- Sorry, nie pasujemy do siebie.
Który ja to raz już słyszałem? Nie liczę. Przestałem liczyć po 6. Ale i tak w jej ustach brzmiało to niesamowicie. Odwróciła się ode mnie i zmysłowo kołysząc biodrami podeszła do jakiegoś faceta, który wziął ją pod rękę i oddalili się. Stałem w lekkim otępieniu przez parę minut. W końcu ja też odwróciłem się i ruszyłem przed siebie. Do domu. Przeskoczyłem te parę schodków i popchnąłem drzwi.
- Hej, Nialler. – wychrypiałem.
- ZNOWU?! Jesteś debilem, mówiłem ci już?! – odwrócił się, a talerz z jedzeniem upadł mu na podłogę.
- Tak, milion razy.
- TO POWTARZAM JESZCZE RAZ. TO. NIE. JEST. DZIEWCZYNA. DLA. Poczekaj. ONA. NA. CIEBIE. NIE. ZASŁUGUJE. Comprender?!
- Nie wiem. – obróciłem się w prawo i szarpnąłem za klamkę. Wszedłem do mojego pokoju i położyłem się na niepościelonym łóżku.
***
- Nie pasujemy do siebie, Zayn.
Odsunęła krzesło, wzięła torbę z oparcia krzesła i ruszyła do drzwi. Popchnęła je, a one zaraz zamknęły się z trzaskiem. Jeszcze przez dobre 5 minut piłem kawę patrząc się tępo w szybę. Byłeś debilem. Jeszcze raz będzie próbowała wrócić, musisz powiedzieć jej nie. Musisz, weź się w garść, jesteś mężczyzną! Wyszedłem z tej kawiarni. Przez te same drzwi. Skierowałem się do Louis’a.
- Hej, Lou. – wychrypiałem.
- ZNOWU?! Jesteś debilem, mówiłem ci już?!
- Tak, milion razy.
- TO POWTARZAM JESZCZE RAZ. TO. NIE. JEST. DZIEWCZYNA. DLA. Poczekaj. ONA. NA. CIEBIE. NIE. ZASŁUGUJE. Capisco?!
- Czyżby znowu to samo? – Harry wyszedł z łazienki z ręcznikiem na biodrach.
- No a jakże inaczej. Weź pacnij tego debila, bo zaraz ja nie wyrobię.
- Zayn, siadaj.
***
- Odkryłam wczoraj, że do siebie nie pasujemy.
- O NIE! NIE ZNOWU. IDŹ W DIABŁY, TY WREDNA MAŁPO! – nie wiadomo skąd pojawił się Liam. W ręku trzymał torbę z zakupami. Danielle trzymała go za rękaw kurtki, gdy ten kierował się w stronę mojej już byłej dziewczyny. Ja wtedy odwróciłem się. Pobiegłem przed siebie. Stanąłem na moście. Spojrzałem się w dół. Woda nie była czysta. Otworzyłem torbę. Zobaczyłem Liama biegnącego w moją stronę. Za nim biegła Nina. Pośpieszyłem się w myślach. Wyjąłem pistolet z przegródki torby. Przyłożyłem do skroni i krzyknąłem w stronę Niny:
- Już nigdy mnie nie skrzywdzisz!
Pociągnąłem za spust, a moje ciało zsunęło się w ciemne odmęty rzeki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz