#ParanormalActivity
Przepraszam za błędy, pisane na telefonie :)
Enjoy! :333
Przepraszam za błędy, pisane na telefonie :)
Enjoy! :333
Przechadzałam się spokojnie w tą i z powrotem. Kopałam bosą stopą kawałki chmur, które podlatywały do góry i rozlatywały się w powietrzu. Cisza biła mnie po uszach. Czasem spokój tutaj był nie do zniesienia. Ale cóż. Trzeba było bardziej uważać na dole, może bym tutaj nie trafiła... Jak to mawia Przełożony - przeznaczenie i tak cię znajdzie. Tsaa. To że w wieku 21 lat zostałam brutalnie zgwałcona i zamordowana, było moim przeznaczeniem. Zatrzymałam się na samo wspomnienie śmierci. Wzruszyłam ramionami i dalej kopałam w obłoczki. Stanęłam w jednym miejscu i konsekwentnie wierciłam dziurę. W końcu pode mną rozpostarła się urokliwa okolica. Rozejrzałam się czy nikt nie nadchodzi i dałam nura w czeluść. Zachaczyłam parę razy o drzewo i w końcu wylądowałam w cierniach. Super. Dopiero się uczyłam latać, ale moja koordynacja ruchowa pozostawiała wiele do życzenia już w czasach gdy byłam człowiekiem. Otrzepałam pospiesznie białą suknię, poprawiłam aureolę i ruszyłam przed siebie. Chodziłam pomiędzy ludźmi, którzy cały czas gdzieś się spieszyli. Byli samotni w tłumie. Dało się to wyczytać z ich myśli, których ilość mnie przytłaczała. Ale cóż, jestem w samym centrum Londynu. Miasto, które rzadko zasypia. O ile w ogóle. Krążyłam po uliczkach niezbyt wiedząc co ze sobą zrobić. Śmiałam się z "wielkich miłości". Też raz byłam tak zakochana. O! I patrzcie kim teraz jestem. Chłopak złapał dziewczynę za rękę i obrócił ją dookoła jej osi. Ona zaśmiała się i ruszyli dalej. Szłam depcząc im po piętach. Słyszałam ich pełną czułości rozmowę. Miałam ochotę puknąć chłopaka w plecy i powiedzieć mu że rzygam tęczą. Zapomniałam. Jestem duchem. Nagle para skręciła w bok, a ja automatycznie poszłam za nimi. Podeszli do budki z lodami. Wtedy zobaczyłam jego. Siedział po turecku na ławce, w ręku trzymał gazetę, obok niego stał kubek z kawą. Stanęłam jak wryta. Jeśli ktoś tu był aniołem, to on. Kurde. Jestem duchem. Dupa. Dupa. Dupa. Przeszłam się do niego i zauważyłam dziewczynę biegnącą w jego kierunku. Rzuciła się ona na jego szyję, a on pocałował ją koło ucha. Serce przestało mi bić po raz kolejny. Słyszałam jak rozbija się na malutkie kawałeczki.
Czemu czułam się potwornie? Przez długi czas tkwiłam w toksycznym związku. Bie widziałam, że on mnie zdradza, wykorzystuje na każdym kroku. Dla niego zerwałam wszystkie kontakty z rodziną i przyjaciółmi. Zrobiłam to, bo oni chcieli bym nie cierpiała. Myślałam że rozdzielenie nas będzie największą karą. Myliłam się. Noc, w którą zginęłam była najstraszniejszą karą za moje błędy. Nic nie mogłam teraz zrobić. Mogłam się tylko patrzeć jak zakochani mają szczęśliwe życie i kochają się.
Nagle zauważyłam pewną nieprawidłowość w zachowaniu tej pary. O ile dziewczyna była zadowolona, to chłopak wyglądał jak zamknięty w klatce. Miałam ochotę wziąć go zq rękę i uwolnić od trosk. Usiadłam na trawie naprzeciwko nich. Nie wiem jak długo to trwało, ale w końcu dziewczyna wyjęła telefon i odebrała jakiegoś smsa. Poderwała się i cmokając chłopaka w policzek szybko się pożegnała. Otrzepałam się i usiadłam obok. Obróciłam twarz w stronę chłopaka. Miał śliczne włosy. Z zacięciem wpatrywał się w strony gazety. Nagle odwrócił się do mnie. Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały.
- Przepraszam. Mogłabyś się tak we mnie nie wpatrywać?
Szybko wyprostowałam się i siedziałam jakby ktoś kazał mi połknąć kij.
- Ej. Nie stresuj się tak. Źle się poczułem, gdy taka śliczna kobieta się na mnie patrzyła.
Poczułam jego dłoń na moim ramieniu. Poczułam. O ja...
- Nellie. - wyciągnęłam do niego dłoń, a on ją pocałował. Pies z tobą, facet.
- Louis.
Zmierzył mnie wzrokiem. Wiedziałam, co zobaczył. Skrzydełka, aureolka i blond włosy. Wariatka, która uciekła z psychiatryka. Grrr.
- Ładna koszula. Jesteś stąd?
Spojrzałam na siebie. Gdzieś zniknęła moja bielutka sukienka. Byłam ubrana w zwykłą, lekko zieloną koszulę i jeansy. Dzięki, Boże.
- Tak. Jestem z Londynu.
Zaczęliśmy rozmawiać. Louis okazał się być miłym gościem. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Kiedy poprosił nnie o numer, spanikowałam. Kazałam mu przyjść jutro w to miejsce o tej samej porze.
Spotykaliśmy się co częściej. Dziwił się, że nie mam telefonu. Zerwał ze swoją dziewczyną. Powiedział mi, że ten związek był ustawiony. Spacerowaliśmy przy świetle księżyca. Była ciepła noc. Złapał mnie za rękę. Poczułam jak iskierki dotykają mojej skóry. Nagle Louis cofnął dłoń.
- Co zrobiłaś?!
- O co chodzi?
- Poczułem jakby mnie prąd łaskotał. Ale wiesz co... Przepraszam. Kocham Cię.
Tamtego dnia nie mogłam się wznieść. Wystraszyłam się. Błąkałam się po ciemnych uliczkach, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. W końcu postanowiłam pójść do Lou. Zapukałam niepewnie w jego drzwi. Chłopak mnie nie rozpoznał. Wystraszyłam się. Wróciłam do mojego rodzinnego domu. Mama zdziwiła się na mój widok. Pytała się mnie o Tom'a. Spojrzałam się na kalendarz. Był 15 maja 2013. Dzień mojej śmierci. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam. Stał tam Tom. Znałam to. Teraz on zabierze mnie do siebie, tam zgwałci a potem udusi. Kazałam mu sekundę zostać na zewnątrz. Poszłam do kuchni, wzięłam garnek i rzuciłam w mojego chłopaka. Moja rodzina miała nieziemską minę, gdy brunet zjeżdżał po schodach, a ja trzasnęłam drzwiami.
Minął rok. Stałam w parku i patrzyłam się jak Louis siedzi na ławce z Eleanor. Rozmawiają, śmieją się. On jednak nie wygląda na szczególnie szczęśliwego, za to ona aż promienieje. Nagle odbiera smsa. Szybko żegna się z chłopakiem i całuje go w policzek. Usiadłam obok. Obróciłam twarz w kierunku chłopaka.
- Przepraszam. Mogłabyś się tak we mnie nie wpatrywać?
Dzisiaj jesteśmy szczęśliwi. Los czasem daje nam drugą szansę na naprawienie swoich błędów. Błędów przeszłości.
Czemu czułam się potwornie? Przez długi czas tkwiłam w toksycznym związku. Bie widziałam, że on mnie zdradza, wykorzystuje na każdym kroku. Dla niego zerwałam wszystkie kontakty z rodziną i przyjaciółmi. Zrobiłam to, bo oni chcieli bym nie cierpiała. Myślałam że rozdzielenie nas będzie największą karą. Myliłam się. Noc, w którą zginęłam była najstraszniejszą karą za moje błędy. Nic nie mogłam teraz zrobić. Mogłam się tylko patrzeć jak zakochani mają szczęśliwe życie i kochają się.
Nagle zauważyłam pewną nieprawidłowość w zachowaniu tej pary. O ile dziewczyna była zadowolona, to chłopak wyglądał jak zamknięty w klatce. Miałam ochotę wziąć go zq rękę i uwolnić od trosk. Usiadłam na trawie naprzeciwko nich. Nie wiem jak długo to trwało, ale w końcu dziewczyna wyjęła telefon i odebrała jakiegoś smsa. Poderwała się i cmokając chłopaka w policzek szybko się pożegnała. Otrzepałam się i usiadłam obok. Obróciłam twarz w stronę chłopaka. Miał śliczne włosy. Z zacięciem wpatrywał się w strony gazety. Nagle odwrócił się do mnie. Przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały.
- Przepraszam. Mogłabyś się tak we mnie nie wpatrywać?
Szybko wyprostowałam się i siedziałam jakby ktoś kazał mi połknąć kij.
- Ej. Nie stresuj się tak. Źle się poczułem, gdy taka śliczna kobieta się na mnie patrzyła.
Poczułam jego dłoń na moim ramieniu. Poczułam. O ja...
- Nellie. - wyciągnęłam do niego dłoń, a on ją pocałował. Pies z tobą, facet.
- Louis.
Zmierzył mnie wzrokiem. Wiedziałam, co zobaczył. Skrzydełka, aureolka i blond włosy. Wariatka, która uciekła z psychiatryka. Grrr.
- Ładna koszula. Jesteś stąd?
Spojrzałam na siebie. Gdzieś zniknęła moja bielutka sukienka. Byłam ubrana w zwykłą, lekko zieloną koszulę i jeansy. Dzięki, Boże.
- Tak. Jestem z Londynu.
Zaczęliśmy rozmawiać. Louis okazał się być miłym gościem. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. Kiedy poprosił nnie o numer, spanikowałam. Kazałam mu przyjść jutro w to miejsce o tej samej porze.
Spotykaliśmy się co częściej. Dziwił się, że nie mam telefonu. Zerwał ze swoją dziewczyną. Powiedział mi, że ten związek był ustawiony. Spacerowaliśmy przy świetle księżyca. Była ciepła noc. Złapał mnie za rękę. Poczułam jak iskierki dotykają mojej skóry. Nagle Louis cofnął dłoń.
- Co zrobiłaś?!
- O co chodzi?
- Poczułem jakby mnie prąd łaskotał. Ale wiesz co... Przepraszam. Kocham Cię.
Tamtego dnia nie mogłam się wznieść. Wystraszyłam się. Błąkałam się po ciemnych uliczkach, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. W końcu postanowiłam pójść do Lou. Zapukałam niepewnie w jego drzwi. Chłopak mnie nie rozpoznał. Wystraszyłam się. Wróciłam do mojego rodzinnego domu. Mama zdziwiła się na mój widok. Pytała się mnie o Tom'a. Spojrzałam się na kalendarz. Był 15 maja 2013. Dzień mojej śmierci. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam. Stał tam Tom. Znałam to. Teraz on zabierze mnie do siebie, tam zgwałci a potem udusi. Kazałam mu sekundę zostać na zewnątrz. Poszłam do kuchni, wzięłam garnek i rzuciłam w mojego chłopaka. Moja rodzina miała nieziemską minę, gdy brunet zjeżdżał po schodach, a ja trzasnęłam drzwiami.
Minął rok. Stałam w parku i patrzyłam się jak Louis siedzi na ławce z Eleanor. Rozmawiają, śmieją się. On jednak nie wygląda na szczególnie szczęśliwego, za to ona aż promienieje. Nagle odbiera smsa. Szybko żegna się z chłopakiem i całuje go w policzek. Usiadłam obok. Obróciłam twarz w kierunku chłopaka.
- Przepraszam. Mogłabyś się tak we mnie nie wpatrywać?
Dzisiaj jesteśmy szczęśliwi. Los czasem daje nam drugą szansę na naprawienie swoich błędów. Błędów przeszłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz