Po raz kolejny siedziałam w tej kawiarni. Podniosłam nieśmiało wzrok i zobaczyłam jego. Znowu zajmował to samo miejsce, zresztą ja również. Pomieszałam łyżeczką w herbacie. Nie miałam żadnej szansy u niego, no chyba że zauważyłby mnie. Prawdopodobieństwo jest równe… Jeden do miliona. Ale dopóki tu przychodzi… Nie zaszkodzi popatrzeć. Może kiedyś… Może.
- Hej! Haaalo? – przyjaciółka pomachała mi przed oczami ręką. – Ziemia do Bibi!
- Oh. Cześć. Co tam? – natychmiast się wyprostowałam i spojrzałam na Candice.
- Ach ty nierozumny stworze. To ten? – odwróciła się i wskazała palcem na „mojego” nieznajomego.
- Taak.
Zaczęłyśmy rozmawiać o codziennych sprawach, o sytuacji na uczelni i o wszystkim. Temat „mojego” nieznajomego omijałyśmy szerokim łukiem. Spostrzegłam, że moja przyjaciółka zaczęła się wiercić. Poderwała się z miejsca i pociągnęła mnie za sobą. Rachunek zapłaciłyśmy trochę wcześniej. Wtedy dostrzegłam, czemu tak mnie ciągnie! On też wychodził! Głupia jędza… Szłyśmy za tym chłopakiem, a ja się modliłam, by nie posądził nas o jakąś chorobę psychiczną. W końcu skręciliśmy do parku. Tam koleś spotkał swojego znajomego i zaczęli rozmawiać. Candice nie mogła przegapić takiej okazji.
- To ta bluzka? Czy może o inną ci chodziło? Chociaż to paski i to paski… Uroczy nawet. Już wiem czemu tak całe dnie o nim pieprzysz! Przystojniaczek…
Moja mina była pomieszaniem ‘Zamknij się’ z ‘O Boże, z kim się zadaję’. Nagle on się odwrócił. Myślałam, że się zapadnę pod ziemię, bo Candice zwiała. No po prostu rzuciła ‘Hej’ i zwiała. W pierwszym odruchu miałam się rzucić za nią, ale „mój” nieznajomy spojrzał się w moją stronę i… roześmiał się.
- Musisz mieć na moim punkcie niezłego fioła, co? Koleżanka ma cię chyba dość. – wskazał głową na oddalającą się sylwetkę Candice.
- Nie mam. – zaczęłam hardo.
- To jak wytłumaczysz…?
- Oj no parę razy cię widziałam…
- I opowiadałaś o mnie przyjaciółce? Czymżem pannę ujął? – dygnął.
- Paskami.
- Paskami?
- Paskami.
- Czemu paskami?
- Lubię paski.
- Powiedz mi, że marchewki też, to cię poproszę o rękę!
- Lubię marchewki, czemu nie?
Jego mina wyrażała istną euforię. Złapał mnie pod rękę i poprowadził na ławkę.
***
- Hej Harry.
- Hej Bibi. Louis siedzi u siebie i wywalił połowę ciuchów z szafy, bo się bał, że się nie zmieścisz…
- I tak pewnie będę na pół w walizce… Połowa jego ciuchów to strasznie mało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz