29. opowiadanie. No jestem czasem z siebie dumna. :D
*niebieskimi
oczami*
Wjechała na rolkach do dużego pokoju. Mimo, że przyjaźniłem się z Leighton’em
już tyle, że wiedzieliśmy o sobie wszystko, to nie znałem zbyt dobrze jego
młodszej siostry. Wiedziałem o niej tyle, że na imię ma Lauren i ma 18 lat. No niezbyt dużo. Ale wiedziałem
też jeszcze jedno – byłem w niej zakochany. Zauroczony nią. I kiedy robiła
kółka dookoła dywanu na którym grałem z jej bratem w Scrabble wydawała mi się
najbardziej urokliwą istotą na świecie.
*brązowymi oczami*
- Leighton! Pamiętasz to, jak założyłam się z Owen’em, że nie prześpi się z tą
laską z b?
- No i…?
- Poszedł z nią! Łaziła cały TYDZIEŃ w skowronkach. Powtarzam, TYDZIEŃ.
- Nieee. Żartujesz!
Wiedziałam, że mojemu bratu ta małpa się podobała. Dlatego jeździłam tyłem
dookoła dywanu, na którym siedział on i Niall i grałam mu na nerwach. Czemu na
rolkach? Bo jeśli przegrałabym zakład (a tak było) to miałam cały dzień jeździć
na rolkach. Zaraz miałam wyjść z chłopakami do parku, a nie chciałam wywinąć
orła. Chociaż po tych wszystkich przegranych zakładach… Faceci. Nie cofną się
przed niczym.
Ale Niall był inny. Był delikatny, wrażliwy i jeśli tylko dałby mi zbliżyć się
do siebie… To byłoby piękne!
----
- Zakochana!
- Nie drzyj mordy, głąbie!
- Dobra. Nie będę darł mordy. Ale jak widzisz, kto tu jest geniuszeem?
Nie miałam ochoty z nimi gadać, łazić czy w ogóle mieć z nimi do czynienia.
Wiem, że mnie lubią i ja ich też, ale… No wiecie, ja to bym sobie posiedziała w
pokoju, odpaliła moje piosenki, a nie rap, którym jestem raczona co 5 minut i
mam już jego po dziurki w nosie. Mimo, że kiedyś byłam wielką fanką tej muzyki.
No cóż, ludzie i gusta…
- Haaalo? – Owen zamachał mi ręką przed oczami.
- Żyję, żyję!
I znowu spędziłam lipcowy dzień z trójką chłopaków, udając kogoś, kim dawno
przestałam być.
*niebieskimi oczami*
- Ley… Kiedy wróci twoja siostra?
- Nie wiem. A co cię zaczęła interesić moja młodsza siostra…?
- Nic!
- Uhuhu. Hahaha. Hehe. O kurde. – demonstracyjnie położył się na podłodze i
złapał za brzuch.
- No się nie ryj! – zacząłem go łaskotać. Największe łaskotki miał na brzuchu.
Gdy się tak dźgaliśmy, do domu weszła ona. O matko, ale musiałem głupio wyjść!
- Okej, okej. To ja już muszę lecieć. Harry coś ode mnie chciał.
- Zostań. – widziałem, że jej oczy napełniają się łzami. Chyba tylko Ley tego
nie zobaczył, bo łapiąc kurtkę wyskoczył z domu w rozwiązanych butach drąc się,
że jego dziewczyna złamała nogę. Byczys. On nie miał dziewczyny.
- No to jak? Nadal Harry cię woła?
- Już nie. – byłem jak zahipnotyzowany. Topiłem się w jej kasztanowych oczach.
- Chodź do mnie. – odsłoniła ramieniem drzwi do swojego pokoju, a potem ruszyła
w jego stronę.
Szarpnęła za klamkę. Gdy otworzyła, moim oczom ukazał się najśliczniejszy
widok, jaki w życiu widziałem. Z sufitu
zwisały papierowe żurawie w najróżniejszych kolorach.
- Sama robiłaś? – naprawdę byłem oczarowany.
- Tak. Siadaj. Jest ich 999. Wiesz, podobno, jak się zrobi 1000, to się spełnia
jedno życzenie. I to życzenie ma być tym jedynym, które zmieni twoje życie. –
usiadła przy biurku, wzięła niebieską kartkę papieru i sprawnie złożyła ptaka.
- Jakie jest twoje życzenie?
- Może i nie powinnam mówić, ale moim życzeniem jest… eś ty.
***
Starałem się opanować. Boże, nasza pierwsza wspólna konferencja. No myślałem, że
zejdę na zawał, a nie mogłem nic zjeść. Koszmar. Jak dla mnie koszmar.
Nie zauważyłem tych obrotowych drzwi. Przywaliłem prosto nosem przy okazji
wywracając się na Lauren, którą ciągnąłem za sobą. Drzwi były sterowane
automatycznie. Zostaliśmy zaatakowani przez martwą rzecz! Niall, ogarnij się,
jesteś facetem. Bo chyba jesteś, nie?
Nareszcie doszliśmy do tego stolika, przy którym mieliśmy siedzieć. Usiadłem
obok Harry’ego i pokazałem Laur, żeby usiadła obok mnie.
- Mówiłem ci już, że wyrwałeś niezłą laskę…?
Gdy kopnąłem Hazzę pod stołem, słychać było tylko grzmot jego loczkowatej głowy
o stolik.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz