środa, 27 marca 2013

★12 Louis

Miła odmiana, c'nie? :D

Wstałam i przetarłam oczy. Włosy odstawały mi w tylu kierunkach, że Róża Wiatrów to pikuś. Rodzice wyjechali dziś w nocy na wakacje. Takie, które miały im pomóc ‘pokochać się na nowo’. Jak to debilnie brzmi. Albo kochasz zawsze, albo nie kochasz nigdy. Rozkroiłam bułkę, posmarowałam ją dżemem i zjadłam popijając sokiem pomarańczowym. Usłyszałam przekręcanie klucza w zamku. Gdy drzwi się uchyliły, za nich wyjrzała ta brązowa główka, którą miałam ochotę złapać i nie puszczać.
- Hej, Lou. Coś się stało?
- Heej! No bez entuzjazmu! Kobieto, chcę być przy tobie, a ty się pytasz czy coś się stało! Kocham cię jak wariat, może to…?
- Idiota. Chcesz się napić?
- Nie. No chyba że…
- Nie, nie mam ochoty nachlać się. Wybacz. – spojrzałam się na niego wielkimi oczami.
- Tobie zawsze. – podszedł i pocałował mnie w czoło. – Dobra, ale pomijając to, że masz na sobie tylko tą wielką koszulkę i szorty, to wychodzimy!
- Czy ja powiedziałam, że gdzieś wychodzę? – odwróciłam się do niego plecami, a on położył mi ręce na biodrach i dalej mruczał do ucha.
- A co masz lepszego do roboty?
- Nic, kocie…
- No właśnie! – rozradował się i odskoczył. – Ubieraj się i wychodzimy!
Ubrałam się i wyszłam z Lou. Było piekielnie gorąco – no w końcu mamy lipiec! Zabrał mnie na lody. Siedzieliśmy w kawiarence i jedliśmy.
- A jakby oświadczył ci się facet, to co byś zrobiła?
- Wiesz, że nie wiem? Jakbym go kochała, to bym przyjęła, jakby to był taki z ulicy… No wiesz, wszystko ma swoje granice.
- A jeśli byłbym to ja?
- Chcesz się ze mną ożenić?
- Możliwe. – oparł się wygodnie na krześle.
Poszliśmy do jego domu. Nurtowało mnie to, czemu Louis zapytał się mnie o oświadczyny. Śpiewaliśmy z Niallem i Liamem karaoke, gdy nagle telewizor zgasł. Gdy się włączył, na ekranie wyskoczyło najważniejsze pytanie, jakie mogłam kiedykolwiek usłyszeć. Odwróciłam się, a za mną klęczał Lou z bukietem i pierścionkiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz