Tak! Harry i Dawn xd
Czekałam
na ten koncert parę ładnych lat. No może nie szczególnie na ten, ale ogólnie na
koncert mojego ulubionego zespołu. Założyłam białą koszulkę z nadrukiem i
jeansy. Zadzwoniłam po mojego najlepszego kumpla, który miał prowadzić. Oboje
mieliśmy taką podnietę, jakbyśmy jechali do królowej. Wsiadłam do małego auta
mojego przyjaciela. Zaczęliśmy śpiewać piosenki z najnowszej płyty. Zawsze
rozumieliśmy się bez słów, nie pamiętam żadnej kłótni jaka byłaby między nami. Byliśmy także zapalonymi fanami jednego
zespołu. No i właśnie jechaliśmy na ich koncert. Jakby nie patrząc, parę
dobrych lat próbujemy zdobyć bilety. Ale nareszcie! Dzisiejszy wieczór jest
nasz!
Mieliśmy miejscówki na trybunach. Chciałam na płycie, ale ze względu na to, że
te najszybciej poszły, to nie mogliśmy ich załatwić. A szkoda! Zajęliśmy nasze
miejsca i w spokoju czekaliśmy na początek koncertu. Chłopak siedzący obok mnie
wyjął butelkę z sokiem porzeczkowym i odkręcił butelkę. Nagle ręka dziwnie mu
się wykrzywiła, a zawartość butelki poleciała na mnie. Miałam całą białą
koszulkę w czerwonym napoju! Na MOIM wieczorze! Nie, zabiję gościa…
- Jejciu, przepraszam cię bardzo, nie wiem, co się stało… - wyminęłam faceta i
sycząc do kumpla, że idę się ogarnąć wyszłam z trybun. Weszłam w długi
korytarz, na którego końcu była toaleta. Weszłam do niej. Złapałam ręcznik
papierowy, który zmoczyłam wodą i próbowałam choć trochę zetrzeć plamę. Nagle
usłyszałam, ze ktoś uchyla drzwi. Zobaczyłam w nich jakąś dziewczynę.
- Hej, jestem Cindy. Mój kumpel cię oblał i chciał, żebyś założyła to. – podała
mi marynarkę. – Może to trochę zamaskuje plamę?
- Dziękuję… - z karpiem na twarzy złapałam za ciuch i założyłam go. Nie dość,
że pasował idealnie, to jeszcze ukrywał plamę.
Wyszłam z nowym ciuchem. Rozejrzałam się w poszukiwaniu mojego
winowajcy. Stał pod ścianą i patrzył w kierunku drzwi do damskiej łazienki. Gdy
zobaczył Cindy i mnie wychodzące z pomieszczenia, od razu do nas podbiegł.
- Cześć, jestem Harry. Przepraszam, że cię oblałem, jestem nieostrożny…
- Nie szkodzi. Jestem Dawn. Dzięki za marynarkę. Oddam ci ją po wszystkim, ok?
- Okej. – obdarzył mnie ślicznym uśmiechem.
Przez następne 3 godziny nic specjalnego się nie wydarzyło. No może oprócz
tego, że ten chłopak cały czas we mnie
wlepiał swoje paczydełka. I tego, że mój kumpel cały czas patrzył się na mnie
tak, jakbym zabiła mu matkę. Cóż, zdarza się.
Chłopaki zeszli ze sceny, my zaczęliśmy się zbierać. Zdjęłam tą marynarkę i
oddałam ją Harry’emu. On poprosił mnie o numer, jako że chciał mi wynagrodzić
tą plamę i ten wieczór. Szybko podyktowałam mu odpowiednie cyferki. Miałam
nadzieję, że zadzwoni. Intrygował mnie.
Przez następne 3 dni nastała cisza. Uspokoiliśmy się po naszym wyczekanym
koncercie i czekałam na telefon od sieroty Bożej. Jechałam tego dnia autobusem.
Stałam z słuchawkami w uszach i tak naprawdę nie ogarniałam, co dzieje się
dookoła mnie. Słyszałam miarowe uderzenia w bębny, gdy nagle doszedł mnie
znajomy głos…
- Patrzcie, tam stoi pierwsza dziewczyna, która oparła się mojemu urokowi.
Podniosłam głowę i zobaczyłam Harry’ego przeciskającego się przez tłum. W tyle
zostawił dwóch kumpli.
- Hej, czemu nie odbierasz ode mnie telefonów?
- Jakbyś zadzwonił, to bym odebrała…
- Dzwoni. 10 razy dziennie. Nie może przestać o tobie nawijać. Louis jestem.
- Dawn. Miło mi.
- To co się stało…?
- Pokaż mi telefon.
Sprawdziłam swój numer w jego skrzynce. Zamiast 96 napisał 69! Ach, ci faceci…
Poprawiłam błąd i oddałam telefon właścicielowi.
- No to jak… Ja, ty, kawiarnia?
- A twoi kumple?
- Oddalą się w spokoju. (Lou)
I tak oto trafiłam do kawiarni z Harry’m. Już po półgodzinie gadaliśmy jak
starzy, dobrzy przyjaciele. Nagle dostrzegłam, że robią chłopakowi zdjęcia.
Kurczę, ani chwili spokoju?! W tamtym momencie chłopak przyciągnął mnie do
siebie i pocałowaliśmy się przez stolik. Czułam, jak kawa dymi mi w szyję, ale
to było przyjemne.
- Zauroczyłaś mnie, Dawn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz