___________________________
Machnęłam kredką kreskę nad okiem. Spojrzałam się w lustro i
cmoknęłam do siebie. Chwyciłam jeszcze błyszczyk, by poprawić usta i
obciągnęłam sukienkę.
- Babciu, ja wychodzę.
- Baw się dobrze! Czekać na ciebie?
- Nie, nie trzeba!
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę klubu w którym moja najlepsza przyjaciółka miała urodziny. Te 18, najważniejsze w całym życiu. Ja swoje będę miała za niecałe 3 tygodnie. Weszłam do pomieszczenia. Szybko odnalazłam moje znajome.
- Gotowe na niezapomniany wieczór?!
No właśnie. Niezapomniany. Tylko tyle pamiętam z tamtej nocy. Obudziłam się na jakiejś klatce schodowej, nie wiedziałam gdzie jestem ani jak dojść do domu. Jakby to powiedziała Katrin ‘To znak, że impreza była udana’. Ale w tym momencie nie było mi do śmiechu. Zauważyłam dookoła siebie plamy krwi. Szybko zlokalizowałam źródło krwawienia i przeraziłam się. Wstałam z podłogi. Obok leżała mój płaszcz. Założyłam go i stwierdziłam, że nie jest tak źle. W ciemnościach nie mogłam dostrzec, czy gdzieś koło mnie leżaki torebka. Zaczęłam szukać po omacku, lecz nigdzie jej nie było. Mruknęłam pod nosem i ostrożnie zeszłam po schodach by nie robić hałasu. Wyszłam na ulicę. Każdy gdzieś się śpieszył. Zauważyłam chłopaka, który smsował, a w drugiej ręce trzymał kubek po kawie. Niepewnie do niego podeszłam.
- Wiesz, która jest godzina?
Spojrzał się na mnie jak na kosmitę i schował telefon do tylnej kieszeni spodni.
- Boże, debil ze mnie. Poczekaj, zaraz sprawdzę.
Wyciągnął aparat i odblokował.
- 3.30 rano.
- Dziękuję.
Już miał się oddalić, gdy złapałam go za rękaw kurtki.
- Przepraszam, ale... Gdzie jesteśmy?
- Londyn, złotko. Old Queen Street.
- Dziękuję ci jeszcze raz.
- Skąd jesteś? Jak masz na imię?
I w tym był problem. Miałam dziurę w głowie. Łzy pociekły mi po policzku.
- Hej, hej! Nie płaczemy!
- Ale... ja nic nie pamiętam!
Opowiedziałam mu strzępki wspomnień, które siedziały w mojej głowie. Chłopak zaprowadził mnie do swojego mieszkania. Pomógł mi się umyć i dał swoje ciuchy, bym mogła się przebrać. Weszłam do salonu, a tam mój wybawca siedział z jakimś gościem na kanapie.
- Babciu, ja wychodzę.
- Baw się dobrze! Czekać na ciebie?
- Nie, nie trzeba!
Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę klubu w którym moja najlepsza przyjaciółka miała urodziny. Te 18, najważniejsze w całym życiu. Ja swoje będę miała za niecałe 3 tygodnie. Weszłam do pomieszczenia. Szybko odnalazłam moje znajome.
- Gotowe na niezapomniany wieczór?!
No właśnie. Niezapomniany. Tylko tyle pamiętam z tamtej nocy. Obudziłam się na jakiejś klatce schodowej, nie wiedziałam gdzie jestem ani jak dojść do domu. Jakby to powiedziała Katrin ‘To znak, że impreza była udana’. Ale w tym momencie nie było mi do śmiechu. Zauważyłam dookoła siebie plamy krwi. Szybko zlokalizowałam źródło krwawienia i przeraziłam się. Wstałam z podłogi. Obok leżała mój płaszcz. Założyłam go i stwierdziłam, że nie jest tak źle. W ciemnościach nie mogłam dostrzec, czy gdzieś koło mnie leżaki torebka. Zaczęłam szukać po omacku, lecz nigdzie jej nie było. Mruknęłam pod nosem i ostrożnie zeszłam po schodach by nie robić hałasu. Wyszłam na ulicę. Każdy gdzieś się śpieszył. Zauważyłam chłopaka, który smsował, a w drugiej ręce trzymał kubek po kawie. Niepewnie do niego podeszłam.
- Wiesz, która jest godzina?
Spojrzał się na mnie jak na kosmitę i schował telefon do tylnej kieszeni spodni.
- Boże, debil ze mnie. Poczekaj, zaraz sprawdzę.
Wyciągnął aparat i odblokował.
- 3.30 rano.
- Dziękuję.
Już miał się oddalić, gdy złapałam go za rękaw kurtki.
- Przepraszam, ale... Gdzie jesteśmy?
- Londyn, złotko. Old Queen Street.
- Dziękuję ci jeszcze raz.
- Skąd jesteś? Jak masz na imię?
I w tym był problem. Miałam dziurę w głowie. Łzy pociekły mi po policzku.
- Hej, hej! Nie płaczemy!
- Ale... ja nic nie pamiętam!
Opowiedziałam mu strzępki wspomnień, które siedziały w mojej głowie. Chłopak zaprowadził mnie do swojego mieszkania. Pomógł mi się umyć i dał swoje ciuchy, bym mogła się przebrać. Weszłam do salonu, a tam mój wybawca siedział z jakimś gościem na kanapie.
- Cześć...
- Nie wstydź się!
Harry poderwał się z sofy i podszedł do mnie.
- To jest Louis, on ze mną mieszka.
- Louis twierdzi, że zna skądś tą dziewczynę. Niech ja sobie przypomnę skąd... Nie pamiętasz nic?
Potrząsnęłam głową. Nagle w pomieszczeniu rozległ się dzwonek telefonu. Lou wyjął aparat z kieszeni.
- Ha! Już wiem! Ty mieszkasz naprzeciwko Tim'a!
- Tim Dersty?
- Yup.
- Dobra, ogarniam gdzie. Dawaj, odwiozę cię.
Pół godziny później byłam pod moim blokiem. W zasadzie oni twierdzili, że ja tam mieszkam. Harry pomógł mi wysiąść z auta i podszedł do furtki. Wybrał jakiś numer na klawiaturze domofonu, zamienił parę słów z jakimś gościem i otworzył drzwi. Weszliśmy po schodach na pierwsze piętro.
- Hej, stary!
- No długo się nie widzieliśmy.
- Cześć Madison. Twoich rodziców nie ma w domu, oni pojechali na pogrzeb twojej babci... Przykro mi. Staruszka zmarła 4 dni temu.
Poczułam, że otwieram drzwi podpisane "Życie przed osiemnastką Katrin". Zaczęłam płakać i rzuciłam się w ramiona Harry'ego.
Babcia była moją najbliższą osobą. Rodzice ciężko pracowali, długo nie było ich w domu. Całe dnie spędzałam z seniorką rodu. Rozumiałyśmy się bez słów. Podeszłam do drzwi i wyciągnęłam spod wycieraczki klucz. Otworzyłam drzwi i zaprosiłam chłopaka do środka. W korytarzu nie wytrzymałam i zaczęłam rzucać się jak wściekła. Wtedy on podszedł i mnie przytulił. Pozwoliłam łzom płynąć swobodnie.
- Masz jakieś zdjęcia swojej babci?
- Mam całe albumy...
- Pokazałabyś?
- Chyba taaak.
Weszliśmy do salonu, a ja z półki na książki wyciągnęłam album. Usiadłam na obitej skórą kanapie i kazałam chłopakowi klapnąć obok. Otworzyłam karty, a w moich oczach pojawiły się słone krople. Tu z babcią w przedszkolu, tu mój pierwszy raz na rowerze, tu moje pierwsze ciasto. Ktoś przekręcił klucz w zamku. Poderwaliśmy się z miejsc i stanęliśmy na baczność. Zobaczyłam moich rodziców, oboje byli zapłakani i w czarnych ubraniach.
- Madison!
Moja mama podbiegła i przytuliła mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk.
- Dzień dobry, jestem Harry Styles, znalazłem państwa córkę. Ona była … zgwałcona. Ja tylko pomogłem.
Wytłumaczył w jakim stanie byłam, gdy znalazłam się na Old Queen Street. Wszystko potoczyło się szybko. Harry zmył się. Rodzice zawieźli mnie na komisariat. Musiałam tam wszystko opowiedzieć. Wszystko co pamiętałam, a to było niewiele. Wróciłam do domu i zamknęłam się w pokoju. Nie chciałam z nikim gadać. I tak było przez pół roku.
***
- MADISON!
Odwróciłam się. Nie codziennie wołają cię w środku Londynu. Zauważyłam, że przez tłum przedziera się kręcona czupryna.
- Cześć.
- Co tam?
- Nadal tak samo…
- Ja cię przepraszam że wtedy nie wziąłem od ciebie numeru… Naprawdę mi przykro… Skąd wracasz?
- Byłam u psychologa…
- Chodź ze mną!
Pociągnął mnie za rękę i szliśmy uliczkami w dół. Nagle chłopak zatrzymał się i zawiązał na moich oczach apaszkę. Szliśmy ostrożniej, żebym się nie wywaliła. Poczułam, że położył mi ręce na ramionach i ich ciężarem każe mi usiąść. Ostrożnie usiadłam po turecku. Wtedy Harry zdjął chustkę. Zobaczyłam wody Tamizy.
- Po co tutaj mnie zabrałeś, co?
- Widzisz statek?
- Widzę.
- Wodę widzisz?
- Widzę.
- Jak zachowuje się statek bez wody?
- Nie płynie, ale co to ma do rzeczy?
- Daj skończyć. – pokazał mi ogromnych rozmiarów tatuaż na przedramieniu. – Jestem statkiem i chyba znalazłem dobrą wodę po której mogę pływać. Moją wodą jesteś Ty.
- Nie wstydź się!
Harry poderwał się z sofy i podszedł do mnie.
- To jest Louis, on ze mną mieszka.
- Louis twierdzi, że zna skądś tą dziewczynę. Niech ja sobie przypomnę skąd... Nie pamiętasz nic?
Potrząsnęłam głową. Nagle w pomieszczeniu rozległ się dzwonek telefonu. Lou wyjął aparat z kieszeni.
- Ha! Już wiem! Ty mieszkasz naprzeciwko Tim'a!
- Tim Dersty?
- Yup.
- Dobra, ogarniam gdzie. Dawaj, odwiozę cię.
Pół godziny później byłam pod moim blokiem. W zasadzie oni twierdzili, że ja tam mieszkam. Harry pomógł mi wysiąść z auta i podszedł do furtki. Wybrał jakiś numer na klawiaturze domofonu, zamienił parę słów z jakimś gościem i otworzył drzwi. Weszliśmy po schodach na pierwsze piętro.
- Hej, stary!
- No długo się nie widzieliśmy.
- Cześć Madison. Twoich rodziców nie ma w domu, oni pojechali na pogrzeb twojej babci... Przykro mi. Staruszka zmarła 4 dni temu.
Poczułam, że otwieram drzwi podpisane "Życie przed osiemnastką Katrin". Zaczęłam płakać i rzuciłam się w ramiona Harry'ego.
Babcia była moją najbliższą osobą. Rodzice ciężko pracowali, długo nie było ich w domu. Całe dnie spędzałam z seniorką rodu. Rozumiałyśmy się bez słów. Podeszłam do drzwi i wyciągnęłam spod wycieraczki klucz. Otworzyłam drzwi i zaprosiłam chłopaka do środka. W korytarzu nie wytrzymałam i zaczęłam rzucać się jak wściekła. Wtedy on podszedł i mnie przytulił. Pozwoliłam łzom płynąć swobodnie.
- Masz jakieś zdjęcia swojej babci?
- Mam całe albumy...
- Pokazałabyś?
- Chyba taaak.
Weszliśmy do salonu, a ja z półki na książki wyciągnęłam album. Usiadłam na obitej skórą kanapie i kazałam chłopakowi klapnąć obok. Otworzyłam karty, a w moich oczach pojawiły się słone krople. Tu z babcią w przedszkolu, tu mój pierwszy raz na rowerze, tu moje pierwsze ciasto. Ktoś przekręcił klucz w zamku. Poderwaliśmy się z miejsc i stanęliśmy na baczność. Zobaczyłam moich rodziców, oboje byli zapłakani i w czarnych ubraniach.
- Madison!
Moja mama podbiegła i przytuliła mnie mocno. Odwzajemniłam uścisk.
- Dzień dobry, jestem Harry Styles, znalazłem państwa córkę. Ona była … zgwałcona. Ja tylko pomogłem.
Wytłumaczył w jakim stanie byłam, gdy znalazłam się na Old Queen Street. Wszystko potoczyło się szybko. Harry zmył się. Rodzice zawieźli mnie na komisariat. Musiałam tam wszystko opowiedzieć. Wszystko co pamiętałam, a to było niewiele. Wróciłam do domu i zamknęłam się w pokoju. Nie chciałam z nikim gadać. I tak było przez pół roku.
***
- MADISON!
Odwróciłam się. Nie codziennie wołają cię w środku Londynu. Zauważyłam, że przez tłum przedziera się kręcona czupryna.
- Cześć.
- Co tam?
- Nadal tak samo…
- Ja cię przepraszam że wtedy nie wziąłem od ciebie numeru… Naprawdę mi przykro… Skąd wracasz?
- Byłam u psychologa…
- Chodź ze mną!
Pociągnął mnie za rękę i szliśmy uliczkami w dół. Nagle chłopak zatrzymał się i zawiązał na moich oczach apaszkę. Szliśmy ostrożniej, żebym się nie wywaliła. Poczułam, że położył mi ręce na ramionach i ich ciężarem każe mi usiąść. Ostrożnie usiadłam po turecku. Wtedy Harry zdjął chustkę. Zobaczyłam wody Tamizy.
- Po co tutaj mnie zabrałeś, co?
- Widzisz statek?
- Widzę.
- Wodę widzisz?
- Widzę.
- Jak zachowuje się statek bez wody?
- Nie płynie, ale co to ma do rzeczy?
- Daj skończyć. – pokazał mi ogromnych rozmiarów tatuaż na przedramieniu. – Jestem statkiem i chyba znalazłem dobrą wodę po której mogę pływać. Moją wodą jesteś Ty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz