatego chciałem jej wszystko powiedzieć. Teraz chociaż mi nie będzie przerywać.
- Lua. Wiem, że byłem durniem. I nadal nim jestem. Boję się pogadać z tobą w cztery oczy. Jesteś w śpiączce, nie możesz mi odpowiedzieć, a ja dopiero teraz zdobyłem się na przeprosiny. Byłem głupi, pozwalając się omamiać kolejnym laskom. Byłem durniem, gdy ciągnąłem je do łóżka. Tak, czasami zdarzało mi się o tobie zapomnieć. Tak, nie zasługuję na wybaczenie. Ale przepraszam. Wiedz, że w tych momentach, w których… Okej, kochałem cię nad życie. I kocham nadal. I jeśli byłoby coś, co mógłbym dla ciebie zrobić… Zrobiłbym to bez wahania.
*księżycowymi oczami*
- Wyszedł. Myślał, że go nie słyszałam! Dureń. Debil. Jakbym mogła się ruszyć, to bym go zabiła. Na miejscu. Za to, co mi zrobił. Za to upokorzenie, które musiałam przeżywać, gdy szłam do sklepu, a ludzie patrzyli się na mnie z politowaniem, ponieważ na okładkach wszystkich gazet widniało zdjęcie mojego chłopaka z jakąś nową laską. Wszyscy się dziwili, czemu jeszcze z nim jestem. Bo go kochałam! Ale ostatnio przesadził. Nie ma odwrotu. Usnęłam.
- Przeszczep wątroby… Weźcie ją na salę. – usłyszałam rozmowę lekarzy. Nie wiem, ile spałam.
Po operacji wybudzali mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam płaczącego Harry’ego i mamę. Złapałam ich za ręce.
- Gdzie Louis? – zapytałam się mojego brata.
- … On ci oddał wątrobę… Coś w czasie przeszczepu poszło nie tak i on zmarł… - rozkleił się. Usiadł na podłodze, objął kolana ramionami i szlochał. Ja też się rozpłakałam. Za szybą dostrzegłam Zayna z oczami opuchniętymi od płaczu. Tego jest za dużo. Szarpnęłam za rurkę z tlenem. Nie zdążyli mnie uratować.
- Kocham cię. Przepraszam. – Louis pocałował mnie w czoło.
- Ja ciebie też. Wybaczam.
Patrzyliśmy się w dół na niedawno jeszcze nasz świat. Teraz byliśmy wolni od trosk i całego zła. 

★19 Harry ^^

PO RAZ KOLEJNY I NIEZMIENNY XD HAROLD :D

- Jesteś gotowa?
- Tak.
- Na pewno?
- Z tobą zawsze.
_______
Trzymałam go za rękę. Siedzieliśmy na dachu dziesięciopiętrowego wieżowca. Pod nami stały karetki, policja i nasze rodziny. Nie obchodzili nas nic. Nie mogliśmy być razem, nie możemy być osobno. Oni tego nie rozumieją. Bo on jest gwiazdą! Co z tego? Nikt nie rozumiał miłości, tej chemii, która była pomiędzy nami. Moi rodzice tłumaczyli mi, że zdradzi, zrobi dziecko i porzuci. Jemu tłumaczono, że jestem nieodpowiedzialna i psychopatyczna. Może i tak. Ale zabraniali nam przekonać się tego na własnej skórze. Dlatego dzisiaj siedzę tutaj. Za rękę ściskam miłość mojego życia. Włosy rozwiewa mi wiatr. Tak postanowiliśmy zakończyć naszą historię. Razem. Nigdy osobno. Jeśli będą nas chcieli pochować w różnych grobach… Uwaga, skończy się to źle. Jestem pewna, że tam jest drugie życie. I że będę mogła spędzić je z Harrym, niezależnie od opinii ogółu.
- Zawsze będę cię kochał. Nieważne co się wydarzy po naszej śmierci.
- Po naszej. – wtuliłam się w jego ramię. – Kocham cię. – pocałowaliśmy się po raz ostatni.
- Trzy, cztee.. RY!
Odepchnęliśmy się nogami od ściany. Przez te 20 sekund czułam, że to był słuszny wybór. Innego nie mogłam podjąć.
***
- Kochanie!
Odwrócił się. Jego zielone oczy patrzyły na mnie z miłością. Podbiegłam szybko, stanęłam na palcach i pocałowałam go w czoło. Oddaliłam się trochę, na taką odległość, na jaką pozwalał uścisk dłoni i zobaczyłam, że jest ubrany w biały garnitur i czerwoną muszkę. Ja miałam białą, muślinową sukienkę i rozpuszczone włosy.
- Myślisz…?
- Tak. Tak nas ubrali do trumny.
- Chodź już. Czekają na nas!
Pociągnęłam go za rękę i popędziliśmy tym białym tunelem w stronę światła.

★18 Harry


- Jakbyś się czuł, gdyby to nie Jack umierał, a Louis? No jak? Czy też byś chciał słyszeć ‘Będzie dobrze’?
- Nie.
Patrzyłem na nią, gdy siedziała na obrotowym krześle i tępym wzrokiem wpatrywała się w okno.
- To nie mów mi tak. Zostaw mnie. Wiem, że teraz wolałbyś iść z kolegami do pubu. Zostaw mnie.
- Wiesz, że nie chciałbym. Nie chcę cię zostawiać. I nawet jeślibyś mnie teraz zwyzywała od tępych kretynów, zostanę. Bo wiem, że potrzebujesz mnie. I nic więcej nie chcę wiedzieć.
- Dziękuję, tępy kretynie.
***
Wpadłem na oddział. Widziałem Lexi, gdy rozmawiała z matką Jack’a. Odwróciła się od niej ze łzami w oczach. Gdy tylko mnie zobaczyła, podbiegła i rzuciła mi się na szyję.
- Co się stało? – szepnąłem jej do ucha,  obawiając się najgorszego.
- Jutro mają mu odłączać aparaturę. – ścisnęła mocniej moją szyję. Poczułem, jak gorące łzy obijają się o moje plecy.
- Nie martw się – wtuliłem twarz w jej włosy. – Jemu tam będzie lepiej…
***
Ściskała mnie za kolano. Widziałem, że się boi. Położyła głowę na moim ramieniu. Śmierć była tak blisko, bo tuż za drzwiami. Wyszła doktor. Pokręciła głową na znak, że jej przykro. Czyli jednak nie udało się. Lexi zachłysnęła się łzami. Matka Jack’a utonęła w ramionach jego ojca. Dookoła nas świat się zatrzymał, tylko te dwie płaczące kobiety dawały do zrozumienia, że sekundy nieubłaganie płyną do przodu tak jak ich łzy.
Wybiegła ze szpitala nie oglądając się za siebie.
- Alex, stój!
- Czemu?! Nic mnie tu nie trzyma!
- A ja?!
Zatrzymała się. Odwróciła się powoli. Podeszła do mnie.
- Co ty? Ty też odejdziesz… Zaraz mnie zostawisz, jak każdą swoją byłą… I co? Nie ma to sensu…
- Nie zostawię cię.
- Jaką mam pewność?
- Świętą. Zostaniesz moją żoną?
- Genialny moment sobie wybrałeś. – prychnęła.
- Zostaniesz?
- Tak. Ale narzeczonymi oficjalnie będziemy po pogrzebie Jack’a. Nie chcę…
- Wiem. – przytuliłem ją do serca i pocałowałem po włosach. Staliśmy w bezruchu, gdy zaczął padać deszcz. To niebo opłakiwało naszego przyjaciela. Zaraz jednak wyszła tęcza… Odczytałem to jako znak, że Jack się cieszy, że w końcu się odważyłem. Tyle razy mnie namawiał. Tylko tyle mogłem teraz dla niego zrobić.

★17 Niall

Dla Niny <3 A co! :D


Siedziałam na kolejnej dennej imprezie firmowej, na którą wyciągnęła mnie moja mama. Popijałam poncz i zastanawiałam się, czemu w ogóle tu jestem. A no tak. Miałam nadzieję, że wyrwę takiego fajnego chłopaka. Stał właśnie prawie na środku sali, a dookoła niego kręciła się grupka dziewczyn.  Jak zwykle. Straciłam kompletnie nadzieję, że go zainteresuję. A mimo to siedziałam tutaj i popijałam poncz z nadzieją, że to on pierwszy mnie zaczepi. Marzenie ściętej głowy! Szybciej przyjedzie tutaj książę Harry i poprosi mnie o rękę. Tak, to byłoby bardziej prawdopodobne. Odwróciłam głowę w kierunku drzwi. Najchętniej bym je otworzyła i ot tak po prostu wyszła. Ale nie mogłam. Nie mogłam sprawić mamie przykrości. Zawsze można skłamać… Brzuch mnie boli, w głowie się kręci… Ale wtedy pojechałaby ze mną. A miała ważną sprawę do załatwienia. Zauważyłam, że na prowizoryczną scenę wniesiono zestaw do karaoke. Ludzie śpiewali jakieś głupie piosenki, totalnie nie w moich klimatach. Ale wtedy naszedł mnie pewien pomysł. Bo jak to mawiała babcia… ‘Chłopca trzeba sprytem.’ I nie można do niego podejść od tak i poprosić o numer. Nie! Wstałam z miejsca, otrzepałam okruchy z satynowej sukienki i weszłam na scenę. Szepnęłam na ucho DJ-owi, co chcę zaśpiewać.
- I threw a wish in the well, don’t ask me, I’ll never tell…*
Mój głos niósł się echem po sali i odbijał się od ścian. Byłam zdziwiona. W życiu nawet nie stawałam przy mikrofonie, nigdy nie czułam się na siłach. A teraz… Podobało mi się. Zwłaszcza teraz, gdy stałam z mikrofonem w dłoni i śpiewałam do tego niebieskookiego blondyna, który patrzył na mnie oczarowany. Byłam z siebie dumna. Gdy skończyłam śpiewać, poprosiłam mężczyznę odpowiadającego za karaoke o kartkę i długopis. Nabazgrałam na niej moje imię i mój numer. Przechodząc obok Nialla, wepchnęłam mu tą karteczkę do kieszonki. Przeszłam 5 kroków i nawet zakołysałam biodrami, aż nagle… Wyryłam głową o kant stołu.
***
Otworzyłam oczy. Leżałam w jakimś nieznanym pokoju pod oknem. Obok mojego łóżka siedział blondyn. Uśmiechnął się, gdy zobaczył, że otworzyłam oczy.
- Cześć, gwiazdo estrady.
- Nie śmiej się ze mnie – wychrypiałam i zakryłam ręką twarz. Nie chciałam, by oglądał mnie w takim stanie.
- Nie śmieję się. Siedzę tu z twoimi rodzicami dobre 5 dni.
- Czemu?
- Bo… Ja też się pospieszyłem z zakochaniem. Wiesz jak trudno jest zagadać do dziewczyny, która siedzi całą imprezę, gapi się w drzwi (pewnie kombinując jak uciec) i nigdzie się nie rusza? Zabujałem się w tobieee… - przeciągnął ostatnią literę i zaczął coś nucić. – I pozwól mi siebie pocałować.
Złapał moją głowę pod szyją i podciągnął ją trochę do góry. Jedną dłoń wplótł mi we włosy, a drugą podtrzymywał szyję. I tak oto, na łóżku szpitalnym, odbył się mój pierwszy pocałunek z Niallem Horanem.

*tekst pochodzi z piosenki Carly Rae Jepsen "Call Me Maybe"

★16 Louis

Louis. Znowu depresyjny :P


Sterczałam jak głupia przy recepcji. Uśmiechałam się do lekarzy i praktykantów. Do innych pacjentów też. Chociaż nie było dobrze. Chemia nie dawała rezultatów. Byłam tutaj najdłużej. Gdy jakaś dziewczyna przychodziła na salę, zaraz ją opuszczała. W czarnym worku. Oprócz mnie na oddziale było tylko masa dzieciaków. Przedszkolaki. Pierwsze klasy podstawówki. Lubiłam ich, ale czasami miałam ochotę pogadać z kimś w moim wieku.  Na litość! Miałam 15 lat, a dookoła mnie tyle śmierci, że mnie samej tutaj nie powinno być. Ale stałam. Nagle drzwi otworzyły się. Wszedł w nie taki uroczy brunet. Na rękach trzymał chyba swojego kolegę. Zrobiło się dookoła nich zamieszanie. W końcu został sam jeden, a chłopaka przewieziono na operacyjną. Zaraz pojawiła się matka operowanego, ojciec i reszta kumpli. Trójka trzymała się razem, tylko ten uroczy brunet stanął z boku. Zaintrygował mnie. Ale nawet nie wiedziałam, jak do niego zagadać. Przez trzysta dni w roku byłam w tym budynku, a kiedy wychodziłam, to wszyscy się ze mnie śmiali, że łysa, gruba itp. No ludzie!
Pogrążona w własnych rozmyślaniach nie zauważyłam, jak ten uroczy brunet do mnie podszedł. Spojrzałam się na jego twarz. Oczy miał opuchnięte. Widać, że przeżywał.
- Czekasz na kogoś?
- Nie.
- Żadnych znajomych?
- Nie. Nie szukam przyjaciół. I tak w moją ostatnią podróż będę musiała wybrać się sama.
- Nie przesadzaj. Nie jest tak źle.
- Skąd wiesz?
- Widzę to w twoich oczach.
- Wróżka?
- Nie. Louis. Czemu nie chcesz z nikim się przyjaźnić?
- Po co? Nie mają do mnie interesów, nie chcą się przyjaźnić. Po co komu taki przyjaciel, który tylko jest w szpitalu?
- Na tym polega przyjaźń. Na zaufaniu, i nigdy cię nie opuszczę… W zdrowiu czy w chorobie…
- Przysięga małżeńska. Jamie.
- Ładnie. Długo tu jesteś?
- 5 lat. I żadnych perspektyw na wyjście.
Gadaliśmy tak o niczym urywanymi zdaniami. Nagle się ogarnęłam, że wiem bardzo dużo o nim. Jego przyjaciel zleciał ze sceny na koncercie. Bo Lou go popchnął. Ach, ci chłopcy… Wyszedł lekarz i oprócz tego, że nastawili blondynowi nogę i musi zostać na obserwacji, bo podejrzewają wstrząs mózgu… To nawet jest dobrze. Louis uśmiechał się. Jego uśmiech. Bell, trafił mnie kupidyn. Pieprzony kupidyn.
----
A teraz, gdy w każdej chwili mogę zamknąć oczy i ich nie otworzyć, przypomniało mi się nasze pierwsze spotkanie. Lou codziennie mnie odwiedzał, nawet wtedy, gdy Niall już wyszedł. Czułam, że ta miłość może przetrwać nawet po mojej śmierci. Ale musiałam żyć. Dla niego. Załamałby się. Nie chciałabym widzieć go rozklejonego. Nie! To nie byłby ten sam Louis…
***
- Kocham cię.
- Ja ciebie też, Jamie.
- Odchodzę. Przepraszam.
W oczach zakręciły mi się łzy, a ona zamknęła oczy. Widziałem jej ostatnie tchnienie. Siedziałem tam długo i nie mogłem dojść do siebie. W końcu przyszło 2 mężczyzn i zakryło jej delikatne ciało czarnym workiem. 

★15 Zayn

Smutny. Smutas. DEPRESJA ._______________.

- Szedłem ulicą i myślałem o niebieskich migdałach. Był piękny, lipcowy dzień. Gorąco jak w piekle. Gwizdałem jakąś dziwną melodię i wcale nie miałem ochoty wracać do domu. Marnować taki dzień to jak wygrać milion w totka i zrzec się wygranej. Dlatego skręciłem do parku. Szedłem alejkami i zobaczyłem płacić zabaw. Jak zwykle, masa dzieciaków biegała w tą i z powrotem. Nagle zobaczyłem ją. Siedziała na huśtawce i nogą kopała żwirek. Nie wyglądała na szczęśliwa. Jednym ruchem otworzyłem furtkę i poczułem jak kamyczki wpadają do moich japonek. Skierowałem się w stronę huśtawek. Usiadłem na jedynej wolnej, dobrze, że była obok tej dziewczyny. Przełknąłem ślinę. Z bliska była jeszcze śliczniejsza niż z oddali.
- Cześć. Czemu smucisz się w taki piękny dzień?
- Nie twój interes.
Ojć. Trafiłem na twardą sztukę. Ale czy Zayn Malik kiedykolwiek się poddał?
- Nie mój, ale może być mój. Taka ślicznej dziewczyna siedzi na huśtawce z miną smutnego kotka. Jestem obrońcą kobiet i zainteresowałem się ta sprawa.
- Uroczy jesteś.
- Czasami potrafię. - przeczesałem palcami włosy, tak niby od niechcenia. - Co ci się stało?
- Jakbyś zareagował na wieść, że za dwa miesiące umrzesz, jesteś sam i nie masz do kogo się przytulić?
Zamurowało mnie.
- Ja cię mogę przytulić! A nawet zostanę twoim przyjacielem. Już nigdy nie będziesz sama. - spojrzałem się na nią oczami kota z Shreka.
- Zgadzam się... jak właściwie masz na imię? - uśmiechnęła się odsłaniając swoje zęby. Mimo że nie były równe, dla mnie jej uśmiech odbijał słońce.
Tak zapoznałem się z Ruth. Byłem z nią w każdej chwili, płakała na moim ramieniu, śmiała się z moich żartów. Nadszedł ten dzień kiedy pozwoliła mi na więcej. Dużo więcej. Od połowy lipca tytułowaliśmy się parą. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Nie stąpałem po niej, byłem 3 metry nad niebem. Ona napędzała mnie do życia. Była moim życiem. Siedziałem przy jej łóżku. Był ostatni dzień sierpnia. Głaskałem ją po dłoni i powtarzałem że wszystko będzie dobrze. Lekarze już mnie uświadomili, że tym razem nie wymiga się z objęć śmierci. I tak było. Wraz z odejściem sierpnia odeszła i Ruth. Odeszło całe moje życie. Czułem, że to była ta jedyna. Nie wiem czy to była najlepsza przemowa jaką usłyszeliście ale tylko na to mnie stać. Nie mam już mojego światełka. Nie ma już mojej Ruth. Znaliśmy się krótko, za krótko. Bóg dał i zabrał. Przepraszam.
Ze łzami w oczach zszedłem z platformy i skierowałem się do trumny Ruth. Włożyłem w jej dłonie bukiet jej ukochanych lilii.
Cuz you are my for the summer now we know is really over
feels like snow in September
but I will always you remember you are my summer love*

*tekst pochodzi z piosenki "Summer Love" zespołu One Direction