środa, 27 marca 2013

★23 Zayn

Hey, hou, Chiyoou :D


Mój idealny świat ostatnio troszkę się zmienił.
Ale zacznijmy od początku. Tworzyliśmy z Zaynem bardzo fajną parę. Wszędzie razem, zawsze porozumienie bez słów… Takie pierdoły z tych amerykańskich oper. Brakowało psa i dzieci. No i ślubu, ale akurat na tym nam nie zależało.
- Chiyoou! Jesteśmy!
Mieszkałam z chłopakami jakieś pół roku... No może trochę dłużej. Ostatnimi czasy Li, Lou, Hazz i Niall pojawiali się w domu znacznie wcześniej niż Zayn. Tłumaczył się, że coś załatwia na mieście, że jakieś sprawy, że chodzi na jakieś zajęcia z emisji głosu. Cuda na kiju, ludzie. Cuda na kiju.
- Co taam? – w drzwiach od mojego pokoju pojawił się Niall. – Gdzie Zayn? Już wyszedł…
- Emisja…
- Wierzysz mu? Kurka, ja bym się dawno wyprowadził!
- Wiesz, czemu nie? A jeśli to prawda, to go urażę! Człowieku, to nawet możliwe. – oszukiwałam samą siebie.
- Okej, jak wolisz.
Tego samego dnia wieczorem, gdy Zayn się kąpał, jego telefon zawibrował. Spojrzałam się na ekran. Sms. Od… O Boże… Cukiereczek? Bitch please… Otworzyłam wiadomość. Brzmiała tak: ‘Kocham cię i czekam na powtórkę naszego seksu. Byłeś baaardzo niegrzecznym chłopcem ;)’. No rozpierdoliło mi mózg. Rozpierdoliło.
Zayn wyszedł z łazienki. Pierwsze co zrobiłam, to rzuciłam w niego tym pieprzonym telefonem. Skulił się. A wtedy przejechałam mu kółkami od walizki po stopach. Byłam z siebie piekielnie dumna. Piekielnie.
-----
Minęło od tego czasu parę miesięcy. 3. 3 i 14 dni. Chiyoou! Masz paranoję!  Z telefonu zaczęła płynąć cicha melodyjka. Spojrzałam na wyświetlacz. To był Harry.
- Hej, co chcesz?
- Hej. Co porabiasz?
- Siedzę, nudzę się… Coś szczególnego do mnie?
- Nic… Siedzimy w szpitalu z Jozzy…
- Co jej się stało?!
- No jej nic, ona tu pracuje, tak? Zayn jest. – zawał gotowy.
- Co jemu?!
- Ma raka… Chi… Mogłabyś wpaść?
Naprowadził mnie do szpitala. Gdy wysiadałam z samochodu, naszła mnie pewna myśl. Czy on zrobiłby to samo dla mnie? Czy jego ‘Cukiereczek’ tam jest? Weszłam do środka. Bez większego problemu trafiłam na oddział.
- Hej! Gdzie on jest?
- Tutaj. Usnął.
Spojrzałam się przez okno. Leżał tam. Łysy. Nie było nigdzie jego dziewczyny. Nagle otworzył oczy. Zobaczył mnie. Machnął ręką, żebym weszła. Co zrobiła Chiyoou? Nie muszę tłumaczyć.
- Hej, Chiyoou.
- Hej, Zayn. Gdzie twój cukiereczek?
- Oj…
- Wolała zdrowego bojsa? Przykro mi. – wpatrywałam się w ścianę.
- Chiyoou. Wybacz mi. Ja umieram. Proszę, jedyne, co chciałbym usłyszeć przed śmiercią!
***
Lou codziennie ciągał mnie do szpitala. W końcu nie wytrzymałam. Wybaczyłam Zaynowi. Znowu byliśmy parą. Jego wyniki po moim przebaczeniu zaraz się poprawiły. Wyszedł ze szpitala.
- Chiyoou… Skończ to pisać… Proooszę…
- Co chcesz?
- Zdjęcie!
Zaraz wokół mnie uzbierało się 5 chłopaków. Weszła Jozzy i cyknęła nam zdjęcie. Oprawiłam je sobie w ramki i dziś tuląc naszego synka uśmiecham się do niego. Czasami warto zapomnieć.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz