Był piątek. Koledzy próbowali wyciągnąć mnie do pubu, koleżanki na dyskotekę. Nie miałam ochoty na zabawę. Po zerwaniu z Robertem straciłam wiarę w prawdziwą miłość. Kolejny facet który zostawił mnie dla cycatej blondynki... Podziękuję za takie wrażenia. Dlatego tym razem postanowiłam, że sama sobie znajdę chłopaka. Bez pomocy przyjaciółek, które ciągały mnie po klubach i zapoznawały z kolegami kuzynów ciotki brata ich obecnego chłopaka. Gdziekolwiek się nie ruszyłam, spotykałam jakiś znajomych. Postanowiłam, że spróbuję szczęścia w internecie. Otworzyłam klapę laptopa. Nacisnęłam przycisk i ekran się rozświetlił. Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni. Wzięłam pomarańcze i wróciłam do komputera, który w tym czasie zdążył się uruchomić. Włączyłam muzykę i zalogowałam się na czat. Odrzucałam kolejne rozmowy, gdzie faceci szukali łatwej laski na jedną noc. Dziękuję, postoję. Nagle napisał do mnie ktoś, dzięki komu uwierzyłam, że moje miesięczne poszukiwania nie poszły na marne. Miło się nam pisało. Przez następne dwa tygodnie chodziłam w skowronkach. Chłopak był inny niż wszyscy. W tamtym momencie tak myślałam. Nie poznaliśmy swoich imion. Podaliśmy sobie tylko inicjały. On na to bardzo nalegał. Powiedział, że wszystko mi wyjaśni, jak się spotkamy. Po trzech miesiącach ciągłego pisania na czacie wymieniliśmy się numerami. Od tamtej chwili nie rozstawałam się z telefonem. Dziewczyny śmiały się ze mnie, że niedługo dostaną zaproszenie na ślub, a chłopaki chcieli mi już wyprawiać wieczór panieński. Nie słuchali mnie, gdy mówiłam, że to i tak jest babski wieczór. Odpowiadali mi, że będę miała dwa. Jeden z nimi, drugi z "plastikami". No cóż...
W końcu umówiłam się z moim chłopakiem z internetu. Mieliśmy
się spotkać w kawiarence niedaleko mojego mieszkania. On nie był tego świadomy.
Miałam go poznać po czerwonej róży. Weszłam niepewnym krokiem do środka. W
środku było 3 facetów z czerwonymi różami! Nie miałam pojęcia co robić i
szybkim krokiem podeszłam do pierwszego stolika. Mężczyzna pisał coś na
telefonie. Stanęłam obok niego i uśmiechając się, spytałam go czy na kogoś
czeka. On podniósł swoje niebieskie oczy znad komórki i szybko ją schował.
Odpowiedział, że owszem, czeka na dziewczynę, z którą się zapoznał 4 miesiące
temu. Wydawał mi się znajomy. Przysiadłam się i chłopak powiedział mi swoje
imię. Niall. Przykryłam usta dłońmi. Spojrzał się na mnie z niepokojem i tak
jakby był pewien, że zaraz zacznę piszczeć lub ucieknę. Ale nic z tych rzeczy.
Zaczęłam się śmiać. Kiedy z nim rozmawiałam, cały czas słuchałam jego głosu na
nagraniach. Ach, ta ironia losu. Opowiedziałam mu wszystko. Chłopak śmiał się
razem ze mną. On powiedział mi, że bał się, że zareaguję na niego piskiem. Jak
każda dziewczyna, z którą się spotkał. Rozmowa szła nam gładko, rozumieliśmy
się bez słów. W końcu musiałam się zbierać. Było już późno, niedługo mieli
zamykać. Niall pomógł mi założyć płaszcz i razem wyszliśmy z pomieszczenia.
Skierowaliśmy się w stronę mojego mieszkania. Nie chciałam się z nim żegnać,
jednak wiedziałam, że to konieczne. Widziałam, że chłopak też się miota. Nagle
ni stąd ni zowąd ujął moją twarz w dłonie i mnie pocałował. Ludzie zaczęli nam
bić brawo. Zarzuciłam mi ręce na szyję. On oderwał się od moich ust i szepnął
mi na ucho, że jutro się spotkamy. Nie mogłam się doczekać następnego dnia, ale
także każdego kolejnego, bo byłam pewna, że spędzę go z Niallem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz