A tutaj z dedykacją dla wszystkich, którzy mnie trzymają przy życiu... Nigdy was nie zapomnę ;*
To moja wina. Kłóciliśmy się i godziliśmy. Cały czas. Byliśmy zamknięci w jednym kręgu. Ale niedawno zmieniła się kolejność. Dlatego teraz wpadam na toksykologię z nadzieją, że nie jest za późno. Nie wybaczyłbym sobie tego. Moja mała…
Podbiegłem do szyby. Przez nią zobaczyłem nią. Leżała pod masą różnych kabelków. Obok była jej matka. Gdy ujrzała mnie, posłała mi pełne nienawiści spojrzenie. Poczułem się winny. Bo nim jestem i temu nie mogę zaprzeczyć.
- Twoja wina, wiesz? – Harry jak zwykle pomocny. – To przez ciebie moja siostra tutaj leży! Lou, ja ci zaufałem, ona też, a ty co wyprawiasz?! Zawiodłem się na tobie. – Odwrócił się i odszedł. Tylko jedna osoba może być na sali.
Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Podpierałem ścianę i wlepiłem gały w aparat, na którym wyświetlały się delikatne uderzenia serca małej. Myślałem, że to ja pierwszy umrę. Wtedy na oddział wpadł Zayn.
- Hej, gadałem z Harry’m. Ona najpierw przedawkowała, a potem rzuciła się z okna. – przełknął głośno ślinę. – On jest na ciebie wściekły. Jak nigdy. Nie wiem, co będzie dalej, ale jeśli ona nie wyjdzie z tego…
- Wiem, Zayn, wiem. Jaki ja byłem głupi. I nadal jestem. Na co ja liczę? Nie mogę jej pomóc!
Rzuciłem się w stronę klatki schodowej. Zbiegłem po schodach, a po policzkach spływały mi łzy. Otarłem je rękawem i wybiegłem na dwór. Był piękny, wrześniowy dzień. Ciepło, słoneczko grzeje, a moje gaśnie.
***
- Cześć, Lua.
Podszedłem do jej łóżka. Harry wpuścił mnie. Błagałem go całą godzinę. Płakałem, błagałem, przepraszałem. Ach, zniżyłem się do poziomu ścierki. W końcu pozwolił mi. Dobry starszy brat. Wiedziałem, że jest w śpiączce i wiedziałem, że słyszy mnie. Dlatego chciałem jej wszystko powiedzieć. Teraz chociaż mi nie będzie przerywać.
- Lua. Wiem, że byłem durniem. I nadal nim jestem. Boję się pogadać z tobą w cztery oczy. Jesteś w śpiączce, nie możesz mi odpowiedzieć, a ja dopiero teraz zdobyłem się na przeprosiny. Byłem głupi, pozwalając się omamiać kolejnym laskom. Byłem durniem, gdy ciągnąłem je do łóżka. Tak, czasami zdarzało mi się o tobie zapomnieć. Tak, nie zasługuję na wybaczenie. Ale przepraszam. Wiedz, że w tych momentach, w których… Okej, kochałem cię nad życie. I kocham nadal. I jeśli byłoby coś, co mógłbym dla ciebie zrobić… Zrobiłbym to bez wahania.
*księżycowymi oczami*
- Wyszedł. Myślał, że go nie słyszałam! Dureń. Debil. Jakbym mogła się ruszyć, to bym go zabiła. Na miejscu. Za to, co mi zrobił. Za to upokorzenie, które musiałam przeżywać, gdy szłam do sklepu, a ludzie patrzyli się na mnie z politowaniem, ponieważ na okładkach wszystkich gazet widniało zdjęcie mojego chłopaka z jakąś nową laską. Wszyscy się dziwili, czemu jeszcze z nim jestem. Bo go kochałam! Ale ostatnio przesadził. Nie ma odwrotu. Usnęłam.
- Przeszczep wątroby… Weźcie ją na salę. – usłyszałam rozmowę lekarzy. Nie wiem, ile spałam.
Po operacji wybudzali mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam płaczącego Harry’ego i mamę. Złapałam ich za ręce.
- Gdzie Louis? – zapytałam się mojego brata.
- … On ci oddał wątrobę… Coś w czasie przeszczepu poszło nie tak i on zmarł… - rozkleił się. Usiadł na podłodze, objął kolana ramionami i szlochał. Ja też się rozpłakałam. Za szybą dostrzegłam Zayna z oczami opuchniętymi od płaczu. Tego jest za dużo. Szarpnęłam za rurkę z tlenem. Nie zdążyli mnie uratować.
- Kocham cię. Przepraszam. – Louis pocałował mnie w czoło.
- Ja ciebie też. Wybaczam.
Patrzyliśmy się w dół na niedawno jeszcze nasz świat. Teraz byliśmy wolni od trosk i całego zła.
To moja wina. Kłóciliśmy się i godziliśmy. Cały czas. Byliśmy zamknięci w jednym kręgu. Ale niedawno zmieniła się kolejność. Dlatego teraz wpadam na toksykologię z nadzieją, że nie jest za późno. Nie wybaczyłbym sobie tego. Moja mała…
Podbiegłem do szyby. Przez nią zobaczyłem nią. Leżała pod masą różnych kabelków. Obok była jej matka. Gdy ujrzała mnie, posłała mi pełne nienawiści spojrzenie. Poczułem się winny. Bo nim jestem i temu nie mogę zaprzeczyć.
- Twoja wina, wiesz? – Harry jak zwykle pomocny. – To przez ciebie moja siostra tutaj leży! Lou, ja ci zaufałem, ona też, a ty co wyprawiasz?! Zawiodłem się na tobie. – Odwrócił się i odszedł. Tylko jedna osoba może być na sali.
Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Podpierałem ścianę i wlepiłem gały w aparat, na którym wyświetlały się delikatne uderzenia serca małej. Myślałem, że to ja pierwszy umrę. Wtedy na oddział wpadł Zayn.
- Hej, gadałem z Harry’m. Ona najpierw przedawkowała, a potem rzuciła się z okna. – przełknął głośno ślinę. – On jest na ciebie wściekły. Jak nigdy. Nie wiem, co będzie dalej, ale jeśli ona nie wyjdzie z tego…
- Wiem, Zayn, wiem. Jaki ja byłem głupi. I nadal jestem. Na co ja liczę? Nie mogę jej pomóc!
Rzuciłem się w stronę klatki schodowej. Zbiegłem po schodach, a po policzkach spływały mi łzy. Otarłem je rękawem i wybiegłem na dwór. Był piękny, wrześniowy dzień. Ciepło, słoneczko grzeje, a moje gaśnie.
***
- Cześć, Lua.
Podszedłem do jej łóżka. Harry wpuścił mnie. Błagałem go całą godzinę. Płakałem, błagałem, przepraszałem. Ach, zniżyłem się do poziomu ścierki. W końcu pozwolił mi. Dobry starszy brat. Wiedziałem, że jest w śpiączce i wiedziałem, że słyszy mnie. Dlatego chciałem jej wszystko powiedzieć. Teraz chociaż mi nie będzie przerywać.
- Lua. Wiem, że byłem durniem. I nadal nim jestem. Boję się pogadać z tobą w cztery oczy. Jesteś w śpiączce, nie możesz mi odpowiedzieć, a ja dopiero teraz zdobyłem się na przeprosiny. Byłem głupi, pozwalając się omamiać kolejnym laskom. Byłem durniem, gdy ciągnąłem je do łóżka. Tak, czasami zdarzało mi się o tobie zapomnieć. Tak, nie zasługuję na wybaczenie. Ale przepraszam. Wiedz, że w tych momentach, w których… Okej, kochałem cię nad życie. I kocham nadal. I jeśli byłoby coś, co mógłbym dla ciebie zrobić… Zrobiłbym to bez wahania.
*księżycowymi oczami*
- Wyszedł. Myślał, że go nie słyszałam! Dureń. Debil. Jakbym mogła się ruszyć, to bym go zabiła. Na miejscu. Za to, co mi zrobił. Za to upokorzenie, które musiałam przeżywać, gdy szłam do sklepu, a ludzie patrzyli się na mnie z politowaniem, ponieważ na okładkach wszystkich gazet widniało zdjęcie mojego chłopaka z jakąś nową laską. Wszyscy się dziwili, czemu jeszcze z nim jestem. Bo go kochałam! Ale ostatnio przesadził. Nie ma odwrotu. Usnęłam.
- Przeszczep wątroby… Weźcie ją na salę. – usłyszałam rozmowę lekarzy. Nie wiem, ile spałam.
Po operacji wybudzali mnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam płaczącego Harry’ego i mamę. Złapałam ich za ręce.
- Gdzie Louis? – zapytałam się mojego brata.
- … On ci oddał wątrobę… Coś w czasie przeszczepu poszło nie tak i on zmarł… - rozkleił się. Usiadł na podłodze, objął kolana ramionami i szlochał. Ja też się rozpłakałam. Za szybą dostrzegłam Zayna z oczami opuchniętymi od płaczu. Tego jest za dużo. Szarpnęłam za rurkę z tlenem. Nie zdążyli mnie uratować.
- Kocham cię. Przepraszam. – Louis pocałował mnie w czoło.
- Ja ciebie też. Wybaczam.
Patrzyliśmy się w dół na niedawno jeszcze nasz świat. Teraz byliśmy wolni od trosk i całego zła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz