środa, 27 marca 2013

★24 Niall

Urokliwe. Szczerze :D

Okej. Napnij cięciwę. No c’mon, robiłaś to tysięcy razy! Co się z tobą dzieje? Dajesz, dajesz!
★★★
Stałam w tym ciemnym zaułku i kierowałam strzałę w kierunku tego samotnego faceta. Poczuje mały zawrót głowy, a potem będzie już szczęśliwy. Ludzie mijali mnie. No tak – oni nie widzieli ani łuku, ani strzał, ani skrzydeł. Jestem sama jedna i muszę sobie z tym poradzić. Wciągnęłam powietrze. Nagle puknął ktoś mnie w łopatki. Odwróciłam się jak oparzona.
- Cześć. – zobaczyłam blondyna z otwartą paczką pianek. – Jestem Niall – wyciągnął ufajdaną łapę – Czemu celujesz w tego gościa? Coś ci zrobił? Twój były?
Zatkało mnie. Zatkała mnie jego bezpośredniość i to, że widział mój ekwipunek… What the fuck is going on?
- Cześć. – opuściłam łuk – Widzisz mnie?
- Tak. Masz śliczne skrzydła.
- I to cię nie dziwi?
- Dziwi mnie tylko to, że celujesz w tamtego gościa. – skinął głową w miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał mój cel.
- Hę?
- Co?
I tak zaczęła się nasza dziwna znajomość. Inni widzieli tylko to, co chciałam im pokazać. A Niall widział wszystko. Moja dusza od teraz stała się kołem, nie było kącika, do którego nie dotarłyby jego niebieskie oczy. Ale jedna rzecz nadal mnie zastanawiała. Czemu ten chłopak mnie widzi…? Myśl ta nie dawała mi spokoju przez dobrych parę dni. Dlatego w końcu zdobyłam się w sobie i poszłam do mojej najlepszej przyjaciółki z tym problemem. Ona jedyna po moim wypadku była w stanie mnie zobaczyć. Może to temu, że jest czarownicą z jednego z najpotężniejszych rodów? Kolejna zagadka, ale mniejsza z nią.
- Ohoh. Wiesz co, myślę, że znalazłaś swoją drugą połówkę.
- To znaczy?
- Wtedy, gdy zginęłaś w tym wypadku i stałaś się… Hmm… Kupidynem – uśmiechnęła się. Wiedziała, jak nie lubiłam tego określenia, ale teraz było mi to obojętne. – to został ci ktoś zapisany. Miał cię znaleźć, a ty cały czas jego szukałaś. Ten ktoś będzie mógł zobaczyć twoje skrzydła (Też chcę – jęknęła) i będzie cię rozumiał jak nikt inny. Taka magiczna miłość. Tylko bez ran postrzałowych.
- I coś w związku z tym? Bo ludzie cały życie szukają swojej wielkiej miłości, a to nie jest nic cudownego…
- Poczekaj, niecierpliwa kobieto! I w momencie, w którym on po raz pierwszy cię pocałuje, to skrzydła ci znikną, a kolejna duszyczka zamiast trafić do nieba, będzie strzelać do niewinnych. I normalnie będziesz żyła, jakby nic się nie stało.
- Babcia?
- Tak. Opowiadała mi kiedyś o aniołach miłości. To jest takie… Urocze. – demonstracyjnie pociągnęła nosem, a ja dałam jej kuksańca.
Czyli jest nadzieja, żebym stała się na powrót człowiekiem? Żebym mogła znowu być widzialna, żebym mogła założyć rodzinę, mieć domek z ogródkiem i psa? Musiałam go pocałować. A wydarzy się to dzisiaj.
- Cześć  Graa… - nie pozwoliłam mu dokończyć, tylko wpiłam się w jego usta. Oderwałam się i pierwsze co zrobiłam, to złapałam się za plecy. Nadal tam były. W dłoni zostało mi tylko pióro. Niall miał minę jakbym co najmniej zjadła mu całą pizzę. Co zrobiłam? Grace, zabiję cię. Odwróciłam się, podbiegłam parę kroków i odbiłam się od ziemi. Głupia ja, co sobie wyobrażałam? Wpadłam do mojego mieszkania i padłam na łóżko. Zaczęłam szlochać. Byłam pewna, że już do końca świata będę musiała wymuszać na ludziach miłość. Było mi ciężko. W końcu usnęłam.
Obudziły mnie kroki. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam Nialla. Chyba nie zakluczyłam… Kurczę. Jednak byłam szczęśliwa, że nie wziął mnie za totalną wariatkę i tutaj jest.
- Grace… Wcześniej byłem pewny, że jesteśmy tylko przyjaciółmi i wiesz… Byłem strasznie zdziwiony, kiedy mnie pocałowałaś. Przepraszam. Ja też cię kocham.
- Szczerze? Też wcześniej tego nie czułam.
- To czemu…?
I opowiedziałam mu historię z moją przyjaciółką. On usiadł obok mnie. Gdy skończyłam mówić, on przysunął się blisko mnie, spojrzał mi głęboko w oczy i pocałował. Nadal miałam skrzydła. Czyli on kłamie!
***
Stałam pod prysznicem. Zmywałam z siebie płyn do kąpieli, gdy nagle zobaczyłam krew w brodziku. A w niej masę piór. Dotknęłam pleców. Były nagie. Zapiszczałam z radości. Wszedł Niall.
- Coś się stało?! – był przerażony.
- Tak, chodź kotku. – zarzuciłam mu ręce na szyję i przyciągnęłam go do siebie. Już nic ani nikt nas nie rozłączy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz