-
Gdzie schowałeś tą pitoloną herbatę?
- Buahaha. Ja jej nie chowałem, Niall'a się spytaj, on w tej kuchni jak w
wodzie.
Stanęłam na palcach i ręką szukałam opakowania z herbatą.
- Pomóc?
Jak spod ziemi obok mnie wyrósł Louis. Złapał mnie pod kolanami i podniósł do
góry. Dostrzegłam pudełko i chwyciłam je.
- Dziękuję, rycerzu.
- Ależ proszę, lubię pomagać białogłowom w opałach.
- Uważaj. Bo ci tak zostanie! - Zayn odchylił się na krześle, zaraz jednak
wrócił do normalnej pozycji bo Lou zmroził go wzrokiem. Wzięłam czajnik i
nalałam do niego wody. Przekręciłam kurek i poszłam do pokoju. Zamknęłam drzwi,
opatuliłam się kocem i wróciłam do nauki. Usłyszałam dźwięk gotującej się wody
więc poderwałam się i biegiem wpadłam do kuchni. Zdjęłam czajnik z fajerki i
wlałam wrzątek do kubka.
- Louis, Zayn, chcecie coś?
- Zayn wyszedł.
Odwróciłam się i zobaczyłam Louis'a siedzącego na kanapie. Gdy napotkał moje
spojrzenie natychmiast się spłoszył i przeniósł wzrok na ekran telewizora.
- To może Louis chce herbaty, hę?
- Jakbyś mogła.
Wyjęłam drugi kubek z szafki i nalałam wody. Włożyłam tam torebkę z herbatą i
posłodziłam. Nagle poczułam czyjeś ręce, które mnie oplotły. Uniosłam się parę
centymetrów nad ziemię. Złapał mnie pod kolanami i nie miałam szans powrotu.
- Louis, debilu, co wyprawiasz??
- Zaraz zobaczysz!
Wniósł mnie do swojego pokoju, położył na łóżku i uciekł. Uciekł zamykając
drzwi na klucz. Waliłam w nie pięściami, ale on pozostał nieugięty. Usiadł na
podłodze. W końcu poddałam się. Z bezsilnością opadłam na podłogę.
- Czego chcesz?
On udawał, że mnie nie słyszy. Zatwardziale nucił coś pod nosem. Myślałam, że
zaraz umrę. Czemu mnie zamknął?!
- You make me sick because I adore you so…
***
Góry. Maszerowali szlakiem od paru godzin, a szczytu nadal nie było widać. Nagle
Pearl poślizgnęła się i upadła. Kamienie wbiły się w jej ręce, po których
spłynęły malutkie strużki krwi.
- Louis!
Chłopak odwrócił się i szybko podbiegł na ratunek. Próbował ją podnieść, ale
dziewczyna narzekała na silny ból w kostce. Co on zrobił? Zaniósł ją na dół.
Przez kolejne parę godzin niósł przyjaciółkę na rękach. Później okazało się, że
Pearl złamała kostkę. W szpitalu był przy niej… Louis, a jej obecny chłopak Greg
wolał iść na piwo z kolegami.
***
- How much to moan and groan and quiver inside he needs to give you everything
you need?
***
Ognisko. Pożegnanie lata. Zaczęło się robić ciemno i chłodno. Pearl trzęsła się
z zimna, bo nie wiedziała, że impreza przedłuży się do późnych godzin
wieczornych i nie wzięła kurtki.
- David… Zimno mi. – mruknęła ukochanemu do ucha. Ten zamiast zdjąć swoje
okrycie i ją opatulić lub przytulić… Odsunął się i dalej opowiadał jakiejś
dziewczynie o grze w kapeli.
- Nie przeszkadzaj. – wysyczał.
- Czyżby młoda zapomniała kurtki?
Poczuła, że na jej ramiona spada jakiś delikatny materiał.
- Dzięki, Lou.
Uśmiechnęła
się do przyjaciela a on odwzajemnił.
***
- Hope, I hope you've seen the light because no one really cares they're just
pretending…
***
- James, pomóż.
- Co się stało?
- Wywalili mnie z mieszkania… Myślałam, że przedłużą mi umowę ale przyjeżdża
jakaś siostra kuzynki brata znajomego i nie chcą… Jestem na bruku, mogę u
ciebie nocować?
Rozłączył się. Mieszkał niedaleko. ‘Może padła mu bateria?’ – zastanawiała się.
Szarpnęła za klamkę. Drzwi same się otworzyły. Na fotelu siedział James… A na
nim jakaś laska. Trzasnęła drzwiami i zbiegła na dół. W jej kieszeni zaczął wibrować telefon. To
był Louis.
- Hej kocie!
- Cześć…
Opowiedziała mu wszystko. Bała się, że będzie musiała wracać do domu. Do
oddalonego o paręset kilometrów Teignmouth. Nie chciała tego. Uparła się na
studia w Londynie i chciała je skończyć, a znalezienie mieszkania nie jest
takie proste.
- Wpadaj do nas, chłopaki odgracą jeden pokój i akurat będziesz miała gdzie
mieszkać!
***
Otworzyły się. Brunet wsunął głowę. Wskoczył do pokoju i zamknął drzwi.
Chciałam go wyminąć i wyjść, ale on złapał mnie za nadgarstki. No tak, zawsze
był tym silniejszym. Rzucił mnie na łóżko, a ja opadłam bezwiednie jak
plastikowa lalka. Przytrzymywał mnie, żebym nie uciekła. Wisiał nade mną i
patrzył mi się w oczy.
Bałam się. Nie znałam go takiego.
- Daj mi wszystko wyjaśnić. Otóż... Pearl, ja cię kocham. Kochałem cię jako
pierwszy, ale ty nigdy tego nie zauważałaś!
- Skąd o tym wiesz?
- Bo zawsze mnie olewałaś.
- Hello, kto tu kogo leje. Masz dziewczynę!
- Wiesz dobrze, że to ustawka.
- Nie chcę żyć w trójkącie.
Puścił mnie. Szybko usiadłam. Wtedy on podszedł do okna i je otworzył. Usiadł
na parapecie.
- Wiesz jak bolało to, gdy patrzyłem jak umawiasz się z kolejnymi dupkami?
- Wiesz czemu się z nimi umawiałam?
- Nie.
- Bo bolał mnie twój związek.
Podeszłam do niego. Złapałam go za rękę i oparłam się o ścianę.
- Obiecasz mi coś, Lou?
- Co?
- Że mnie nigdy nie opuścisz.
- Obiecałem ci to już dawno temu.
***
Lato. Para przyjaciół idzie plażą. On niesie swoje i jej sandały. Ona skacze po
falach. Nagle zrobiła fikołka i wpadła do wody. Chłopak rzucił buty i pobiegł.
Wyniósł ją z wody.
- Louis, obiecaj mi jedno.
- Co mam ci obiecać? - uśmiechnął się łobuzersko.
- Że zawsze będziemy razem.
- Obiecuję ci, że nigdy cię nie opuszczę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz