Wszedł do mieszkania. Szybko usiadłem i udawałem że oglądam
telewizję. Nie mogłem dać po sobie poznać że czymkolwiek się przejmuję.
- Cześć Harry. - wychrypiał.
- Gdzie byłeś?
- Kochany, mówiłem ci...
- Tak. Czemu tak długo?
Zaczęliśmy się kłócić. Wypominałem mu wszystkie godziny spędzone z Perrie, każde ich wspólne zdjęcie. On wrzeszczał na mnie że jak byłem z Taylor to się nie wtrącał. Ja wykrzyczałem, że zerwałem już z nią. A on nadal tkwi w tym pustym związku. Nie zauważyłem nawet gdy podniosłem na niego rękę. Lałem bez opamiętania. Po twarzy, brzuchu, plecach. Słyszałem jak piszczy z bólu, ale tylko zacisnąłem pięści. Nie byłem sobą. Nagle Zayn wyrwał się spode mnie i poleciał do kuchni. Pobiegłem za nim. Rzucił we mnie szklaną butelką z mlekiem. Osłoniłem się ramieniem. Odłamki poharatały mi dłoń. Poczułem, jak strużka delikatnie spływa po moje skórze. Złapałem pęk kluczy, który wisiał na ścianie i wycelowałem w niego. Nie złapał, trafiło go w obojczyk. Podbiegł i łapiąc mnie za ramiona podniósł mnie. Wysyczał, że mnie kocha i nic tego nie zmieni, a ja z kolana trafiłem w jego jądra. Puścił mnie i skulił się. Po chwili jednak stał przede mną. Złapałem go za twarz i mocno przyciskając jego usta do swoich, pocałowałem. Przytulił mnie i trzymał mocno przy sobie. Jednak po chwili wyrwał się z mojego uścisku i wszedł do naszej sypialni. Poszedłem za nim.
- Myślisz że dla mnie to nic nie znaczy?! Że jesteś dla mnie nikim? To proszę, jesteś! Jeśli chcesz! Jesteś dla mnie śmieciem, Harold, rozumiesz?!
- Dzięki, nareszcie wiem wszystko.
- Nic nie wiesz! Domawiasz sobie! Muszę z nią być!
- Czemu? Boisz się powiedzieć prawdę…? Co? Boisz się?
- Jedyne czego się boję, to to, że ciebie stracę.
Uśmiechnął się do mnie. Odwróciłem się i w mgnieniu oka znalazłem się w salonie. Słyszałem, że Zayn zbliża się. Podszedł do mnie do tyłu i wbił mi strzykawkę w ramię.
- Sądzę, że tak będzie lepiej.
Zanim zdążył wycisnąć powietrze, ja odwróciłem się. Nie zauważył w moich rękach noża.
Wspominałem nasz związek leżąc na więziennym łóżku. O ile to dało się nazwać łóżkiem. Koniec. Tak to się pięknie nazywało. Zayn był tylko roślinką. Zapadł w śpiączkę. Nie wiedzą, czy kiedykolwiek się wybudzi. Nie wiem, czy było inne rozwiązanie dla naszego związku, tak toksycznego…
- Cześć Harry. - wychrypiał.
- Gdzie byłeś?
- Kochany, mówiłem ci...
- Tak. Czemu tak długo?
Zaczęliśmy się kłócić. Wypominałem mu wszystkie godziny spędzone z Perrie, każde ich wspólne zdjęcie. On wrzeszczał na mnie że jak byłem z Taylor to się nie wtrącał. Ja wykrzyczałem, że zerwałem już z nią. A on nadal tkwi w tym pustym związku. Nie zauważyłem nawet gdy podniosłem na niego rękę. Lałem bez opamiętania. Po twarzy, brzuchu, plecach. Słyszałem jak piszczy z bólu, ale tylko zacisnąłem pięści. Nie byłem sobą. Nagle Zayn wyrwał się spode mnie i poleciał do kuchni. Pobiegłem za nim. Rzucił we mnie szklaną butelką z mlekiem. Osłoniłem się ramieniem. Odłamki poharatały mi dłoń. Poczułem, jak strużka delikatnie spływa po moje skórze. Złapałem pęk kluczy, który wisiał na ścianie i wycelowałem w niego. Nie złapał, trafiło go w obojczyk. Podbiegł i łapiąc mnie za ramiona podniósł mnie. Wysyczał, że mnie kocha i nic tego nie zmieni, a ja z kolana trafiłem w jego jądra. Puścił mnie i skulił się. Po chwili jednak stał przede mną. Złapałem go za twarz i mocno przyciskając jego usta do swoich, pocałowałem. Przytulił mnie i trzymał mocno przy sobie. Jednak po chwili wyrwał się z mojego uścisku i wszedł do naszej sypialni. Poszedłem za nim.
- Myślisz że dla mnie to nic nie znaczy?! Że jesteś dla mnie nikim? To proszę, jesteś! Jeśli chcesz! Jesteś dla mnie śmieciem, Harold, rozumiesz?!
- Dzięki, nareszcie wiem wszystko.
- Nic nie wiesz! Domawiasz sobie! Muszę z nią być!
- Czemu? Boisz się powiedzieć prawdę…? Co? Boisz się?
- Jedyne czego się boję, to to, że ciebie stracę.
Uśmiechnął się do mnie. Odwróciłem się i w mgnieniu oka znalazłem się w salonie. Słyszałem, że Zayn zbliża się. Podszedł do mnie do tyłu i wbił mi strzykawkę w ramię.
- Sądzę, że tak będzie lepiej.
Zanim zdążył wycisnąć powietrze, ja odwróciłem się. Nie zauważył w moich rękach noża.
Wspominałem nasz związek leżąc na więziennym łóżku. O ile to dało się nazwać łóżkiem. Koniec. Tak to się pięknie nazywało. Zayn był tylko roślinką. Zapadł w śpiączkę. Nie wiedzą, czy kiedykolwiek się wybudzi. Nie wiem, czy było inne rozwiązanie dla naszego związku, tak toksycznego…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz