czwartek, 18 kwietnia 2013

★41 Zayn

A tego pana tutaj dawno nie widziano <3333

Wstałam z łóżka. Kolejny początek roku szkolnego. Ten będzie ostatnim spędzonym w tym liceum. I dobrze. Miałam już dość tych wszystkich lizusów co za jedno spojrzenie mogliby się pogryźć. Założyłam wcześniej przyszykowaną spódnicę i białą bluzkę oraz moje ukochane szpilki. Przeglądając się w lustrze, umalowałam usta i podkreśliłam oczy. Zakręciłam włosy na lokówce. Byłam gotowa na spotkanie z rzeczywistością. Wyszłam z łazienki, a w drzwiach minęłam mojego brata bliźniaka. Nie mogłam uwierzyć, że jesteśmy spokrewnieni. Ja - królowa szkoły, on - ciamajda klasowa. W tamtym roku wywalił się o kable od głośników i wszystkie spadły, jednocześnie robiąc niezły hałas. Wstyd przed wszystkimi. Miałam ochotę go utłuc.
- Matt, czekam w samochodzie! Mamo, wychodzę!
Odpaliłam ogrzewanie. Jak na wrzesień było chłodno. Ale czego się spodziewać, mieszkam w Anglii... Grrr...
Nagle zauważyłam jak ktoś idzie chodnikiem. Byłam pewna, że nietutejszy. Rozglądał się niepewnie, jakby czegoś szukając. Gdy przeszedł tuż przed maską mojego Volkswagena Golfa pomyślałam, że lepszego ciacha rodzice nie mogli zrobić. Siedziałam w oniemieniu, gdy ten debil otworzył drzwi.
- Claire, jedziemy! - usiadł i z głośnym trzaskiem zamknął auto.
- Debilu, ciszej! Co ja z tobą mam sieroto Boża...
Zajechaliśmy na szkolny parking dokładnie dwadzieścia minut przed rozpoczęciem imprezy. Wysiadłam z samochodu i podeszłam do bagażnika by wyjąć torbę, gdy nagle ktoś mnie zaczepił. Odwróciłam się, a tam stał mój anioł. Pierwszy raz wmurowało mnie w ziemię i nie wiedziałam jak odpowiedzieć, gdy zapytał się o drogę na salę gimnastyczną.
- Moja siostra jest trochę... Niedysponowana. Wybacz jej to. Ja cię zaprowadzę. Matthew jestem.
Patrzyłam się jak debil, gdy mój ciotowaty brat odchodził z największym ciachem jakie w życiu widziałam. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nic nie mogłam zrobić. Złapałam torbę i w złym humorze pognałam do budynku.
Popchnęłam drzwi i weszłam przez nie a już obok mnie zgromadziła się grupka ludzi. Moi starzy znajomi, a także twarze, które kojarzyłam tylko z widzenia i chciały się mi podlizać. Nowy rok, nowe życie. Nie dla was, frajerzy. Zawsze będziecie takimi odludkami stojącymi z boku, jak ja kiedyś.
Wzrokiem szukałam mojego brata. Nie trudno było go znaleźć, stał z swoimi kumplami i moim ciachem pod oknem. Między nimi dostrzegłam Julie. Zgrana paczka przyjaciół… Bueee, rzygam. Na tym świecie nie ma przyjaciół.
***
- MATT, WSTAWAJ!
Podniosłam głowę z poduszki. Kto się śmie drzeć o tej godzinie? Dobra, jest jakaś 8.30.
- Staaary, weź się piernicz, daj się ludziom wyspać!
- Wszyscy czekają tylko na ciebie. No miałeś mi pokazać jak robisz tą akrobację na desce!
Założyłam sobie poduszkę na głowę i przycisnęłam do uszu. Mojemu bratu udało się zaprzyjaźnić z Zayn’em. Miałam ochotę płakać, ponieważ jako pierwszy zlał mnie totalnie. Nie spojrzał się na mnie, gdy z wielkim dekoltem stałam mu prawie pod nosem. Olewka totalna, a Claire się tak nie daje. Jeszcze pożałujesz, że się urodziłeś.
***
Weszłam do sali. Za 15 minut zaczynała się lekcja biologii. Wszyscy zgromadzili się w jednym kącie i otoczyli Zayn’a szczupłym kręgiem. Uśmiechając się pod nosem, rzuciłam torbę na ławkę. Nagle chłopak przedarł się przez tłum i podszedł do mnie.
- Miło ci tak opowiadać ploty o wszystkich? Co? Zraniłaś mnie!
- Oj, bo mnie to poruszyło. Lepiej wracaj tam skąd przybyłeś, brudasie.
Zawtórował mi chóralny śmiech z końca sali. W oczach chłopaka pojawiły się łzy i wybiegł z klasy. Zmieszałam się odrobinę, ale nie dając po sobie niczego poznać wypakowałam książki i usiadłam.
***
- Dumna jesteś z siebie?
Podniosłam głowę znad gazety. W drzwiach zobaczyłam mojego brata.
- Czego chcesz?
- Wiesz, czego chcę. Ludzie są wredni. Czemu nagadałaś takich rzeczy o Zayn’ie?
- Skąd wiesz, że to ja?
- Claire, daj spokój. Co cię podkusiło do jasnej cholery by takie coś powiedzieć? Mi to przez usta nie przechodzi!
- I co mam teraz zrobić? Przeprosić go?
- Najlepiej!
- Jak?
Rzuciłam gazetę na podłogę i podparłam kolana pod brodę.
- Dzisiaj w skatepark’u. Jak nie przyjdziesz, to jesteś pierdolonym tchórzem.
Wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
***
- Hej Zayn.
- O, patrzcie kto nas zaszczycił swoją obecnością! Claire!
- Coś nie pasi?
- Nie… Zastanawia mnie po co przyszłaś.
- Chciałam cię przeprosić. Na serio mi przykro.
- Taaaa. Też chciałbym ci coś powiedzieć. Podobałaś mi się. Ja tobie też. Ale z każdym dniem utwierdzałem się w przekonaniu, że nie jesteś dziewczyną dla mnie. Cycki na wierzchu, ślinisz się do wszystkiego, co się rusza… Wybacz.
Odwrócił się i odszedł, pozostawiając mnie w osłupieniu.
***
Następnego dnia weszłam do klasy i zobaczyłam kupkę ludzi skupioną z tyłu sali. Gdy tylko mnie zobaczyli, natychmiast do mnie podbiegli.
- To prawda, że zaliczyłaś wszystkich pierwszaków?
- To nie może być prawda! Ona tylko paru lody w schowku na miotły robiła…
Głosy gromadziły się dookoła mnie i wbijały się do mojej głowy. Nie wytrzymałam kolejnych oskarżeń. Wybiegłam z klasy, tak jak niegdyś Zayn. Wbiegłam do łazienki. Zamknęłam się w kabinie i uświadomiłam sobie co zrobiłam. Jak musiałam go zranić. Zrobiło mi się strasznie przykro, a na moim sercu osadził się kamień.
Nagle drzwi się otworzyły, a ja upadłam na podłogę. Silne ręce pomogły mi się podnieść. Stanęłam twarzą w twarz z Zayn’em.
- I co? Szczęśliwa teraz? – uśmiechnął się pod nosem.
- Tak. Przepraszam…
- Słowo rzucane na wiatr.
- Co mam obiecać?
- Że się zmienisz. Wiem co nieco o twoich wcześniejszych wybrykach, więc wiesz.. Najmilsza nie byłaś i nie jesteś.
- Przysiąc?
- Przysięgaj. Ręka na sercu…
Stanęłam na palcach i przytrzymałam jego twarz, by nie odsunął jej, gdy go całowałam. Na początku był zaskoczony, ale po chwili zaczął pogłębiać pocałunek.
- Dla ciebie?
- Dla mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz