środa, 27 marca 2013

☆/★33 Zayn (z małymi przeskokami czasowymi xd)


Nie wiedziałam jak oznaczyć, ponieważ pojawia się samo wspomnienie współżycia, ale bez opisu :P
A to dla wszystkich ludzi z którymi piszę i będę pisać :D
Czyt. rozmawiać xd

*słodziutki, czternastoletni Zayn :3*
Założyłem na uszy słuchawki. Włożyłem płytę do napędu i zamknąłem wieczko. Z głośniczków popłynęło delikatne uderzanie o struny gitary. Potem w tle słychać było uderzenia w bębny. Rozkoszowałem się delikatnym głosem wokalistki. Ślicznie śpiewała…
Wtedy weszła mama. Zawołała mnie na obiad. Wyłączyłem odtwarzacz i poszedłem do jadalni.
***
*tak samo słodki Zayn, tylko 6 lat starszy xd*
Denerwowałem się. To był kolejny koncert, ale i tak się denerwowałem jak nigdy. Wiedziałem, że na trybunach siedzą Oni. Chcą z nami nagrać duet zespołowy. To po to poszedłem do XFactora. Dzisiaj nie byłem niczego pewny.  Spojrzałem na Louisa. Nie tylko ja miałem cykora. Ale wyszedłem. Śpiewałem najlepiej jak umiałem.

Udało się! Mieliśmy nagrać z Nimi jeden numer. Podnieciłem się jak nie wiem. Byłem tak uradowany, że skakałbym po londyńskich ulicach i całował każdego, kto przechodziłby obok. Moje marzenie z dzieciństwa się spełnia!

Nadszedł ten dzień. Mieliśmy się z nimi spotkać na zobaczenie tekstu, który miała napisać Lily-Grace. Siedzieliśmy u Harry’ego. Usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Niall poderwał się, by otworzyć drzwi. Do środka weszło troje ludzi. Pierwsza do przedpokoju weszła Lily-Grace. Zdjęła szpilki i płaszcz.
Jej tekst opowiadał o miłości. Zdziwiło mnie to. Zazwyczaj pisała o przyjaźni, potrzebie drugiego człowieka… Och, pewnie się zakochała! Mina mi zrzędła. Teraz nie miałem u niej żadnych szans. Równe ZERO, a może nawet na minusie. Tyle lat czekałem!

Nagraliśmy piosenkę. Dzisiaj był ostatni dzień naszej wspólnej pracy. Siedziała w swojej przyczepie, mieliśmy półgodzinną przerwę. Co mogłem zrobić? To, co powinienem już dawno. Zapukałem do drzwi. Usłyszałem ‘Proszę!’. Westchnąłem i z walącym sercem wszedłem do środka. Zobaczyłem Lily-Grace na prowizorycznym łóżku. Siedziała po turecku, a na kolanach spoczywała książka. Zauważyłem, że po piersiach spływają jej kabelki od słuchawek.
- Cześć. – nie mogłem z siebie wydusić nic więcej. A chciałem jej tyle powiedzieć!
- Hej, Zayn. Co tam? Coś się stało, że przyszedłeś? Klapaj sobie. – poklepała miejsce obok siebie. Usiadłem. – Unikasz mnie, coś ci zrobiłam?
Prawda. Nie mogłem się na nią patrzeć. Wtedy, gdy chłopaki śpiewali z nią karaoke, grali w Scrabble, czy po prostu gadali, ja się zwijałem. Czemu? W gardle stawała mi gula, a w mózgu miałem mętlik. Teraz też to czułem.
- Nie. Tak. To nie tak jak myślisz! – ukryłem twarz w dłoniach
- Zaaaayn. Co się dzieje? – odłożyła książkę i podciągnęła się do mnie. Objęła mnie ramieniem, a ja poczułem zapach jej kasztanowych włosów.
- Powiem szybko. Zakochałem się w tobie jako czternastolatek. Minęło tyle lat, ja nadal słuchałem twoich płyt. I mimo, że miałem kupę dziewczyn… Ja nadal cię kocham.
- Ja ciebie też.
Oparła nos o mój policzek. Czułem, jak ciepłe łzy spływają po moim policzku. Płakałem z radości. Położyła rękę na moim  torsie. Ująłem jej twarz w dłonie i pocałowałem. Ona położyła się. Byłem nad nią. Zaczęła przygryzać moją wargę. Zdjąłem jej koszulkę. Nadal się  całowaliśmy. W samym staniku wyglądała prześlicznie.
- Moja bogini – mruknąłem jej na ucho.
- Mój bóg…
I mimo, że po raz pierwszy robiłem to w tak dziwnym miejscu jakim jest przyczepa, zapamiętam to do końca życia. No i ze stu innych powodów. A każdemu na imię ‘Lily-Grace’.
***
-  Nie odwracaj się. Ja ci ją opiszę. A więc… - i tak Harry opisywał mi wygląd mojej przyszłej żony.
- Zaaayn. – złapał mnie za ramię. – Mówiłem ci, że nie możesz się odwracać! To przynosi pecha!
Ojciec podprowadził ją pod sam ołtarz. Uparła się na ten ślub w kościele katolickim. Jak jej tak bardzo zależy…
- Lily-Grace Malik. Ślicznie brzmi, czyż nie? – szepnąłem jej na ucho.
- Śliczniej brzmi Zayn i Lily-Grace Malikowie, kochanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz