***********************************
Jestem typowym dzieckiem blokowisk. Wychowałem się w nieciekawej okolicy. Moi kumple od najmłodszych lat byli ścigani przez policję. A to za kradzież, a to za rozbój... Z rodzicami ciężko było mi się dogadać. Ojca praktycznie nie miałem. Matka żyła w strachu przed mężem. Śmiałem się z niej. Mogła go wywalić na zbity pysk, ale tego nie zrobiła. Miałem jej za złe, że wracałem każdego dnia ze szkoły ze strachem w sercu. Czy ojciec znowu będzie nachlany? Będzie agresywny? Będzie bił mnie, lub co gorsza, mamę? Coraz częściej uciekałem z domu. Na tych moich eskapadach poznałem smak narkotyków. Na początku starczyło mi kieszonkowego na moje uzależnienie, lecz z czasem kasa stopniała jak lód. Zacząłem obrabiać kioski i staruszki. Jednak potrzebowałem więcej i więcej. Któregoś dnia, gdy byłem naćpany, zaatakowałem faceta. W ciężkim stanie trafił do szpitala, a ja do poprawczaka. Siedzieli tam za różne rzeczy. Od drobnych kradzieży po gwałty. Nie mogłem okazać, że się boję. Zostałbym wyśmiany i pewnie by mnie prześladowali. Nie chciałem tego. Udawałem twardziela, chociaż w środku mną dygotało. Pojąłem, że utrudniałem i tak ciężkie życie mojej matki. Było mi wstyd. Jednak nic nie zmieniłem w swoim życiu. Uciekałem z poprawczaka, biłem się za kasę i ćpałem. Wychowawca kiwał mi wskazującym palcem nad głową, a ja pokazywałem mu środkowy. Pewnego dnia moja mama miała zawał. Trafiła do szpitala. Dostałem przepustkę, żebym mógł ją odwiedzić. Dziwnie się czułem gdy stałem na białym korytarzu. Wiedziałem, że to także moja wina. Nagle zobaczyłem jego. Szedł korytarzem, a na ręce miał gips. Podszedł do mnie, a serce podskoczyło mi do gardła. W życiu nie interesowałem się facetami... Ale ten był inny. Podszedł do mnie i zapytał się czy może usiąść. Ja zmieszany odparłem, że nie będę siadał, jednak tylko kiedy zawołali starszą panią z mojej prawej strony to natychmiast usiadłem. Czułem motylki w brzuchu. Po raz pierwszy w życiu byłem zauroczony, ba, może nawet zakochany. Bałem się zagadać.- Więc... Co tutaj robisz?Usłyszałem jego aksamitny głos i każdy nerw w moim uchu się poruszył. Gdybym tylko mógł, to słuchałbym go godzinami.- Moja mama miała zawał, czekam aż lekarz wyjdzie i coś mi powie, bo nie chcą mnie do niej wpuścić. - Przykro mi.- Uh. To w większości moja wina. Byłem cholernie złym synem. Teraz jestem na przepustce z poprawczaka.- A mi mają zdjąć gips. Glebłem się przed domem. Sierota ze mnie.Zdziwiła mnie jego reakcja. Zazwyczaj, gdy mówiłem, że jestem z poprawczaka, ludzie uciekali wzrokiem lub szybko kończyli rozmowę. A on jakby nigdy nic powiedział czemu tu się znajduje. Siedziałem wyprostowany jak z kijem w tyłku. Kątem oka zauważyłem, że nieznajomy wyjął kartkę i coś na niej skrobie. Szło mu to opornie, ale nie starałem się mu pomóc. Nie chciałem mieć z nim żadnego kontaktu. Podniósł oczy w momencie gdy drzwi do gabinetu się otworzyły. Wcisnął mi w pięść karteczkę.Lekarz powiedział mi, że mama ma się dobrze i ma szanse na wyjście w ciągu miesiąca. Wracając do ośrodka biłem się z myślami. Co mam robić? Czy decyzja, którą podejmę będzie słuszna? Skręciłem w kierunku kiosku. Wyjąłem ostatnie drobniaki i kupiłem kartę do budki telefonicznej. Wykręciłem numer zapisany na skrawku papieru. Nasza rozmowa nie trwała długo. Umówiliśmy się na listy.Przez następny czas byłem strasznie grzeczny. Czasami siebie nie poznawałem. Czemu? Louis mi kazał. Być lepszym. Dla siebie, dla mamy. I tak dużo zła wyrządziłem w swoim krótkim życiu. Coraz częściej byłem wypuszczany na przepustki. Siedziałem u mamy, ale myślami byłem z Lou. Gdy mój czas się kończył to on odprowadzał mnie do ośrodka. Oczywiście kiedy mógł. Często miał próby, ostatnio był w trasie… Gdy mnie poprosił, zapisałem się na kurs mechaniki samochodowej. Powiedział, że gdy wyjdę z ośrodka będzie dla mnie lepiej, jak będę miał zawód. Był dla mnie jak starszy brat, słuchałem się go we wszystkim. Był dla mnie ostoją. Kochałem go. I kocham nadal. Romantyczną miłością, która potrafi zmienić życie i sprawić, że stajesz się lepszy. Dużo lepszy. Szczęśliwszy. Tworzyliśmy zgraną parę. Nasi znajomi polubili nas jako parę. Moja mama pokochała Lou jak własnego syna. Czułem się dobrze ze świadomością, że nikogo nie krzywdzę. Że w końcu zacząłem żyć normalnie. Ale nie zrobiłbym tego gdyby na mojej drodze nie stanął Louis – chłopak w bluzce w paski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz