- Znowu.
Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Zobaczyłam jego. Gdy wróciłam z dyżuru, nie było go w domu. Stwierdziłabym, że jest na próbie, ale wiedziałam, że kończy o 15. A była 21. Oglądałam jakieś pierdoły w telewizji, nie leciało nic ciekawego. Poczułam zapach papierosów i alkoholu. Znowu się upił! Jak tak można?! Jak ja z nim wytrzymywałam…? To jest miłość.
- Kooochaniee. Przepraszaaaam. Tooo się więceeej – hip – nie powtórzy. – po czym zwymiotował na podłogę. Wstałam z kanapy i ruszyłam do łazienki po szmatę do wytarcia. Gdy omijałam leżącego mężczyznę, on złapał mnie za kostkę. Kopnęłam go w brzuch.
- Dopóki nie wytrzeźwiejesz, masz mnie nie dotykać, tępy chuju.
Wytarłam rzygowiny i znowu usiadłam na kanapie. Patrzyłam się tępym wzrokiem w telewizor. Zostawić go? Wtedy stoczy się jeszcze bardziej. Byłam w sytuacji bez wyjścia.
Kiedy się poznaliśmy, on obiecywał mi, że się zmienił. Że nie wróci. Ale jego przyjaciele mnie ostrzegali. I tak było. Gdzie były anioły tej nocy, co mi się oświadczył…?
- Yara. Proszę.
- Nie, Zayn. Wyczerpałeś swój limit. Cały czas tylko mnie upokarzasz. Przychodzisz po pijaku, bijesz mnie, gwałcisz. Nie wytrzymam tego dłużej! – uderzyłam go w twarz pięścią. Złapał się za szczękę i przeturlał po podłodze. – Nie popełnię tym razem tego samego błędu. Nie upadnę. Nie teraz.
Poszłam do naszej sypialni. W powietrzu mieszały się wszystkie chwile. Te dobre, gdy siedzieliśmy na parapecie i słuchaliśmy muzyki, te złe, gdy pijany rzucał mnie na łóżko, te nijakie, kiedy ja pisałam magisterkę na komputerze, a on tweetał na telefonie. Zbyt dużo wspomnień. I ich wszystkich nie dam zapakować do jednej walizki. Wrzucałam wszystko jak leci. Moje ciuchy przesiąknięte jego zapachem. Papierosów i wody po goleniu. Spakowałam moje płyty, moje rysunki, moje książki. Dużo weszło. Złapałam za rączkę i miałam już wyjść, gdy zobaczyłam na szafce nasze zdjęcie. Stałam w żółtej letniej sukience, a on położył ręce na moich biodrach i całował mnie po szyi. Byliśmy tacy szczęśliwi. Wzięłam ramkę i trafiłam nią w twarz chłopaka. Szkło rozprysło się na kawałeczki, raniąc go. Ale mnie już nie obchodził. Zatrzymałam się na sekundę. Tylko po to, by zdjąć z palca pierścionek i rzucić go na podłogę. Złoto uderzyło o kafelki. Drzwi uderzyły po raz kolejny w tym dniu.
***
- Yara, słuchaj.
- Nie chcę o nim słuchać! Liam, nie chcę. I nie będę.
- Yara. Kurwa, musisz.
- Nie muszę.- demonstracyjnie zatkałam sobie uszy palcami.
- Dobra, dobra. Zayn jest w rozsypce. Jeśli ty go nie powstrzymasz, to jestem trupem.
Jak na potwierdzenie jego słów z pobliskiego pubu wychylił się mój były. Co dziwne, nie był podchmielony.
- Yara! Zaczekaj!
- Co…?
- Kochanie. Jak się cieszę, że cię widzę! – próbował mnie objąć, ale się wymknęłam.
- Czego chcesz? – wysyczałam.
- Nie piję od 4 dni. Chłopaki ostatnio mnie widzieli tak nawalonego, że myśleli, że to koniec. A to dopiero początek! Proszę, daj mi szansę!
- Jaką mam pewność…?
- Żadną. Ale proszę, bądź. Bądź przy mnie dla mnie. Kocham cię.
- Będę. Ale nie wiem, jak długo… - nie zdążyłam dokończyć, gdyż jego silne ramiona okryły mnie, a jego wargi zetknęły się z moimi.
Drzwi zamknęły się z trzaskiem. Zobaczyłam jego. Gdy wróciłam z dyżuru, nie było go w domu. Stwierdziłabym, że jest na próbie, ale wiedziałam, że kończy o 15. A była 21. Oglądałam jakieś pierdoły w telewizji, nie leciało nic ciekawego. Poczułam zapach papierosów i alkoholu. Znowu się upił! Jak tak można?! Jak ja z nim wytrzymywałam…? To jest miłość.
- Kooochaniee. Przepraszaaaam. Tooo się więceeej – hip – nie powtórzy. – po czym zwymiotował na podłogę. Wstałam z kanapy i ruszyłam do łazienki po szmatę do wytarcia. Gdy omijałam leżącego mężczyznę, on złapał mnie za kostkę. Kopnęłam go w brzuch.
- Dopóki nie wytrzeźwiejesz, masz mnie nie dotykać, tępy chuju.
Wytarłam rzygowiny i znowu usiadłam na kanapie. Patrzyłam się tępym wzrokiem w telewizor. Zostawić go? Wtedy stoczy się jeszcze bardziej. Byłam w sytuacji bez wyjścia.
Kiedy się poznaliśmy, on obiecywał mi, że się zmienił. Że nie wróci. Ale jego przyjaciele mnie ostrzegali. I tak było. Gdzie były anioły tej nocy, co mi się oświadczył…?
- Yara. Proszę.
- Nie, Zayn. Wyczerpałeś swój limit. Cały czas tylko mnie upokarzasz. Przychodzisz po pijaku, bijesz mnie, gwałcisz. Nie wytrzymam tego dłużej! – uderzyłam go w twarz pięścią. Złapał się za szczękę i przeturlał po podłodze. – Nie popełnię tym razem tego samego błędu. Nie upadnę. Nie teraz.
Poszłam do naszej sypialni. W powietrzu mieszały się wszystkie chwile. Te dobre, gdy siedzieliśmy na parapecie i słuchaliśmy muzyki, te złe, gdy pijany rzucał mnie na łóżko, te nijakie, kiedy ja pisałam magisterkę na komputerze, a on tweetał na telefonie. Zbyt dużo wspomnień. I ich wszystkich nie dam zapakować do jednej walizki. Wrzucałam wszystko jak leci. Moje ciuchy przesiąknięte jego zapachem. Papierosów i wody po goleniu. Spakowałam moje płyty, moje rysunki, moje książki. Dużo weszło. Złapałam za rączkę i miałam już wyjść, gdy zobaczyłam na szafce nasze zdjęcie. Stałam w żółtej letniej sukience, a on położył ręce na moich biodrach i całował mnie po szyi. Byliśmy tacy szczęśliwi. Wzięłam ramkę i trafiłam nią w twarz chłopaka. Szkło rozprysło się na kawałeczki, raniąc go. Ale mnie już nie obchodził. Zatrzymałam się na sekundę. Tylko po to, by zdjąć z palca pierścionek i rzucić go na podłogę. Złoto uderzyło o kafelki. Drzwi uderzyły po raz kolejny w tym dniu.
***
- Yara, słuchaj.
- Nie chcę o nim słuchać! Liam, nie chcę. I nie będę.
- Yara. Kurwa, musisz.
- Nie muszę.- demonstracyjnie zatkałam sobie uszy palcami.
- Dobra, dobra. Zayn jest w rozsypce. Jeśli ty go nie powstrzymasz, to jestem trupem.
Jak na potwierdzenie jego słów z pobliskiego pubu wychylił się mój były. Co dziwne, nie był podchmielony.
- Yara! Zaczekaj!
- Co…?
- Kochanie. Jak się cieszę, że cię widzę! – próbował mnie objąć, ale się wymknęłam.
- Czego chcesz? – wysyczałam.
- Nie piję od 4 dni. Chłopaki ostatnio mnie widzieli tak nawalonego, że myśleli, że to koniec. A to dopiero początek! Proszę, daj mi szansę!
- Jaką mam pewność…?
- Żadną. Ale proszę, bądź. Bądź przy mnie dla mnie. Kocham cię.
- Będę. Ale nie wiem, jak długo… - nie zdążyłam dokończyć, gdyż jego silne ramiona okryły mnie, a jego wargi zetknęły się z moimi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz