Zamknąłem oczy i włączyłem odtwarzacz. Przerzuciłem przez pierwsze 10 piosenek i trafiłem na Blackout. Mój ulubiony zespół. 3 chłopaków i jedna dziewczyna… Ach. Sama słodycz. Nagle do mojego pokoju wpadł Lou i przerwał moją chwilę samotności. Tuż za nim wlecieli Niall, Liam i Zayn. Obsiedli mnie dookoła i zaczęli coś ględzić. O Boże. Co mnie to obchodzi…? Jestem nieszczęśliwie zakochany, tak samo jak miliony dziewczyn we mnie. W życiu jej nie spotkam…
Zadzwoniła do mnie Bekah. Poprosiła mnie o świadkowanie na ślubie. No cóż, zgodziłem się. Przyjaźnie się z nią już bardzo długo, nawet nie potrafimy powiedzieć, gdzie się spotkaliśmy.
Wychodziła za mąż za Stefana, jej długoletniego narzeczonego. A niech się hajtają! Poinformowała mnie, że oprócz mnie i świadkowej będzie jeszcze jedna para drużb. O kurczę, z rozmachem! Miała mnie przedstawić ‘mojej drugiej połowie’ jutro. Uh… Może ona pozwoli mi zapomnieć o Josephine. Strasznie mnie to wkurzało – mogłem mieć każdą, a ja chciałem tej, która była dla mnie niedostępna. Ach, te posrane uczucia.
Stałem w środku śnieżnej zawieruchy na jednej z ulic Londynu. Nagle zobaczyłem zmierzające ku mnie 2 postacie. W jednej z nich rozpoznałem Rebekah, a druga to na pewno była kobieta. Skądś nawet ją znałem… Nie wiedziałem skąd. Podeszły do mnie bliżej.
- Hej, Harry! To jest Jazz. Jazz – Harry.
- Hej. Harry – wyciągnąłem dłoń na przywitanie. Dziewczyna niepewnie, ale podała mi rękę i cichutko miałknęła ‘Cześć’. Zapowiadało się ostro.
Poszliśmy do mieszkania Bekah. Siedzieli tam już Stef, jego brat (który okazał się drugim drużbą) oraz przyjaciółka przyszłej panny młodej. Przywitaliśmy się i zaczęła się kolejna gadka – szmatka. Tym razem o ślubie, o ciuchach, muzyce, oprawie ogólnie. Jazz zdjęła kurtkę i została w samym swetrze. Namawiali ją do zdjęcia tego swetra, ale dziewczyna odmawiała, chociaż w mieszkaniu było piekielnie gorąco. Nadal wydawało mi się, że skądś ją znam…
Minęły 3 miesiące. Nadszedł dzień ślubu. Stefan o mało co nie zszedł przed kościołem, Rebekah wyglądała cudnie, a Jazz… Założyła bolerko z długim rękawem i krótszą sukienkę. Jak na maj było bardzo ciepło.
Po uroczystościach w kościele nadszedł czas na wesele. Zorganizowane z rozmachem, w małym pałacyku z malowniczym ogrodem. Cudo. Pierwszy taniec. Widziałem Stefana. Jako drużby trzymaliśmy za nich kciuki. Kręcili się w rytmie ‘Starlight’. Tuż obok mnie stała Jazz. Trzęsła się. Objąłem ją, zaproponowałem marynarkę. Podziękowała. Nie chciała.
Zaczęły się tańce. Pierwsi po młodej parze mieli tańczyć świadkowie.
- A więc! Proszę na parkiet pana Harry’ego Stylesa z Josephine Bellamy…
Świat zakręcił mi się przed oczami. Czyli Jazz to była Josephine! Ta, do której wzdychałem od paru miesięcy! Nie mogłem jej rozpoznać w tej niepozornej dziewczynce. To było niemożliwe. Chyba zauważyła moje zmieszanie. Blackout nie dawało koncertów od 2 miesięcy. Powodem była śmierć narzeczonego Josephine i jej depresja. Chłopak zmarł na raka, na jej rękach…
Tańczyłem z nią i zobaczyłem, że delikatnie się uśmiecha. Też się do niej uśmiechałem. Prawie nie schodziliśmy z parkietu. Przy którejś wolniejszej piosence Jazz położyła głowę na mojej klatce piersiowej i tańczyliśmy tak wtuleni w siebie, jakby świat obok nie istniał. Było mi dobrze. Trzymałem w rękach kobietę mych snów!
Jozzy wyciągnęła mnie na dwór. Powiedziała, że jej słabo. Siedziałem z nią w tym ślicznym ogrodzie i trzymałem za rękę. Opowiedziała mi o całym swoim życiu. Rozmawialiśmy nie jako znajomi na jeden wieczór, ale bardzo dobrzy przyjaciele, ten wymarły gatunek, który jest na zawsze. Bardzo zbladła.
- Co się stało?
- Niedobrze mi.
- Może przynieść ci wody?
- Nie, dzięki. To nie od tego.
- To co się stało?
- Eh. Widziałam twoją minę, jak facet powiedział jak się nazywam. Ty mnie znasz. Wiesz, że śpiewa… łam w Blackout. I może kiedyś do tego wrócę. Wiesz pewnie także, że po śmierci Sherry’ego wpadłam w narkotyki po uszy. Obiecałam Bekah, że na wesele przyjdę ‘czysta’. Przez 3 dni nie ćpałam, oto tego konsekwencje. Wszyscy chcą mi pomóc. Chłopaki, Bekah… Nie, nie tego potrzebuję.– to była jej najdłuższa wypowiedź.
- No chodź tu – przytuliłem ją – Mogę ci jakoś pomóc?
- Nie wiem. To jest ciężkie. – odsłoniła ręce. Całe miała w sińcach po wkłuciach. Odrzuciło mnie to trochę, ale wiedziałem, że nie mogę jej zostawić. Nie teraz. Przytuliłem ją.
Nad nami wisiał księżyc. Tam wysoko Ktoś zaplanował, że to ja mam pomóc Josephine. A tak mi się w tamtym momencie wydawało.
Wesele się skończyło. Jozzy dała mi swój numer. Już następnego dnia chciałem się z nią umówić. Niestety, nie mogłem się do niej dodzwonić. Zadzwoniłem do Rebekah. Ona powiedziała, żebym pojechał do jej mieszkania. Podała mi adres.
Wjechałem w uliczkę pełną małych, zabytkowych domków. Wszedłem pod wskazany numer. Nikt nie otwierał. Znowu wybrałem numer do Bekah. Powiedziała, żebym pod doniczką szukał klucza. Jasnee. Tylko pod którą doniczką?! Nareszcie znalazłem. Otworzyłem drzwi.
- Haaalo? Jest tu kto?
Rozejrzałem się po przedpokoju. Nikogo nie było. Po prawej był salon. Zajrzałem do środka. A tam, w kącie siedziała skulona w pozycję embrionalną Jozzy. Tuż obok niej leżała strzykawka. Podbiegłem do dziewczyny. Spała. Delikatnie wziąłem ją na ręce, a wtedy zobaczyłem, że ze zgięcia łokcia leci jej strużka krwi. Położyłem ją na kanapie. Rozebrałem się i trochę się rozgościłem. Zaparzyłem herbaty i patrzyłem jak śpi. A sen miała delikatny jak wiosenny poranek.
Jej oczy otworzyły się. W pierwszej sekundzie przelękła się mnie, ale zaraz rzuciła mi się szyję.
- O Harry, jak się cieszę. Znowu zostałam sama. Oni wyjechali. Zostawili mnie. A ja nie mam z kim…
Nie mogła dalej nic mówić, płacz ścisnął ją za gardło. Przytuliłem ją mocno.
- Josephine. Obiecaj mi. Razem wyjdziemy z tego nałogu.
Kurczowo złapała się moich łopatek. Wbijała paznokcie w moją skórę.
- Dla ciebie, Harry, wszystko.
***
Josephine po pół roku wyszła z nałogu. Teraz Blackout nagrywa płytę. A Harry… No cóż, właśnie stoi pod drzwiami Jozzy, a z tyłu spodni ‘ciąży’ mu pierścionek zaręczynowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz