niedziela, 14 kwietnia 2013

★40 Louis

Dobra, mniejsza z tym wszystkim, hope u like it, mimo że taki paranormal o.o
______________


Szedłem spokojnie ulicą z papierowym kubkiem w ręku i uważałem, by nie wylać zawartości. Skręciłem w bok. Wszedłem do parku. Usiadłem na ławce. Nie chciałem wracać do domu. Dziewczyna mnie rzuciła. Nie mogłem się chłopakom pokazać w takim stanie. Oj nie. Louis jest twardy i nieugięty, arogancki, a nawet czasem egoistyczny. Ale nigdy nie ryczy z powodu jakieś głupiej laski! Proszę was!
Dumałem sobie nas tym kubkiem, a słona woda leciała wprost do niego. Chyba za dużo cukru. Nagle koło mnie ktoś się dosiadł. Mimo, że było (o niebiosa) jakieś 10 na minusie, ona siedziała w krótkim futerku i sukience. Szpilkach. Nogi zakryte delikatnymi rajstopkami. Odwróciłem twarz w jej stronę. Odgarnęła z twarzy niebiesko – czerwone włosy i spojrzała na mnie nieobecnym spojrzeniem swych  błękitnych oczu.
- Cześć, Louis.
Głos miała jak miliony dzwoneczków. Odbijał się echem w mojej głowie jeszcze jakieś 4 dni.
- My się znamy?
- Nie. Ale musisz mi pomóc.
- Jak?
- Za równe 24 sekundy minie godzina od mojej śmierci – ciarki przeszły mnie po plecach – A ja nie chciałam umrzeć. Musisz coś dla mnie zrobić.
- Co?
- Daj rękę. – posłusznie podałem dłoń Nieznajomej
Nagle na moim nadgarstku pojawiła się połówka gwiazdki. Patrzyłem się w nią oczarowany. Mieniła się wszystkimi kolorami tęczy.
- Przyjdź pojutrze na mój pogrzeb. Będzie on w tym najbliższym. Proś o otwarcie trumny. Złap mnie za nadgarstek. Proszę. Zrób to dla mnie. Ja chcę żyć!
Rozpłynęła się w powietrzu. Kontury się rozmazały, a ona sama stała się pyłkiem brokatu, który został zdmuchnięty przy najbliższym wiaterku.
Poszedłem na ten pogrzeb. Wiedziałem, że jestem świrem. Jak można ufać przywidzeniom? Trudno, wyjdę na pacana i idiotę. Zrobiłem tak, jak poleciła mi Nieznajoma. Rodzina otworzyła trumnę, gdy powiedziałem, że byłem jej chłopakiem. Była ofiarą wypadku, widziałem to po tej masie blizn i ran. O dziwo, gdy złapałem ją za rękę, na poharatanej twarzy pokazały się rumieńce. Krew sączyła się z malutkich szparek.
- Dziękuję. – szepnęła
Zaraz po tym karetka zabrała ją do szpitala, a mi znikła z ręki gwiazdka. Jej rodzice wzięli mnie do samochodu. Po drodze dowiedziałem się, że dziewczyna ma na imię Caroline. Ślicznie.
***
Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem na parkiet. Jej policzki zaróżowiły się. Kiedy ująłem jej dłoń i poprowadziłem w tan, ona uśmiechała się szeroko, a jej czerwone loki delikatnie spłynęły na czoło. Kołysaliśmy się w rytm ‘Hate This And I Will Love You’, a Harry z Niallem krzyczeli ‘Całuj, całuj!’.
Ulegliśmy ich namowom. Usta moje i Caroline połączyły się w pocałunku. Pasujemy do siebie idealnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz