Nie zapomnę tego jak mnie potraktowałeś. I wiesz co? Nawet nie chcę. Może za 3 lata te rany, które mi zadałeś, zabliźni się. Może wtedy będę w stanie z tobą porozmawiać. Teraz nie chcę widzieć cię na oczy. Uspokoję się i zastanowię, czy chcę rozdrapywać blizny. Dziękuję za wszystko,
Margaret
***
Tymi paroma linijkami zakończyłam przygodę, która trwała 2 lata. Piękne 2 lata. Mimo, że czasami mieliśmy „ciche dni”, a czasami nasi znajomi mieli dość naszych czułości to jednak kochaliśmy się nad życie.
Tamtego pamiętnego dnia wyszłam rano po pieczywo do pobliskiej piekarni. Po drodze zaszłam do kiosku, by kupić gazetę. Na pierwszej stronie był on. W sumie norma, skoro jest piosenkarzem… Ale tytuł artykułu. Zrujnował mi życie. ‘Czy Louis ma zamiar wrócić do swojej byłej?’. Zdjęcie było z wczoraj… Dosłownie pod naszymi oknami. Wmówił mi, że zostanie dłużej w studiu, bo muszą z chłopakami poćwiczyć jakąś piosenkę. Akurat!
Przemilczałam jednak to. Może to nie była prawda? Gazety kłamią. Naginają rzeczywistość. W tym przypadku też mogło tak być. I chciałam wierzyć, że tak jest.
Sprawa ucichła. Minął tydzień. Wracałam z moją przyjaciółką z uczelni. Przechodziłyśmy koło mojej ulubionej knajpki. Patrzę, Louis siedzi w środku. No to weszłyśmy. Nagle zauważyłam, że mój chłopak nie jest sam. Mimo to nie zrobiłam scen tylko usiadłyśmy w kącie Sali, ale tak, żebyśmy mogły oglądać naszego casanovę. Robił słodkie miny, prawił komplementy… Wyciągnęłam telefon i wszystko nagrałam.
Wieczorem, gdy siedzieliśmy w domu na kanapie, wyswobodziłam się z jego objęć i podeszłam do telewizora. Podłączyłam telefon do wtyczki z tyłu ekranu. Zaraz na plazmie ukazało się menu wyboru. Przeskoczyłam parę okienek i nacisnęłam ‘Odtwarzanie filmów’. Wybrałam ten z dzisiejszą datą. Spojrzałam się na Louisa i szepnęłam, żeby oglądał. Sama wyszłam do naszej wspólnej sypialni i zaczęłam pakować rzeczy do torby. Wyszłam z pokoju w tym momencie, gdy film się skończył, a Louis stał w drzwiach do salonu. Oczami mnie błagał, żebym została. Ja byłam nieugięta. Odwróciłam się i zamknęłam drzwi.
I myślałam, że na tym się skończy. Zostawiłam mu kartkę. Wprowadziłam się do mojej przyjaciółki. Minęło 3 lata od tego zajścia, nie widziałam Lou na oczy. Unikał mnie jeszcze bardziej niż ja jego. Ale nie tego wieczoru. Wracałam tak jak co dzień z uczelni do domu i otworzyłam skrzynkę. Były 2 listy. Jeden do Rose, drugi do mnie. Zdziwiłam się. Otworzyłam na korytarzu. W środku były 2 bilety na koncert One Direction. I karteczka.
‘Wiem, że na pewno nie przyszłabyś sama. Przyjdź z Rose. Proszę, daj mi szansę. Louis.’
Ubrałam się na ten koncert. Ale nie jakoś wystrzałowo, czy za specjalnie. Zwykłe jeansy i biała koszulka… Na przekór wszystkim, na niej nadrukowany był Green Day.
Weszłyśmy na arenę. Miałyśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Postarał się.
Chłopcy śpiewali. Nagle Louis spojrzał się w moją stronę. Zobaczyłam w jego oczach łzy.
- Oh girl, I see in your eyes this dissapointed…*
Tak, zaśpiewał dla mnie ‘Gotta Be You’. Całe, bez chłopaków. Jedynie co to śpiewali razem refren. Wzruszyłam się. Pod sam koniec, gdy schodzili już ze sceny, Louis wyciągnął mnie z siedzenia. Pociągnął za kulisy. Przyparł do ściany. Trochę się bałam, nie wiedziałam, co chce zrobić.
- Peggy. Proszę, wybacz mi, zmieniłem się.
- Nie jestem pewna, czy mogę ci zaufać. I puść mnie. – zwolnił uścisk.
- Ale jednak tu przyszłaś. – wprowadził mnie w zmieszanie. Odwróciłam się. – Czego oczekiwałaś? Zrobiłaś mi niepotrzebną nadzieję. Żałuję, że 3 lata temu byłem dupkiem. Ale… To się nie powtórzy. Dojrzałem. Już nie jestem jak czterolatek w sklepie z zabawkami.
- Wierzę ci. – na znak tego, że mu wybaczam, stanęłam na palcach i dałam mu słodkiego buziaka w policzek. On ujął moją twarz w swoje dłonie i nakierował mnie na swoje usta. Trwaliśmy w bezruchu, a ja nie chciałam, żeby ktokolwiek przerwał ten moment.
*tekst pochodzi z piosenki "Gotta Be You" zespołu One Direction, na którą mam caaały czas faaazę :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz